Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwyczaje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwyczaje. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 lutego 2019

Ofiarowanie Pańskie, czyli Matki Bożej Gromnicznej (2 lutego)


Święto Ofiarowania Pańskiego, zgodnie z tradycją żydowską, obchodzone jest 40 dni od Narodzenia Pańskiego. Wtedy to, jak podaje Ewangelista Łukasz, Maryja z Józefem przynieśli Dziecię do świątyni, bowiem tak nakazywał Prawo Mojżeszowe. Na pamiątkę tego wydarzenia Kościół ustanowił święto, które od V wieku obchodzone jest 2 lutego. W VII w. pojawia się określenie Oczyszczenia Najświętszej Marii Panny i pod tą nazwą cesarz Karol Wielki wprowadził święto do kalendarza liturgicznego. Stało się ono świętem obowiązkowym w Kościele rzymskim.

W Polsce już w średniowieczu czczono Bożą Rodzicielkę, a kult Najświętszej Marii Panny był mocno rozpowszechniany. Wszystkie święta maryjne naród obchodził uroczyście, a szczególnie Oczyszczenie, 2 lutego, zwane również Matki Bożej Gromnicznej. Tego dnia w kościołach święcono świece zwane gromnicami, bowiem stawiane w czasie burzy w oknie miały chronić dom od gromów. W każdym domu była przynajmniej jedna gromnica.

Święto to było, aż do roku 1951, dniem wolnym od pracy i obchodzono je jako święto maryjne.
Reforma liturgiczna w 1960 r. przywróciła świętu charakter święta Pańskiego, pod nazwą Ofiarowanie Pańskie. W liturgii przedsoborowej dopiero to święto kończyło okres Bożego Narodzenia.

Również z życiu codziennym kończył się czas świątecznych zabaw. Wyrzucano z domów choinki, kolędnicy przestrzelali kolędować, nie było już słychać śpiewu kolęd. Panny, które nie znalazły mężów, musiały czekać ze ślubem do Wielkanocy. Mawiano wówczas
Od Matki Boskiej Gromnic będą dziewki trąbić (płakać).”
Do kawalerów, którzy do tego dnia się nie oświadczyli i w zapusty już żenić się nie mogli mówiono:W dzień Panny Gromniczny, bywaj zdrów mój śliczny”.

Według ludowych prognoz pogody Matka Boża Gromniczna rozpoczynała „ostatek zimy”. Związane z tym są przysłowia i powiedzenia:
Na Gromnicę masz zimy połowicę”,
Gdy na Gromnicę z dachu ciecze, zima się jeszcze przewlecze”,
Gdy na Gromnicę rozstaje, rzadkie będą urodzaje.”
Gdy słońce świeci jasno na Gromnicę, to przyjdą większe mrozy i śnieżyce”.

Powszechne też było przekonanie, że Matka Boża Gromniczna jest opiekunką zagród i ludzi, chroniącą przed napaściami wilków. Stare obrazy przedstawiały Matkę Bożą owianą śnieżną nawałnicą z gromnicą w ręku. W dali widniały przysypane śniegiem chatki, a z drugiej strony wilki. Maryja stała między uśpioną wsią a zwierzętami i chroniła ludzi.

Święto Ofiarowania Pańskiego jest także Światowym Dniem Życia Konsekrowanego, ustanowionym przez św. Jana Pawła II. W tym dniu Kościół szczególnie modli się za osoby zakonne.


Opracowanie Justyna Grabowska na podstawie źródeł:
Zygmunt Gloger, Rok Polski w życiu, tradycji i pieśni, Warszawa 1900.
Ewa Ferenc, Polskie tradycje świąteczne, Poznań 1986.
fot: Piotr Stachiewicz, obraz 11 z cyklu Legenda o Matce Boskiej, pocztówka wydana nakładem Księgarni J. Czarneckirgo, Wieliczka, za: http://www.parafia.trzcianka.com.pl/strony/arch.wydarzen-2014/002-luty.html

wtorek, 15 stycznia 2019

Śniadanie staropolskie - kujawskie

Od wielu lat wiadomo, że śniadanie to najważniejszy posiłek dnia. Powinien być pełnowartościowy i urozmaicony, obfitować w białko i pełnoziarniste pieczywo. Poranny pośpiech nie powinien eliminować tego posiłku z naszego życia. Szczególnie waży jest on zimą, kiedy to zużywamy więcej energii. 

Kuchnia staropolska na śniadania poleca m.in. cebulę duszoną z boczkiem i kiełbasą, zupę mleczną z płatkami ryżowymi, zupą mleczną z zacierką, żur na mleku, mielonkę podsmażaną, pieczywo z takimi dodatkami jak: dżem, ser twarogowy, ser żółty, ryba wędzona, pasztet, papryka konserwowa.  Do pierwszego śniadania należało wypić kawę zbożową z mlekiem lub rożnego rodzaju mleka, np. mleko herbaciane, mleko pomidorowe, mleko kakaowe, mleko owocowe czy soki: owocowy, pomidorowy. 

Jadłospis wiosenny różnił się  trochę od zimowego i zawierał sezonowe dary z ogródka, np. świeży szczypiorek czy rzodkiewkę. Latem zalecano do każdego śniadania owoce. Częściej jadano też jajka. Do smarowania pieczywa podawano masło mając na uwadze fakt, że można je zastąpić margaryną. 

Często, szczególnie na Kujawach, jadano na śniadanie żur robiony na zakwasie.  Najprostszy przepis na zakwas to: 1 szklankę mąki żytniej i 3 szklanki letniej przegotowanej wody wymieszać w słoiku powoli, aby nie powstały grudki, dodać 3 przetarte ząbki czosnku. Słoik należy przykryć gazą lub tetrową pieluchą i pozostawić w ciepłym miejscu na 5 dni, aby się zakisił. Trzeba również pamiętać, aby po 3 dniach przemieszać zakwas codziennie drewnianą łyżką. Tak przygotowany zaczyn można użyć do przygotowania potraw. 

Żur na mleku

2 szklanki mleka, 2 szklanki żuru, sól. Do zagotowanego mleka wlać żur i stale mieszając ponownie zagotować, doprawić do smaku solą. 

Mleko pomidorowe

Zagotować 2 szklanki mleka, zestawić z ognia i dodać pół puszki soku pomidorowego szybko mieszając trzepaczką, doprawić do smaku solą i natką pietruszki. 

Zupa mleczna z zacierką

3 szklanki mleka, sól, 2 łyżki mąki. Wsypać mąkę na talerz, dodać dwie łyżki wody i rozetrzeć widelcem. Jeżeli ciasto jest za suche należy dodać jeszcze troszkę wody. Ciasto zagnieść i zetrzeć na tarce o dużych oczkach. Starte zacierki ugotować w osolonej wodzie, odcedzić i zalać gorącym mlekiem. 

Opracowała Justyna Grabowska na podstawie: K. Pyszkowska, Śniadania, przepisy kulinarne, Warszawa 1985; https://www.kuchnia-domowa.pl/przepisy/zupy/415-zakwas-na-zurek

poniedziałek, 17 grudnia 2018

O jarmarkach słów kilka


Wiele zwyczajów związanych z Bożym Narodzeniem i czasem oczekiwania przybyło do Polski z Niemiec. Są to na przykład wieńce adwentowe, szklane bombki, zdobienie choinki. Takim zwyczajem są również jarmarki bożonarodzeniowe. Odbywają się one już w Adwencie i oferują nie tylko piękne towary, najczęściej rękodzielnicze, ale także pyszne przekąski. Nie brakuje również rozrywki, bowiem na wielu jarmarkach można znaleźć karuzele, lodowisko, świąteczną scenografię do zdjęć lub „ławeczkę pod jemiołą”, gdzie zakochani mogą obdarzyć się pocałunkiem a skłóceni pogodzić.

Najbardziej znane jarmarki w Polsce odbywają się w Gdańsku, Wrocławiu, Poznaniu, Warszawie, Krakowie czy Toruniu. Charakterystyczną cechą gdańskiego kiermaszu jest wielkie koło widokowe AmberSky, we Wrocławiu można zwiedzać Bajkowy Las, gdzie czekają bohaterowie bajek. W Krakowie podziwiać można słynne szopki bożonarodzeniowe, a w Olsztynie organizatorzy zapraszają do wspólnego czytania Opowieści wigilijnej Charlesa Dickensa. W Poznaniu natomiast atrakcję stanowi coroczny Międzynarodowy Festiwal Rzeźby Lodowej, a w Warszawie ogromne lodowisko.

Coraz to nowe jarmarki organizowane są w licznych miastach i miasteczkach w Polsce. Są niezwykłą okazją, aby kupić prezent „z duszą”, choinkę, ozdoby, skosztować regionalnych potraw i poczuć atmosferę zbliżających się świąt.

W tym roku po raz pierwszy odbędzie się jarmark bożonarodzeniowy na kruszwickim rynku.

Oprac. Justyna Grabowska, źródło: B. Gołembiowska, Tradycje Bożego Narodzenia w Polsce, Wydawnictwo Arystoteles, Warszawa. Fot: http://inowroclaw.naszemiasto.pl/…/iluminacje-swiateczne.ht…

poniedziałek, 3 grudnia 2018

Kujawski taniec i muzyka na weselu


Kujawiacy uwielbiają tańczyć, niegdyś taniec i muzyka były związane z każdą ważniejszą uroczystością na wsi i mieście tego regionu. Nie mogę sobie wyobrazić wesela bez tańca. Na Kujawach muzyka i taniec były bardzo ważnym punktem każdych zaślubin. W kościele grał organista, śpiewał chór, na weselu grali muzykanci. Tańczyli wszyscy nie zależnie od wieku, dochodziło czasem do takich sytuacji, że goście którzy przybyli na wesele już wcześniej i byli częstowani posiłkami rano podtańcowywali sobie. Kapela przybywała do weselników już rano, witała muzyką przychodzących gości, zwłaszcza starszych i znaczniejszych, ale na dobre muzykanci rozkręcali się z chwila przybycia orszaku weselnego – po przywitaniu młodej pary, po krótkiej przemowie starszego drużby i poczęstunku.

Prawdziwy taniec wiejski na Kujawach różni się bardzo od tego tańca, który znamy ze sceny ludowej. Tańczący zwracali się w stronę kapeli i skupiali wokół kapeli, a w przypadku wesela, także wokół młodej pary, nigdy nie kierowali się ku przyglądającym się. Scena narzucała ustawienie się i kierowanie grupy tanecznej ku publiczności, ku widowni. Inna sprawa, że nie było na wsi tańczenia tak, jak na znanych nam zabawach czy wieczorkach towarzyskich: kiedy muzyka zaczyna grać, mężczyźni wstają, by prosić partnerki do tańca. Na wsi rozpoczęcie tańca wyglądało inaczej. Tancerz stając przed kapelą z wybraną partnerką śpiewał jakąś przyśpiewkę (żartobliwą -krótką), ona najczęściej mu odśpiewywała, muzykanci podchwytywali melodię i zaczynali taniec. Do nich dopiero dołączali inni. Był też inny sposób, polegający na tym, że tancerz rozpoczynał taniec stając przed kapelą i wołając: - Kapela! Chodzonego! (albo owczarzyka, czy kujawiaka). Tańce na ogół nie były zbyt długie, kapela chcąc zapewne zarabiać więcej pieniędzy, niekiedy dość szybko kończyła melodię, a kolejny tancerz miał szansę popisać się dowcipną, zgrabną przyśpiewką. Na weselu do zaczynania tańców miał pierwszeństwo główny - pierwszy drużba.

Kapela znana z utworu F. Becińskiego „Wesele na Kujawach” składała się ze skrzypiec, klarnetu i basów. Był to tradycyjny zestaw instrumentów. R. Lange, etnomuzykolog, z ramienia Muzeum etnograficznego w Toruniu przeprowadził badania tańca i muzyki ludowej na Kujawach w latach 60-tych, nagrał dwie tradycyjne kapele kujawskie, które udało mu się skompletować. Kapela Kempy grała na dwóch parach skrzypiec, flecie i basach, kapela Szelążka na skrzypcach, klarnecie i basach (lub dwóch parach skrzypiec i basach).

Jeśli chodzi o śpiew, istotna wskazówkę podaje B. Krzyżaniak w „Folwark Kujaw”, odnosi się ona do praktykowanej niekiedy dawniej przedweselnej zabawy zmówinowej (zaręczynowej), podobnie było na weselu. Zazwyczaj obecna była dobra śpiewaczka weselna (późniejsza swaszka), która odpowiednio dobranymi śpiewkami umiała wprowadzić dobry nastrój wśród zebranych osób.

Główną zasadą w tańcu kujawskim było utrzymanie się w jednostajnym, płynnym wirze. Tańce polegały na podążaniu gromady tanecznej uformowanej parami, za parą przodkującą. Taniec musiał być płynny, czasami tancerze dla popisu stawiali sobie kieliszek lub szklankę na głowie lub kapeluszu, najlepsi nie uronili ani kropelki. Oczywiście najbardziej popularnym tańcem był Kujawiak, przyjęty także przez miejscowe dwory, przerabiany, pokazywany na balach w stolicy i większych miastach, z czasem podniesiony do rangi polskich tańców narodowych.

Popularne były także marsze – kapela ustawiona w progu domu weselnego witała marszem wracających z kościoła gości, którzy kroczyli „gromadą”, stosując niekiedy ozdobniki omówione w chodzonym, powiewanie chusteczkami, przytupnięcia, uniesienie ręki w górę. Tańcom towarzyszyło często klaskanie. Po kilku okrążeniach podwórza marszem, przenoszono się do izby na tańce.

Dobrzy muzykanci cieszyli się sławą w całej okolicy, byli sowicie opłacani i częstowani przysmakami.  Z czasem, gdy zabrakło tancerzy i śpiewaków weselnych i przestano tańczyć w dawny sposób, kapele na Kujawach nie były już potrzebne. Taniec i muzyka nie mogły bez siebie istnieć, jedno i drugie było ze sobą związane. Jakaś część dawnej muzyki zachowała się w pamięci i folklorze Kujaw. Dziś możemy oglądać występy zespół ludowych na scenie, jest to nieco inny taniec niż ten, który znamy z opowieści naszych przodków, ale posiada on wiele elementów zaczerpniętych z tradycji.

Opracowanie Bartłomiej Grabowski, źródła: Dobrzyńsko-Kujawskie Towarzystwo Kulturalne i Towarzystwo Miłośników Kujaw w Radziejowie, Frnaciszek Beciński, Wesele na Kujawach, pod red. J. Schab i J. Kalafus, Włocławek 1996; B, Krzyżaniak, A. Pawlak, J. Lisakowski, Kujawy, cz. I – teksty 1974, cz. II – melodie 1975, Polskie Wydawnictwo Muzyczne, Kraków; J. Klimaszewska, Kujawy, Stan badań etnograficznych, Muzeum Etnograficzne w Toruniu, Toruń 1981; O. Kolberg, Lud, jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce, seria III Kujawy, cz. 1, Warszaw 1867, wyd. II, Dzieła wszystkie, t. 3, Wrocław 1962; R. Kurier, Ludowe obrzędy i zwyczaje weselne na Kujawach, Warszawa-Poznań 1975; R. Lange, B. Krzyżaniak, Al. Pawlak, Folwark Kujaw, Warszawa 1979, Atlas Polskich Strojów Ludowych, Kujawy, Poznań 1953. Fot. https://sites.google.com



Troszkę o zwyczajach bożonarodzeniowych na Kujawach


W czasie Bożego Narodzenia na Kujawach, chłopcy chodzili po wsi, wybierali spośród siebie mówce, który pod progiem chałup recytował lub odśpiewywał:

Miałem ojca z Krakowca, ludu wybranego,
Było to caszu niedawnego,
Kupiły my szkapiorka za putora złotego,
Wysłał me na wojenkę.
Jak jadę, tak jadę,
Napotkałem żołnierzy gromadę.
Nuż jo ich witać,
I zaroz ich się pytać,
A óny my każą kury za ogóny chwytać,
Jak pójdę na górę,
Jak siusnę na kurę,
Wylatam do drugiej chaty,
Wyleciał tam chłop, miał kij bardzo sękaty.
Jak me wali, tak me wali,
Czyć mu tyż tam diabli i mocy dodali!

Nagrodą za taki występ był kawałek chleba i sera od gospodarzy. Podobnie recytowano tzw. „Dykterykę o gadatliwości żon ludzkich”, zwykle na Boże Narodzenie lub Wielkanoc.

W Kujawach, podobnie jak w innych stronach, znany był zwyczaj chodzenia chłopców z szopką po kolędzie, chociaż w naszych stronach stroje były mniej atrakcyjne. Kolędnicy znali mnóstwo pięknych pieśni szopkowych, większość pochodziła ze zbiorów ks. Mioduszewskiego i ks. Antoniewicza.

Materiały zebrał Bartłomiej Grabowski: źródło: Ks. Mioduszewski, Pastorałki i kolędy, Kraków 1843 r., O. Kolberg, Dzieła wszystkie, Kujawy, Wrocław-Poznań 1978 r.

Gwiazdor na Kujawach


O świętym Mikołaju słyszało chyba każde dziecko na Kujawach. Nasze pociechy nie wiedzą jednak, że święty Mikołaj był postacią historyczną i pochodził z Licji, prowincji Cesarstwa Rzymskiego, położonej w Azji Mniejszej nad Morzem Śródziemnym. Urodził się około 270 r., był prześladowany za Dioklecjana i Maksymina Dai (303-313). Został biskupem Myry – stolicy tej prowincji (dzisiejszej Demre w Turcji). W zapiskach znajdziemy, że brał udział w soborze w Nicei w 325 r. i zmarł kilkanaście lat później, dnia 6 grudnia. Data stała się dniem wspomnienia jego świętości w liturgii, dziś dniem świętego Mikołaja, kiedy to można znaleźć prezent w bucie.

Kult świętego rozpoczął się w Licji. Historyk G. Anrich podkreśla, że wśród znanych imion w tamtym okresie Mikołaj występował bardzo często po śmierci biskupa. Musiał być wyjątkową osobą skoro wielu mężczyzn nosiło jego imię. W V i VI wieku nosił je co piąty mężczyzna, jak podają źródła z tego okresu. W innych prowincjach imię nie było jeszcze tak popularne.

Opat z klasztoru w Licji (około 585 r.) o tym samym imieniu wymienił świętego w „Żywocie”. Nazwał go „sławetnym” i „czcigodnym praojcem”. Opisał także grób położony pod bramą Myry, leżał wśród męczenników, chociaż sam nim nie był. Do tego grobu przybywały liczne pielgrzymki 6 grudnia. W tym dniu zbierali się także wszyscy biskupi Licji. Kult świętego rozpowszechniał się bardzo wcześnie. Za cesarza Justyniana w VI wieku wybudowano kościół pod jego wezwaniem w Konstantynopolu. 

Z tego czasu pochodzi najstarsze opowiadanie o biskupie z Myry. Anonimowy tekst o tym, jak uratował trzech dowódców niesłusznie skazanych na śmierć (za panowania Konstantyna Wielkiego). Mikołaj zjawił się władcy we śnie i przekonał go do zaniechania surowej kary. W innej opowieści usłyszeć można było, jak to Mikołaj w czasie burzy na morzu ocalił tonących  żeglarzy; ratował tych, którzy zabłądzili; ratował od napaści; przegnał wilki; przywracał do życia; uzdrawiał;  obdarowywał prezentami. Był czczony w Rosji, gdzie stał się patronem, jego zwolennikiem był Car Mikołaj I. 

Jak stał się Gwiazdorem Święta Bożego Narodzenia? Był znany z wielu cudów, jednak najbardziej znany stal się z opowieści, w której udziela pomocy ubogiemu mieszkańcowi Myry, którego córki nie mogły wyjść za mąż, gdyż nie było go stać na posag dla nich. Mikołaj podrzucił im wówczas ukradkiem większą sumę pieniędzy. W ten sposób uratował dziewczyny i samego ojca. Ten i kilka podobnych czynów stały się wyróżnikiem świętego. Później w średniowieczu, na Zachodzie, był przykładem dobroci chrześcijańskiej, patronem akcji charytatywnych. Pod jego patronatem zaczęto zbierać datki dla ubogich, przykładowo na stypendia dla studentów, które rozdawano 6 grudnia. Później zaczęto go wiązać z 24 grudnia. Podarki, zwłaszcza w tradycji wschodniej rozdawano w Boże Narodzenie.

Mimo to nie wszędzie wpasował się w dniu Bożego Narodzenia, miał przecież swoje święto 6 grudnia. Były i są regiony, gdzie podarki przynosi Jezus (przykładowo Czechy). Zwłaszcza w czasie reformacji, utrzymywano tę tendencję, nie uznając świętych. Prezenty przynosił też Anioł (przykładowo Austria), był także „człowiek bożonarodzeniowy”.

W tradycji staropolskiej zwyczaj przynoszenia podarków zaczerpnięty został od sąsiadów w XVII i XIX wieku. Dlatego dziś mamy różne tradycje wigilijne, co było zależne od obszarów zaborów pruskiego, austriackiego czy rosyjskiego. Nowe granice po odzyskaniu niepodległości pozostawiły pewne różnice w tradycji wigilijnej.

I tak na Podlasiu i centrum Polski prezenty pod choinkę przynosi święty Mikołaj, w Krakowie czyni to aniołek, a św. Mikołaj , ubrany w strój biskupi, składa wizyty i wręcza prezenty w swój dzień – 6 grudnia lub w nocy z 5 na 6 grudnia w tajemnicy podkłada je pod poduszkę, do butów i skarpet. Na śląsku tę funkcję pełni Dzieciątko Jezus, a w Wielkopolsce i na Kujawach, a także Kaszubach i na Pomorzu zachodnim w tym dniu zjawia się Gwiazdor(orędownik niemieckiego „człowieka bożonarodzeniowego”, ale nawiązujący do polskiej gwiazdki, jaka pojawiła się na niebie; sama Wigilia bywa powszechnie nazywana Gwiazdką). Święty Mikołaj, nie wszędzie rozdaje prezenty dwukrotnie ale stał się symbolem Bożego Narodzenia oraz rodzinnej, radosnej, pełnej dobra i ufności atmosfery tego święta.

Należy także wspomnieć o nowej wizji św. Mikołaja, powstałej w XIX wieku w Stanach Zjednoczonych. W 1809 roku, pisarz i miłośnik folkloru W. Irving napisał „Historię Nowego Roku”. Opisał zwyczaj mikołajkowy z XVII wieku obchodzony przez Holendrów. Zachowywali oni zwyczaj obdarowywania się prezentami w dzień św. Mikołaja, który nazywali Sinter Klaas (potem słowa zostały przekręcone przez Anglików i Amerykanów, wymawiali je Santa Claus). Irving stworzył bajkową postać Mikołaja; zdjął szaty biskupie, wchodził przez komin, palił fajkę i latał na skrzydlatym rumaku. Ten obraz powielali poeci dziecięcy, a potem pojawił się w kreskówkach w XX wieku. Mikołaj nie nosił już szaty biskupiej i mitry na głowie, odłożył także pastorał. Teraz prezenty przynosił wielki krasnal w czerwonym płaszczu, w czapce z pomponem i co raz bardziej przypisywano mu baśniowe, wymyślone funkcję. W czasach komunistycznych, próbowano iść jeszcze dalej i stworzono Dziadka Mroza, który wręczał prezenty w Nowy Rok. W Europie pojawiły się kolejne zmiany komercyjne w wyglądzie świętego, zaczęto przypisywać mu także pomocników, czasem ubranego na czarno, czasami z rogami na głowie, taki pomocnik karał niegrzeczne dzieci i dawał im rózgi. W Austrii pojawił się Krampus, który porywał niegrzeczne dzieci do wielkiego kosza, w innych krajach zwał się Pere Fouettard (Chłoszczący Ojciec), Zwarte Piet, czy Czarny Piotruś.

Znając historię obyczajów, warto jednak wrócić do najstarszej tradycji i do prawdziwego św. Mikołaja, tego historycznego. To on jest przedstawicielem chrześcijaństwa, przedstawia dobroć i pokazuje jak nieść pomoc ubogim, uwięzionym, sierotom i wdowom. Jest przykładem bezinteresownej miłości i jeszcze na długo powinien zostać symbolem ponadczasowej kultury na naszej ziemi i w naszej tradycji.

Opracowanie Bartłomiej Grabowski, na podstawie publikacji księdza J. Naumowicza, Święty Mikołaj z Myry, grudzień 2017 r. Fot. 1. i 2. Św. Mikołaj, nastawa ołtarza z katedry w Monaco; 3. Współczesny Santa Claus w: kartka świąteczna.





Wieś kujawska w okresie Wielkanocnym - dawniej


Choć dziś nie obchodzimy tak uroczyście święta, jak dawniej, to wiele z pięknych zwyczajów starodawnej wsi polskiej przetrwało i utrwaliło się w naszej świadomości. Mamy obowiązek przekazywać je dalej.

Święta przypadają najczęściej w czasie wiosennym, poprzedzane są wielkimi przygotowaniami. W domach czyniono dawniej porządki, bielono izby i budynki gospodarskie. Na kilka dni przed świętami gospodynie krzątały się z zapałem przygotowując całe stosy szynek, kiełbas, pieczeni, wędlin, placków, babek, mazurków itp. przyozdabiano mięsiwo, różnymi ornamentami, ze smalcu u wyciętymi kawałkami kolorowej galarety, pieczywo lukrowano ozdobnie, a wszystko majano gałązkami zielonego barwinku. Nad ustawionymi na stole półmiskami panował krzyż, obrośnięty jasno zieloną drobną rzeżuchą.

Gdy dzisiaj czytamy opis „święconego” na wsi wydaje się nam to dziwne, zastanawia kto był wstanie przygotować tyle jadła i napoju. Otóż, dawniej stół dworski utrzymywał połowę służby i czeladzi a mianowicie wszystkich bezżennych i niezamężne, każdy otrzymywał święcone oddzielnie, składające się z wielkiego pszennego pierogiem placka i głębokiej misy naładowanej rozmaitym mięsiwem.

Nie zapominano również o biednych, sierotach, starych sług, kalek i podróżnych. Dostawali także święcone, tak jak i pasterze, stangret, stróż, ogrodnik i inna służba. Za całe pożywienie służyło święcone.

W wielką sobotę oczekiwano proboszcza, który w dniu tym objeżdżał dwory, wioski i zaścianki, poświęcając swym parafianom dary Boże. Na wieść o przybyciu kapłana powstawał we wsi niezwykły ruch. Biegano z tą wiadomością od chaty do chaty. Spod każdej strzechy wychylała się kobieta niosąc spiesznie do dworu kobiałkę z ciężarem, zawiniętą w biały czysty, szeroki z frenzlami ręcznik domowej roboty.

Następowała chwila uroczysta, tradycyjna. Przed starym gankiem wspartych na czterech słupach, ustawiały wieśniaczki na ziemi swoje kobiałki w duże półkole i okrywały z białych zasłon to co było do poświęcenia. Święcone było podobne do dworskiego, jednakże troszkę uboższe i czasem brakowało mazurków.

W każdej kobiałce kraśniało kilka pięknych kolorowych jajek, w nie kórych okolicach artystycznych pisanek, rozpierał się podłużny pierog, do którego tulił się podłużny ser biały opasany wiankiem kiełbas, kawał wędzonki, chleb i sól do poświęcenia niezbędne. U możniejszych pyszniła się wspaniała babka lub też pieczone prosie z jajkiem lub chrzanem w zębach. Wszystko przybrane było zielenią.

Gdy już zebrali się wszyscy, postawiono na środku ceber z wodą ze studni. Wszyscy wychodzili na ganek z kapłanem przybranym w białą komżę, który przeczytawszy z książki modlitwę, wsypał szczyptę soli do cebra z wodą i podanym mu domowym kropidłem skrapiał kobiałki, a po tym lud poczynił znak krzyża na sobie. Ta sama ceremonia była później powtórzona w pokoju, w którym ustawione było święcone (w ścisłym gronie rodzinnym).

Później każdy z przybyłych czerpał trochę wody i zachowywał ją do święcenia mieszkań, budynków, dobytku i do chrztu niemowląt w nagłej potrzebie.

Wieczorem lub rano starsi jechali na rezurekcję, a dzieci zostawały w domu. Z kościoła wstępowano jeszcze do proboszcza, aby powinszować mu wesołych świąt i podzielić się jajkiem święconym. Rano w pierwsze święto liczna gromada młodszych gospodarzy u parobków w ubiorach świątecznych, przybywała do dworu winszować świąt i śpiewała potężnym głosem „Alleluja”. Dziedzic częstował winszujących święconym.

Na Kujawach istnieje wiele tradycyjnych zwyczajów wielkanocnych, których odwieczne obrzędy łączą się z nowszymi, pochodzącymi z epoki chrześcijańskiej.

Bardzo wesoło spędzano święta wielkanocne we wsi, gdzie do dziś zachowało się wiele dawnych zwyczajów i obyczajów.

Do takich zwyczajów należy oczywiście malowanie jaj, czyli tzw. „pisanki”. Jest to zwyczaj znany znany całej Słowiańszczyźnie, ale także obchodzony u wielu innych narodów. Już Wincenty Kadłubek, kronikarz polski, pisał o nieposłusznych względem panujących podanych w Polsce „bawili się panami swymi, jak malowanymi jajkami”. Miał on oczywiście na myśli pisanki wielkanocne i znana zabawę świąteczną ich tłuczenia.

Według legendy zwyczaj malowania jaj wielkanocnych wprowadziła św. Magdalena. Wróciwszy z pustego grobu Chrystusa, ujrzała wszystkie jajka, pozostawione w domu, pomalowała na czerwono. Inne podanie głosi, że gdy prowadzono Chrystusa na śmierć, pewien biedak, niosący kilka jajek do miasta, postawił koszyk i pomagał dźwigać krzyż Jezusowi. Kiedy wrócił, zauważył, że jajka w koszyku zamieniły się w piękne pisanki.

Ciekawy zwyczaj polski, odbywa się też w Wielką Niedzielę o zmroku, lud wychodził w pole, niosąc wodę święconą i krzyżyki z cierni głogowych, poświęconych w Wielki Piątek. Przy śpiewie każdy obchodził swoje pole, wbijał w ziemię krzyżyki i święci rolę wodą. W tym dniu nic w chatach wieśniaczych nie gotowano, jadano tylko „święcone”. Wszyscy w największym skupieniu spędzają pierwszy dzień u siebie w domu. Dlatego też w całej wsi panowała niezwykła uroczysta cisza.

W drugie święto we wsi zaczynała się dawno oczekiwana uciecha czyli „śmingus” zwany również „dyngusem” lub „oblewanką. Biegało się po wsi z konewką lub dzbankiem pełnym wody w ręku budzić innych. W ruch szły sikawki, flaszki, wszystko co mogło służyć do przenoszenia wody i dopadano w stodole, czy chacie bidaczkę, czy biedaka. Ochlapano od stóp do głów każdego kto się zbliżył.

Pięknym zwyczajem były także obchody „śmigutników”. Chłopi chodzili po wsi, w przebraniu, ich ubiór składał się „ze starych galganów, które przy pomocy słomianych nowróseł, okręcali dookoła siebie. Na głowę wdziewali czapki papierowe lub słomiane. Wbiegłszy do chaty wypowiadali różne wiersze.” Za wygłoszoną orację śmigustnik otrzymywał nagrodę, parę jajek lub kawałek chleba.

Opracowanie Bartłomiej Grabowski, według wspomnień starszych mieszkańców wsi kujawskiej, między innymi Zygmunta Glogera.

Wielkanoc


Wielkanoc to święto ruchome. Wiemy, że Chrystus powstał z grobu w nocy z soboty na niedzielę, ale nie jesteśmy wstanie ustalić stałej daty. W przeszłości było to przyczyną licznych nieporozumień. Sprawą zajął się Sobór Nicejski w 325 roku. Ustalił on, że odtąd Paschę chrześcijańską obchodzić się będzie w niedzielę przypadającą po pierwszej pełni księżyca, zaraz po zrównaniu wiosennym. Sobór zapomniał jednak podać obowiązującą datę zrównania wiosennego, co stało się powodem dalszych nieporozumień, przeciągających się aż po VII i VIII w. Jedni byli zwolennikami ustalenia jej na 18, inni na 21, a jeszcze inni na 25 marca. Wreszcie za sprawą św. Bedy Czcigodnego i Karola Wielkiego przyjęto ostateczną wersję – 21 marca.

Wielkanoc obchodzona jest więc od VII/VIII w. po dziś dzień w niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca; najwcześniejszy możliwy termin Wielkanocy przypada na 22 marca – zdarzyło się to ostatnio w 1818 roku, ponownie zdarzy się w 2285 roku. Najpóźniejszy możliwy termin – 25 kwietnia, ostatnio w 1943 roku., powtórzy się w 2038 roku.

Dawniej, ale i dziś na Kujawach śniadanie rozpoczyna się od dzielenia się poświęconym jajkiem, częstowania się nawzajem produktem, który jak wierzono zawiera zaklęte życie. Wierzono, że skorupka chroni przed szkodnikami (szczurami i myszami), dlatego rozkruszana ją po kątach izby i sieni. Gospodyni sypała też część za płot i na rolę, aby żyto rosło wysoko i dźwigało ciężkie kłosy. Rzucano skorupki również tam gdzie chadzały kury, aby były zdrowe i dawały gospodyni jajek.

Kości ze święconego mięsa, zjadały zwierzęta. Dawano je kotom i psom – wiernym stróżom, aby przez cały rok nie brała ich wścieklizna.

Do ciekawych zabaw z jajkiem należała ta, podczas której młodzież zgromadzona w Wielką Niedzielę, po południu stukała jedno jajko o drugie. Wygrywał ten, który dzierżył twardsze jajko. Najlepsi posiadali na koniec całe kosze kraszanek.

Wierzono, że jajko ma specjalną moc. Najstarsza odnaleziona pisanka liczy 5 tysięcy lat (Asharah). Znali je Persowie, Chińczycy i Fenicjanie. W Polsce odnaleziono pisanki z X wieku, ale możliwe, że ludność słowiańska znała ten zwyczaj już wcześniej. Pierwotnie pisanki były przedmiotem magicznym, służącym do obrony domostwa przed złymi duchami. Zakopywano je u wejścia do chaty, pod progiem, aby broniły wstępu złym mocom. Utrwalone na skorupie motywy służyły właśnie do tego celu.

Malowanie jaj uważano za warunek istnienia świata i wierzono, że poniechanie tego zwyczaju sprowadzi katastrofę. Jednak w najbardziej powszechnym pojęciu jajko było symbolem cyklicznie odradzającego się życia, ukrytej siły witalnej, wielkich możliwości rozrodczych. Stąd głębokiej wymowy nabiera praktykowany w całej Polsce zwyczaj wzajemnego obdarowywania się kraszankami przez zakochanych. Czasem bywało tak, że chłop obdarował dziewczynę jajkiem, a ona mu dała własnoręcznie malowane jajko zawinięte w piękną chusteczkę, którą zawczasu umyślnie na tę okazję przygotowała.

Do dawniejszych zwyczajów w tą ważną niedzielę, należało także przywitanie wiosny. Dziewczęta przygotowywały „nowe latko”, zwane też „gaikiem” - symbol wiosny. Był to pęk zielonych gałązek albo drzewko bogato przystrojone wstążkami i kwiatami z bibułki „Gaik” musiał być kolorowy jak majowa łąka. Korowód dziewcząt spacerował przez wieś ze śpiewem na ustach. Czasem towarzyszyli im i chłopcy niosący „kurka” symbol męskich, ognistych zapładniających sił. Żywy, czasem upojony alkoholem kogut, z czasem został zastąpiony wyrzeźbionym z drewna lub ulepionym z gliny zamiennikiem. Takiego „Kuraka” wieziono czerwonym wózkiem przez całą wieś, natarczywie dobijając się do chałup, w których były panny na wydaniu. Chłopcy śpiewali. Za co otrzymywali pisanki od dziewcząt.

Nie doszukałem się symboliki związanej z zającem na Kujawach sprzed XVIII wieku. Myślę, że zwyczaj przyniesiony przez niemieckich emigrantów (1680 rok) do Stanów Zjednoczonych, a w zasadzie związane z nim historyjki opowiadane dzieciom niemieckim na dobranoc o zającu, który znosi w swym gnieździe jajka z czekolady (lub inne słodycze) przyjął się dość późno w Polsce, bowiem dopiero w XVIII wieku. Znany był w USA w XVIII wieku i promowany w literaturze amerykańskiej w bajkach, za ich sprawą zwyczaj wrócił do Europy, jak sądzę do Niemiec, skąd nasi rodacy przyjęli opowieść o zajączku wielkanocnym. Dziś Na Kujawach opowiadamy przedziwną opowieść o zajączku, który przynosi prezenty naszym dzieciom, są to już nie tylko słodycze ale również i zabawki. Czego symbolem jest zając? Na starych malowidłach (średniowiecznych) zając znajdował się w nogach Najświętszej Panienki. Utożsamiany był z ubóstwem i umiarkowaniem. Inaczej rzecz się miała wcześniej w Egipcie i Grecji, gdzie zając był symbolem płodności, także w rolnictwie. Możliwe, że przyjęcie zająca w Polsce stało się połączeniem dwóch symbolik jajka i zająca, które przynosić miały tą samą moc – płody rolne i hodowlane, urodzaj dla gospodarzy.

Opracowanie Bartłomiej Grabowski, na podstawie E. Ferenc, Polskie Tradycje Świąteczne.

Wielka Sobota


Dawniej przygotowanie święconki było rzeczą kobiecą. Gospodynie miały dużo pracy w Wielką Sobotę, do południa wszystko powinno być gotowe. Już od świtu wszyscy byli na nogach. Gospodynie z córkami zamykały się w izbie; piekły baby. Baby musiały być ogromne, doskonale wyrośnięte, pulchne i lukrowane, nie jak dziś kupne.

Ważne było, aby kiedy ciasto rośnie, żaden chłop drzwi nie otworzył, bo przeciąg mógłby zawiać ciasto, a takie już niechybnie opadnie. Strata byłaby wielka: garniec przedniej maki, kopa jajek, dwie kwaterki najlepszej śmietanki; cukru, rodzynek, masła i wanilii też niemało. Dzieża pełna lśniącego ciasta, starannie opatulona lnianym obrusem stała na zapiecku, w cieple. Minęło trochę czasu, zanim wytrawna gospodyni uznała, że już można nakładać je do foremek, do ponownego rośnięcia. Na koniec dwanaście razy nakłuła je do foremek, do ponownego rośnięcia. Na koniec dwanaście razy nakłuła każdą palcem i wsuwała do ciepłego pieca. Najładniejsza baba bęzie na święcone.

Podczas gdy ciasto rosło, dziewczęta krasiły jajka. Na piecu jednym garnczku warzyły się łupiny od cebuli, w drugim młode żyto, w trzecim „brezylie” - korzeń farbiarski o głębokim granatowym odcieniu, w jeszcze innym korę dębową. Dziewczęta zasiadały przy okienku, postawiły przed sobą czarkę roztopionego wosku, pokrywały powierzchnię jajka we wzór, jakiego nauczyły ją matka i babka. Dodawała też coś od siebie. Poznać było po pisance, kto ją malował: Kurpianka, Kaszubka czy panna z Kujaw. Dziewczyna pokrywała jajko woskiem pierwszy raz i zanurzała w żółtym barwniku. Po wyschnięciu pokrywała woskiem to, co miało pozostać żółte i wkładała jajko do garnczka z innym kolorem. I tak wiele razy, aż osiągała taki wzór, o jakim myślała. Wreszcie lekko natłuszczała skorupkę, by nadać jej połysk. Na Wielkanoc szykowała całą miskę takich pięknych jajek.

Paskę wypiekano z razowej mąki; pszennej, żytniej albo gryczanej, co kto lubił albo miał. Pulchność brała się częściowo z drożdży, a częściowo z zakwasu. Smarowano ją po wierzchu słoniną i ozdabiano krzyżem z ciasta. Niekiedy paska przypominała kołacz weselny, tak pokrywały ją roje ptaszków, szeregi kwiatów. Paska była smaczniejsza, kiedy gospodyni dodała do niej szafranu, imbiru lub liści bobkowych. Kiedy gospodyni piekła paskę, gospodarzowi nie wolno było zaglądać do dzieży ani tym bardziej do pieca, boby mu wąsy posiwiały. W ogóle wielkosobotnie zajęcia przy kuchni to nie męska sprawa. Ale gospodarzowi tez nie brakowało pracy; musiał dać żywinie świeżą podściółkę, urżnąć sieczki na trzy dni, narwać królikom mleczu, a wieprzkom pokrzywy. Jeżeli chłop z synami zgłodnieli, zaglądali w okienną szybkę, a zdenerwowana gospodyni podawała im przez szparke kilka placków z paskowego ciasta. Gospodarz jadł i szedł dalej oprzątać. Chłopcy biegli z nim w pole i tam, ukręciwszy kawałek bułeczki rzucali w ziemię wołając: „Kąkolu, kąkolu, nie lataj po polu. Tylko po pańskim, albo po żydowski!”

Jeśli chodzi o żur, to wiąże się się z nim również na Kujawach ciekawy zwyczaj. Jadano go codziennie przez ostatnich czterdzieści pięć dni. Wiadomym więc, że już zbrzydł wszystkim. Bywało, że któryś z chłopów przyniósł stary szkopek z resztka starego żuru i znęcał się nad nic nie winną zupa. Nasiusiał do niej, napluł, dołożył gnoju i hajda z tym plugastwem na wieś! Biada chałupie, w której młode panny właśnie teraz krasiły pisanki; wysmarowano im całe drzwi, jeszcze i próg zachlapano plugastwem! Dziewczyny często bywały nie lepsze, kiedy dorwały parobka, to „przypadkowo” oblewały go garnkiem żuru albo pomyjami.

W końcu przychodziła ta godzina, o której z każdej chaty wychodziła kobieta z koszem pełnym jadła przyszykowanego do poświęcenia. W koszu musiały być: chleb albo jego świąteczna odmiana – paska, sól, pisanki, szynka, kiełbasa, chrzan, masło, ser, lukrowana drożdżowa baba, kołocze, strucle, mazurki – słowem całe paradne, świąteczne jadło. Jego rodzaj i ilości zależały od zamożności gospodarzy. Wszytko było pięknie ułożone na białym lnianym płótnie, przybrane zielonym bukszpanem, błękitnie rozkwitłym barwnikiem, baźkami, leszczyną.

Opracowanie Bartłomiej Grabowski, na podstawie E. Ferenc, Polskie Tradycje Świąteczne, Poznań 1984.

Święty Bartłomiej w tradycji


Święty Bartłomiej niegdyś czczony, w całej Polsce. W średniowieczu powstało wiele kościołów pod jego wezwaniem. W Sławsku Wielkim kościół pw. św. Bartłomieja obchodzi swoje święto. Niestety nasza wiedza o tym świętym jest naprawdę niewielka.

Był jednym z dwunastu Apostołów. Niektórzy utożsamiają go z Natanielem z Kany Galilejskiej – panem młodym, na którego weselu byli Jezus i Matka Boska. Ojciec jego zwał się Tolomai. Jak wszyscy apostołowie pochodził z ubogiej rybackiej rodziny. Był świadkiem cudów Jezusa, patrzył na Jego mękę i śmierć, a później na zmartwychwstanie, otrzymał w dzień Zielonych Świąt Ducha Świętego i oświecony Jego darami poszedł głosić ewangelię. Jako pole działalności apostolskiej przypadła mu Mezopotamia. Dokonał tam wielu cudów; uwolnił od szatana ukochaną córeczkę króla, nawrócił licznych pogan. Legenda głosi, że zmusił czarta, przebywającego w jednej z bałwochwalczych świątyń, do wyznania prawdy. „Wśród strasznych języków wyznał duch piekielny, że on to za pomocą martwego posągu okłamuje króla i jego poddanych. Jeden jest tylko bóg, a tego Boga głosi Bartłomiej. Nakazał mu potem apostoł, żeby opuścił wszystkie posągi bożków i natychmiast je zdruzgotał. Szatan usłuchał; w tej chwili posągi całego miasta w drobne kawałki się rozwaliły.

Król na tak jasny dowód, że Bartłomiej głosi prawdę, przyjął chrzest św. Za jego przykładem poszedł cały dwór, poszła stolica i 12 miast przedniejszych”.

Wydarzenia te ogromnie wzburzyły pogańskich kapłanów. Poczuli, że ich pozycja jest zagrożona, ale szybko znaleźli sprzymierzeńca w osobie królewskiego brata – Astjagesa. Oskarżyli przed nim Bartłomieja jako wroga państwa. Świętego pojmano i nakazano mu złożyć ofiary bożkom. Kiedy św. Bartłomiej po licznych torturach i upokorzeniach wciąż trwał w wierności dla Chrystusa, Astjages wydał okrutny rozkaz, by Bartłomieja odarto ze skóry, a później ścięto. Rozkaz został wykonany.

Chrześcijanie pieczołowicie zaopiekowali się szczątkami męczennika.

Kościół katolicki czci go jako szczególnego patrona grzeszników, jako tego, który najbardziej cierpiał spośród wszystkich męczenników i dlatego znalazł u Boga wyjątkową łaskę i nie ustaje w próbach o nawrócenie ludzi zagubionych.

Św. Bartłomiej był postacią niezwykle popularną na polskiej wsi. Świadczą o tym dziesiątki przysłów, w których ten święty jest wspominany. Są wśród nich takie, które nawiązują do sposobu, w jaki święty oddał życie: „Nie darmo najwięcej po wsiach Bartków, bo co chłop, mówimy: Bartek ze wsi, bo ich ze skóry łupią”; a jeśli ktoś oskubywał skórę z chleba, mówiono: „Nie rób Bartka z chleba”. Chleb też jest święty.

W wielu domach gospodynie wyrabiały w tym dniu masło. Specjalną porcję odkładały na później, jako uświęcony męczeństwem św. Bartłomieja lek na okaleczenia, rany i różne choroby skóry.

Najwięcej było przysłów przypominających, że to już koniec lata: „Bartłomiej zwiastuje, jaka jesień następuje i czy w przyszłym latku dożyjesz dostatku”, „Na Bartłomieja apostoła bocian do drogi dzieci woła”, „Po świętym Bartłomieju pełno golizny w polach”, „Święty Bartłomiej dorzuci drewek na płomień”. Dnie coraz krótsze, więc „święty Bartłomiej przyniesie świeczkę nad komin”.

W polu czas na prace jesienne, sianie ozimin: „Gospodarz dobry rok poczyna na świętego Bartłomieja”; „Ze świętym Bartłomiejem pierwsze ziarno siejem”. W niektórych rejonach Polski wierzono, że w tym dniu pola będą bezpieczne od gradu.

W sadach kusiły dojrzałe owoce, „Na święty Bartek owocu dostatek”, „Na święty Bartłomiej śliweczka zapłoni”.

Ptaki odchowały swoje młode i odlatywały. W borach wyrosło nowe pokolenie zwierzyny,, wkrótce zaczną się polowania. Wprawdzie to nie chłopska rzecz, ale wszystko, co się dzieło na oczach wsi, zapadało w jej świadomość. „Na świętego Bartłomieja po raz pierwszy jęknie knieja”, „Na świętego Bartka lęka się zając chartka”.


W parafii świętego Bartłomieja, w Sławsku Wielkim co rok obchodzony jest odpust parafialny. Święto przypada 24 sierpnia.

Opracowanie B. Grabowski, na podstawie książki E. Ferenc, Polskie tradycje świąteczne.




Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny


Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny to najstarsze święto maryjne. Obchodzone pierwotnie było na Wschodzie, a dopiero od VII wieku rozpowszechnione na Zachodzie, gdzie ranga tej uroczystości wzrosła.

Święto to w Polsce znane jest również jako Matki Bożej Zielnej. Nazwa ta nawiązuje do polskiego przysłowia "Na Wniebowzięcie pokończone żęcie” i wiąże się z przypadającym wówczas końcem żniw. Wdzięczni za opiekę rolnicy przynosili Maryi w darze bukiety, wianuszki z warzyw, owoców, kwiatów i ziół. Do bukietu zawsze dodawano róże – kwiaty zesłane przez Niebiosa do grobu Maryi. Niekiedy dodawano jabłko jako symbol odrodzenia. Obecnie święto to przypada w trakcie żniw a dożynki obchodzone są zazwyczaj po Matki Bożej Siewnej (8 września). W tradycji Wschodniej natomiast 15 sierpnia błogosławiono pola.

Poświęcone wianki zawieszano w domach przy świętych obrazach. Miało to chronić mieszkanie przed żywiołami. Zioła z wianków wykorzystywano również w czasie choroby. Natomiast poświęcone ziarno dodawano do worka z nasionami. Na Kurpiach wierzono w skuteczność działania ziarenka z poświęconego na Matki Bożej Zielnej kłosa oblanego ołowiem. Podobno taka kula trafiała każdą czarownicę.

Wiele legend jest związanych zarówno z tym Maryjnym świętem, jak i z opieką Matki Bożej nad rolnikami. Jedna z nich głosi, że kiedy całe źdźbła zbożowe były kłosem i ludność żyła w dostatku zapomnieli o Bogu. Wtedy na złych ludzi Bóg zesłał potop. Woda zaczęła zalewać wszystko coraz wyżej. Wtedy Maryja zlitowała się nad ludem i chwyciła za czuby kłosów osłaniając je. Tyle ile zdołała osłonić, ocalało.

Inna legenda mówi, jak to uciekająca z Józefem i małym Jezusem Matka Boża pomogła w siewie utrudzonemu chłopu. Rozrzuciła ziarno po polu a ono od razu zaczęło kiełkować, a następnie rosnąć i kłosić. Wtedy to nadjechała Herodowa pogoń. Zapytali chłopa czy nie widział niewiasty z dziecięciem jadących na ośle. Rolnik odpowiedział, ze owszem widział ich. Było to wtedy kiedy siał pszenicę. Żołnierze spojrzeli na dorodne kłosy i uznali, że musiało to być dość dawno i wrócili do Heroda.


Od 2001 roku na Kujawach w Chełmcach (gm. Kruszwica) 15 sierpnia odprawiana jest uroczysta Msza św. ze specjalnym imieninowym błogosławieństwem wszystkich Marii i Marianów. Dzień ten obchodzony jest pod nazwą Imieniny Marii i łączy się z wieloma atrakcjami dla dzieci i koncertami muzycznymi.

Opracowała Justyna Grabowska, na podstawie: E. Ferenc, Polskie tradycje świąteczne, Poznań 1986.

Sobótki, noc świętojańska, św. Jana


Noc świętojańska fascynowała całe pokolenia Polaków i to nie tylko tych, którzy spędzali ją przy ognisku. Czarowi tej niezwykłej, tajemniczej nocy ulegali poeci, malarze i muzycy.

Sobótki to jeden z najbardziej zagadkowych obrzędów. Ich rodowód sięga pogańskich czasów i jak twierdzą etnografowie, pozostaje w ścisłym związku z letnim przesileniem słonecznym. Dowodzi tego rola ognia, który w sobótkowe wieczory był najważniejszy.

Kanonik sandomierski Marcin z Urzędowa napisał w 1562 r.: „U nas w wilię św. Jana niewiasty ognie paliły, tańcowano i śpiewano djabłu cześć i modły czyniąc; tego obyczaju pogańskiego do tych czasów w Polsce nie chcą opuszczać niewiasty, bo takież to ofiarowanie tego ziela [bylicy] czyniąc, wieszając, opasując się niem. Święta też tej djablicy święcą, czyniąc Sobótki, paląc ognie, krzesząc ognia deskami, aby była prawa świętość djabelska; śpiewają djabelskie pieśni plugawe, tańcując, a djabeł też skacze, radując się, że mu chrześcijanie czynią modły i chwałę miłego Boga żadnego nie będzie, a około Sobótki będą wszyscy czynić rozmaite złości”.

Widzimy jak bardzo Kościół obawiał się tego święta. Obawy kanonika, okazały się jednak niepotrzebne. Nadal oddawano cześć św. Janowi.

Kiedy palono Sobótki? W zależności od regionu na Zielone Świątki lub w noc świętojańską. Ognie palono na wzgórzach, miedzach, drogach, na skrajach lasów, na ugorach, nad rzekami, ale nigdy na uprawnych polach.

Ogień krzesano w sposób archaiczny – deskami, pocierano jedną o drugą. Słowianie na Kujawach zwali Sobótki „Kresami” lub „Krsz”, co oznaczało krzesanie ognia.

Z czasem stara wiara zmieszała się z nową. W wigilię św. Jana wieczorem wiejska młodzież udawała się gromadą do ustalonego przez odwieczny zwyczaj miejsca, by przygotować stos na ognisko. Dzień był długi, noc będzie krótka. Gospodarze, oporządziwszy dobytek, ściągali powoli na Sobótkę. Wokół stosu leżały kłody, aby starsi i godniejsi mieli gdzie spocząć. Młodzież czekała niecierpliwie, coraz to drew do stosu dokładając. Wreszcie zbierała się starszyzna. Wtedy można było krzesać ogień.

Starsi nieśli pęki bylicy w dłoniach, młodsi, zwłaszcza dziewczęta, poobwieszały się tym magicznym zielem. Za starszyzną ciągnęli grajkowie, coraz wyraźniej słychać było piszczałki, dudy i bębny.

Nagle buchnął ogień. Snop iskier strzelił w niebo złotym pyłem. Ogień obejmował coraz grubsze pniaki. Radosne trzaskanie palących się drew ginęło w narastającej wokół wrzawie.

Znalazła się i beczka piwa, i antałki z gorzałką. Szybko powiększała się przy nich gromada spragnionych.

Znaleźli się i pierwsi śmiałkowie do skoku przez ogień. Krążyli dookoła ogniska czekając, aż płomienie nieco przygasną. Skakały i dziewuchy, jak opętane, ustrojone w bylice, furkając spódnice. Skakali młodzi jeden po drugim, tędy i owędy, i na krzyż. Odważnych nie brakowało. Starzy patrzyli na igrzysko siedząc na zwalonych kłodach i kiwali głowami.

Rozbrzmiewały dowcipy, żarty, głośny śmiech. Potem szukano kwiatu paproci. Ten „kici się” tylko w wigilię, św. Jana o samej północy. Kto go zerwie, ma zapewnione szczęście. Tylko trudno go znaleźć, bo demony bronią do niego dostępu. Dziewczęta wierzyły, że znalezienie kwiatu paproci, pomoże im w przyszłości znaleźć dobrego męża.

Kiedy ogień przygasał, bo mało dorzucano do niego drwa, wyruszano nad rzekę, czy jezioro. Dziewczęta rzucały do wody wianki z kwiatów. Im dalej popłynął od brzegu, tym lepiej, bo zwiastowało to zamążpójście i dobra partię. Smutno było tej, której wianek zatrzymał się na konarze. Gdy się tak stało, jeszcze rok dziewczyna musiała poczekać.

Siła Sobótek była wielka. Kościół zakazał tego pogańskiego zwyczaju (Synod krakowski 1408r., zakazał ich również Król Kazimierz Jagiellończyk w 1468 r.), mimo to przetrwał ten zwyczaj, aż do I Wojny Światowej.

Powoli zwyczaj przemienił się w tradycję, bardziej odpowiednią i tolerowaną przez Kościół. Zbierano wówczas rumianek do celów leczniczych. Gospodarze strzygli w tym okresie owce (24 czerwca św. Jana). Istniał także zwyczaj obdarowywania pana chlebem. Również król otrzymywał bochenek wypieczony i podarowany przez chłopów (pisał o tym Ł. Gołębiewski, zwyczaj obchodzone szczególnie w Krakowie, stolicy Polski).

Dziś traktujemy Sobótki, noc świętojańską bardziej jak zabawę. Pieczemy kiełbaski nad ogniem i wspólnie, całymi rodzinami spędzamy czas na powietrzu. Zazwyczaj na Sobótki (Święto młodości, jak mówi starsze pokolenie kruszwiczan) przypadają w „Dni Kruszwicy”. W św. Jana, w kościołach odprawiana jest msza św. Niektórzy księża, parafii znajdujących się nad jeziorem, po wieczornej mszy św. udają się nad jezioro, aby poświęcić wodę. Ta tradycja otwiera sezon kąpielowy. Mówi się, że w św. Jana woda przekwita. Święto Narodzenia św. Jana Chrzciciela była dawniej, ostatnią tak hucznie obchodzoną uroczystością przed pracami w polu – żniwami.

Opracowanie Bartłomiej Grabowski na podstawie źródła: Polskie Tradycje Świąteczne, Ewa Ferenc.