Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tradycje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tradycje. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 lutego 2019

Ofiarowanie Pańskie, czyli Matki Bożej Gromnicznej (2 lutego)


Święto Ofiarowania Pańskiego, zgodnie z tradycją żydowską, obchodzone jest 40 dni od Narodzenia Pańskiego. Wtedy to, jak podaje Ewangelista Łukasz, Maryja z Józefem przynieśli Dziecię do świątyni, bowiem tak nakazywał Prawo Mojżeszowe. Na pamiątkę tego wydarzenia Kościół ustanowił święto, które od V wieku obchodzone jest 2 lutego. W VII w. pojawia się określenie Oczyszczenia Najświętszej Marii Panny i pod tą nazwą cesarz Karol Wielki wprowadził święto do kalendarza liturgicznego. Stało się ono świętem obowiązkowym w Kościele rzymskim.

W Polsce już w średniowieczu czczono Bożą Rodzicielkę, a kult Najświętszej Marii Panny był mocno rozpowszechniany. Wszystkie święta maryjne naród obchodził uroczyście, a szczególnie Oczyszczenie, 2 lutego, zwane również Matki Bożej Gromnicznej. Tego dnia w kościołach święcono świece zwane gromnicami, bowiem stawiane w czasie burzy w oknie miały chronić dom od gromów. W każdym domu była przynajmniej jedna gromnica.

Święto to było, aż do roku 1951, dniem wolnym od pracy i obchodzono je jako święto maryjne.
Reforma liturgiczna w 1960 r. przywróciła świętu charakter święta Pańskiego, pod nazwą Ofiarowanie Pańskie. W liturgii przedsoborowej dopiero to święto kończyło okres Bożego Narodzenia.

Również z życiu codziennym kończył się czas świątecznych zabaw. Wyrzucano z domów choinki, kolędnicy przestrzelali kolędować, nie było już słychać śpiewu kolęd. Panny, które nie znalazły mężów, musiały czekać ze ślubem do Wielkanocy. Mawiano wówczas
„Od Matki Boskiej Gromnic będą dziewki trąbić (płakać).”
Do kawalerów, którzy do tego dnia się nie oświadczyli i w zapusty już żenić się nie mogli mówiono: „W dzień Panny Gromniczny, bywaj zdrów mój śliczny”.

Według ludowych prognoz pogody Matka Boża Gromniczna rozpoczynała „ostatek zimy”. Związane z tym są przysłowia i powiedzenia:
„Na Gromnicę masz zimy połowicę”,
„Gdy na Gromnicę z dachu ciecze, zima się jeszcze przewlecze”,
„Gdy na Gromnicę rozstaje, rzadkie będą urodzaje.”
„Gdy słońce świeci jasno na Gromnicę, to przyjdą większe mrozy i śnieżyce”.

Powszechne też było przekonanie, że Matka Boża Gromniczna jest opiekunką zagród i ludzi, chroniącą przed napaściami wilków. Stare obrazy przedstawiały Matkę Bożą owianą śnieżną nawałnicą z gromnicą w ręku. W dali widniały przysypane śniegiem chatki, a z drugiej strony wilki. Maryja stała między uśpioną wsią a zwierzętami i chroniła ludzi.

Święto Ofiarowania Pańskiego jest także Światowym Dniem Życia Konsekrowanego, ustanowionym przez św. Jana Pawła II. W tym dniu Kościół szczególnie modli się za osoby zakonne.


Opracowanie Justyna Grabowska na podstawie źródeł:
Zygmunt Gloger, Rok Polski w życiu, tradycji i pieśni, Warszawa 1900.
Ewa Ferenc, Polskie tradycje świąteczne, Poznań 1986.
fot: Piotr Stachiewicz, obraz 11 z cyklu Legenda o Matce Boskiej, pocztówka wydana nakładem Księgarni J. Czarneckirgo, Wieliczka, za: http://www.parafia.trzcianka.com.pl/strony/arch.wydarzen-2014/002-luty.html

poniedziałek, 17 grudnia 2018

O jarmarkach słów kilka


Wiele zwyczajów związanych z Bożym Narodzeniem i czasem oczekiwania przybyło do Polski z Niemiec. Są to na przykład wieńce adwentowe, szklane bombki, zdobienie choinki. Takim zwyczajem są również jarmarki bożonarodzeniowe. Odbywają się one już w Adwencie i oferują nie tylko piękne towary, najczęściej rękodzielnicze, ale także pyszne przekąski. Nie brakuje również rozrywki, bowiem na wielu jarmarkach można znaleźć karuzele, lodowisko, świąteczną scenografię do zdjęć lub „ławeczkę pod jemiołą”, gdzie zakochani mogą obdarzyć się pocałunkiem a skłóceni pogodzić.

Najbardziej znane jarmarki w Polsce odbywają się w Gdańsku, Wrocławiu, Poznaniu, Warszawie, Krakowie czy Toruniu. Charakterystyczną cechą gdańskiego kiermaszu jest wielkie koło widokowe AmberSky, we Wrocławiu można zwiedzać Bajkowy Las, gdzie czekają bohaterowie bajek. W Krakowie podziwiać można słynne szopki bożonarodzeniowe, a w Olsztynie organizatorzy zapraszają do wspólnego czytania Opowieści wigilijnej Charlesa Dickensa. W Poznaniu natomiast atrakcję stanowi coroczny Międzynarodowy Festiwal Rzeźby Lodowej, a w Warszawie ogromne lodowisko.

Coraz to nowe jarmarki organizowane są w licznych miastach i miasteczkach w Polsce. Są niezwykłą okazją, aby kupić prezent „z duszą”, choinkę, ozdoby, skosztować regionalnych potraw i poczuć atmosferę zbliżających się świąt.

W tym roku po raz pierwszy odbędzie się jarmark bożonarodzeniowy na kruszwickim rynku.

Oprac. Justyna Grabowska, źródło: B. Gołembiowska, Tradycje Bożego Narodzenia w Polsce, Wydawnictwo Arystoteles, Warszawa. Fot: http://inowroclaw.naszemiasto.pl/…/iluminacje-swiateczne.ht…

poniedziałek, 3 grudnia 2018

Kujawski taniec i muzyka na weselu


Kujawiacy uwielbiają tańczyć, niegdyś taniec i muzyka były związane z każdą ważniejszą uroczystością na wsi i mieście tego regionu. Nie mogę sobie wyobrazić wesela bez tańca. Na Kujawach muzyka i taniec były bardzo ważnym punktem każdych zaślubin. W kościele grał organista, śpiewał chór, na weselu grali muzykanci. Tańczyli wszyscy nie zależnie od wieku, dochodziło czasem do takich sytuacji, że goście którzy przybyli na wesele już wcześniej i byli częstowani posiłkami rano podtańcowywali sobie. Kapela przybywała do weselników już rano, witała muzyką przychodzących gości, zwłaszcza starszych i znaczniejszych, ale na dobre muzykanci rozkręcali się z chwila przybycia orszaku weselnego – po przywitaniu młodej pary, po krótkiej przemowie starszego drużby i poczęstunku.

Prawdziwy taniec wiejski na Kujawach różni się bardzo od tego tańca, który znamy ze sceny ludowej. Tańczący zwracali się w stronę kapeli i skupiali wokół kapeli, a w przypadku wesela, także wokół młodej pary, nigdy nie kierowali się ku przyglądającym się. Scena narzucała ustawienie się i kierowanie grupy tanecznej ku publiczności, ku widowni. Inna sprawa, że nie było na wsi tańczenia tak, jak na znanych nam zabawach czy wieczorkach towarzyskich: kiedy muzyka zaczyna grać, mężczyźni wstają, by prosić partnerki do tańca. Na wsi rozpoczęcie tańca wyglądało inaczej. Tancerz stając przed kapelą z wybraną partnerką śpiewał jakąś przyśpiewkę (żartobliwą -krótką), ona najczęściej mu odśpiewywała, muzykanci podchwytywali melodię i zaczynali taniec. Do nich dopiero dołączali inni. Był też inny sposób, polegający na tym, że tancerz rozpoczynał taniec stając przed kapelą i wołając: - Kapela! Chodzonego! (albo owczarzyka, czy kujawiaka). Tańce na ogół nie były zbyt długie, kapela chcąc zapewne zarabiać więcej pieniędzy, niekiedy dość szybko kończyła melodię, a kolejny tancerz miał szansę popisać się dowcipną, zgrabną przyśpiewką. Na weselu do zaczynania tańców miał pierwszeństwo główny - pierwszy drużba.

Kapela znana z utworu F. Becińskiego „Wesele na Kujawach” składała się ze skrzypiec, klarnetu i basów. Był to tradycyjny zestaw instrumentów. R. Lange, etnomuzykolog, z ramienia Muzeum etnograficznego w Toruniu przeprowadził badania tańca i muzyki ludowej na Kujawach w latach 60-tych, nagrał dwie tradycyjne kapele kujawskie, które udało mu się skompletować. Kapela Kempy grała na dwóch parach skrzypiec, flecie i basach, kapela Szelążka na skrzypcach, klarnecie i basach (lub dwóch parach skrzypiec i basach).

Jeśli chodzi o śpiew, istotna wskazówkę podaje B. Krzyżaniak w „Folwark Kujaw”, odnosi się ona do praktykowanej niekiedy dawniej przedweselnej zabawy zmówinowej (zaręczynowej), podobnie było na weselu. Zazwyczaj obecna była dobra śpiewaczka weselna (późniejsza swaszka), która odpowiednio dobranymi śpiewkami umiała wprowadzić dobry nastrój wśród zebranych osób.

Główną zasadą w tańcu kujawskim było utrzymanie się w jednostajnym, płynnym wirze. Tańce polegały na podążaniu gromady tanecznej uformowanej parami, za parą przodkującą. Taniec musiał być płynny, czasami tancerze dla popisu stawiali sobie kieliszek lub szklankę na głowie lub kapeluszu, najlepsi nie uronili ani kropelki. Oczywiście najbardziej popularnym tańcem był Kujawiak, przyjęty także przez miejscowe dwory, przerabiany, pokazywany na balach w stolicy i większych miastach, z czasem podniesiony do rangi polskich tańców narodowych.

Popularne były także marsze – kapela ustawiona w progu domu weselnego witała marszem wracających z kościoła gości, którzy kroczyli „gromadą”, stosując niekiedy ozdobniki omówione w chodzonym, powiewanie chusteczkami, przytupnięcia, uniesienie ręki w górę. Tańcom towarzyszyło często klaskanie. Po kilku okrążeniach podwórza marszem, przenoszono się do izby na tańce.

Dobrzy muzykanci cieszyli się sławą w całej okolicy, byli sowicie opłacani i częstowani przysmakami.  Z czasem, gdy zabrakło tancerzy i śpiewaków weselnych i przestano tańczyć w dawny sposób, kapele na Kujawach nie były już potrzebne. Taniec i muzyka nie mogły bez siebie istnieć, jedno i drugie było ze sobą związane. Jakaś część dawnej muzyki zachowała się w pamięci i folklorze Kujaw. Dziś możemy oglądać występy zespół ludowych na scenie, jest to nieco inny taniec niż ten, który znamy z opowieści naszych przodków, ale posiada on wiele elementów zaczerpniętych z tradycji.

Opracowanie Bartłomiej Grabowski, źródła: Dobrzyńsko-Kujawskie Towarzystwo Kulturalne i Towarzystwo Miłośników Kujaw w Radziejowie, Frnaciszek Beciński, Wesele na Kujawach, pod red. J. Schab i J. Kalafus, Włocławek 1996; B, Krzyżaniak, A. Pawlak, J. Lisakowski, Kujawy, cz. I – teksty 1974, cz. II – melodie 1975, Polskie Wydawnictwo Muzyczne, Kraków; J. Klimaszewska, Kujawy, Stan badań etnograficznych, Muzeum Etnograficzne w Toruniu, Toruń 1981; O. Kolberg, Lud, jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce, seria III Kujawy, cz. 1, Warszaw 1867, wyd. II, Dzieła wszystkie, t. 3, Wrocław 1962; R. Kurier, Ludowe obrzędy i zwyczaje weselne na Kujawach, Warszawa-Poznań 1975; R. Lange, B. Krzyżaniak, Al. Pawlak, Folwark Kujaw, Warszawa 1979, Atlas Polskich Strojów Ludowych, Kujawy, Poznań 1953. Fot. https://sites.google.com



O mitologi słowiańskiej


Panteon bóstw słowiańskich opierał się na siłach przyrody. Czczonych przez Słowian od wieków. Najważniejsze spośród nich było Słońce. Słowianie czcili swoje bóstwa pod świętymi drzewami, w gajach nad wodami lub na wzgórzach. Bardzo dużą rolę odgrywała przy tym magia – wiara w możliwość mechanicznego wpływania na przebieg zjawisk poprzez odpowiednie tajemnicze praktyki, skomplikowane formuły i rytuały (składanie krwawych ofiar ze zwierząt).

W świętych miejscach, a także w pobliżu osad słowiańskich stawiano wyrzeźbione z drewna lub w kamieniu posagi bóstw, o jednej lub kilku twarzach.

Jak wyglądały słowiańskie bóstwa wiemy z badań i odkryć archeologicznych. Jednym z takich odkryć jest „Głowa z Jankowa”. Wyrzeźbiona z dębiny. Wydobyta w latach 80tych XIX w. z Jeziora Pakowskiego, w Jankowie koło Mogilna. Artefakt pochodzi z VIII/IX wieku.

Inne posągi tego typu, to posągi kamienne z Pomorza i północnego Mazowsza. Jeden z takich posągów odkryto na torfowiskach w Małocinie. Była to głowa osadzona na nieforemnym tułowiu, przedstawiająca brodatego mężczyznę. Nie można także zapomnieć o „Światowicie ze Zbrucza”, posąg odkryty na Ukrainie. Posąg przedstawiał cztery oblicza mężczyzny osadzonym na słupie.

Mitologia Słowian jest prawie w całości rekonstruowana na podstawie autorów chrześcijańskich i ich dzieł średniowiecznych. Nie istnieje żadne dzieło pisane zawierające imiona bóstw w ich pierwotnym brzmieniu.

Jednym z naczelnych bóstw był Perun. Był panem piorunów i władcą błyskawic. Według Prokopa z Cyraney stał on na czele panteonu bóstw słowiańskich, jako gromowładny pan całego świata. Kojarzony był najczęściej z Świętowitem, świętym panem zwanym też Światowitem. W zależności od regionu, dane plemię czciło wybrane bóstwo jako główne. Według Rugian i Słowian Nadbałtyckich naczelnym bóstwem był Światowit, według Rudarów był nim Swarożyc również uważany za pana świata i władcę błyskawic.

Relacja średniowiecznego kronikarza Thietmara potwierdza związek Swarożyca z kultem ognia i wojną – symbole tego boga zabierali wojowie, wyruszający na wyprawy wojenne.

W Szczecinie i Wolinie czczono Trzygłowa, który władał trzema królestwami: niebem, ziemią i piekłem.

Na Rusi popularny był kult Weresa (Wołąs). Bóstwo rolnicze i hodowców bydła.

Swaróg syn Swarożyca, bóstwo związane z rolnictwem, słońcem i jego życiodajną mocą. To samo bóstwo występuje także pod imieniem Daćbóg – syn Swaroga, opiekun domowego ognia. Odpowiedzialny był za rozdawanie bogactwa i wszelkiego dobra.

Słowianie wierzyli także w Strzyboga, który również był rozdzielającym bogactwa. Związany był z wojną i dzieleniem wojennych łupów. Według wierzeń staroruskich (Stribog) rządził wiatrami.

Nie możemy mieć stu procentowej pewności co do znaczenia poszczególnych bóstw, faktycznego występowania ich kultu i pozycji w panteonie. Brakuje źródeł potwierdzających istnienie wielu z nich. Nazwy niektórych przetrwały jednak w folklorze słowiańskim. Czczono cały szereg lokalnych bożków, a także inne istoty, co do których nie mamy pewności, czy były bóstwami, czy demonami.

Przekazy o nich zachowały się głównie na podstawie wierzeń ludowych. Można do nich zaliczyć Kupałę – męskie bóstwo miłości, jak również Donę odpowiedzialną za pomyślność ludzkiego losu.

Nie sposób wymienić wszystkich Słowiańskich bogów. Rozmaita literatura wymienia całe mnóstwo imion przeróżnych istot, które często bywają przedmiotem tego samego kultu pod inną nazwą. Informację o nich nie są poparte żadnymi źródłami i przez to nie możemy je traktować jako wiarygodne. Nasza dzisiejsza wiedza o nich ma charakter bardzo strzępkowy.

Do najbardziej znanych świątyń należy ta w Arkonie. Usytuowana na skraju wyspy Rugi, poświęcona była Świętowitowi. Drugim miejscem kultu Słowian była Radgoszcz -świątynia wzniesiona w grodzie przez słowiańskich Redarów poświęcona Swarożycowi. Podobnym, również słynnym miejscem słowiańskiego kultu była Łysa Góra (Łysiec w górach Świętokrzyskich).

Dzisiejsza Polska to tereny dawnych Słowian, wielu plemion, o zróżnicowanych wierzeniach. Podzielmy więc całe dzisiejsze terytorium na dwie części: Środkową i Wschodnią oraz na Północną (drugą częścią zajmę się w osobnym artykule).

Ludy Europy Środkowej i Wschodniej, z małymi wyjątkami (Rumunia, Albania, Węgry) należą w większości do rodziny słowiańskiej, której tożsamość etniczna liczy około 1500 lat. Około V w. n. e. Słowianie migrują z obszarów Wschodnich Europy: na północ w kierunku Morza Bałtyckiego, na południe w stronę Adriatyku, z Czech w kierunku wschodnim, docierając w połowie drogi do Pacyfiku.

Na północy osiedlają się: Polacy, Białorusini i Rosjanie – osiedlili się na płaskich i bagnistych terenach, położonych blisko rzek. Centralne obszary zamieszkali – Czesi, Słowacy i Ukraińcy – osiedlili się w większości bezdrzewnej, na porośniętych trawami stepach.

Na południu osiedlili się Jugosłowianie, Serbowie, Chorwaci, Słoweńcy i Macedończycy oraz Bułgarzy, tu klimat był łagodniejszym w otoczeniu gór, w pobliżu Adriatyku, Morza Egipskiego i Morza Czarnego.

Na wschodzie osiedlili się Rusini, czyli Rosjanie – drogę wycieli sobie ogniem i toporem przez gęstą puszczę, pełną bagien i jezior. Według Wasyla Kluczowskiego (1841-1911), aby zrozumieć kulturę słowiańską, należy poznać, rzekę i step, jest w tym dużo prawdy. Historyk pisał: „Las dostarczał Słowianom dębów i sosen do budowy domów, ogrzewał ich osiką i brzozą, oświetlał chaty brzozowymi drzazgami, obuwał ich w łykowe sandały, dawał im talerze i półmiski, okrywał skórami i futrami oraz karmił miodem. Był najlepszym schronieniem przed wrogami.”

Życie w lasach było ciężkie i pełne niebezpieczeństwa: wilki i niedźwiedzie tropiły ludzi i zwierzęta domowe. Cały świat był pełen dziwnych dźwięków i cieni. Puszcza budziła wyobraźnie, uczyła rozwagi. Step natomiast był jeszcze bardziej niebezpieczny, Słowianie nie mieli się gdzie ukryć, a w ich duszach zapisało się piętno bezkresnych horyzontów, pełnych hord nomadów, Mongołów i Tatarów. Inaczej Kluczewski pisał o rzekach: „Kochali swą rzekę. Żadnego innego elementu krajobrazu nie opiewano tak czule w folklorze. I nie bez przyczyny, nad jej brzegami budowano domostwa, karmiła ich przez większość roku. Dla kupców była doskonałą drogą. Uczyła Słowian porządku i gościnności, zmieniała ludzi w braci, sprawiała, że czuli się częścią społeczności, uczyła ich szacunku dla cudzych obyczajów, zmyślności i przystosowania.”

Rzeki i jeziora (także Gopło) miały swoje tajemnice. Słowianie uważali, że duch rzeki mruczał, gdy był zadowolony i ryczał ze złości. Każda rzeka i jezioro miała swojego ducha – opiekuna i żeńską nimfę (nad Jeziorem Gopło czuwała Rusałka). To właśnie tym potomkom Matki Natury, Słowianie nadali szczególny charakter.

Wodnik – duch rzeki, jeziora i morza. Dla Słowian ruch wody naturalnie sugerował, że znajdowało się w niej życie. Każdy obszar wodny posiadał swojego ducha – wodjanoja. Wodnik był stary, brzydki, oślizgły i zielonobrody. Panował nad „życiem” wody: kiedy był pijany, powodował powodzie, kiedy był zadowolony, prowadził ryby w sieci, rozgniewany, wzbudzał sztormy, zatapiał okręty i topił żeglarzy.

Z pokolenia na pokolenie przekazywano opowieści. Z czasem powstał zawód – powiedzmy gawędziarza wędrownego, który przemierzał osady i w zamian za jadło, opiekę i nocleg dzielił się wspaniałymi przypowieściami. W dawnych czasach, była to ulubiona rozrywka.

Wampiry – złowrogie, mityczne istoty. Dla Słowian „nieczyści” ludzie, nie zaznający odpoczynku po śmierci zmieniali się w wampiry – półżywe istoty nawiedzające domostwa o północy, aby wysysać krew lub nękać i wykorzystywać we śnie uśpionych.

Wilkołaki – każdy urodzony ze szczególnym znamieniem, czepkiem na głowie lub kłaczkami we włosach lub innej części ciała, mógł w przyszłości zostać wilkołakiem. Niektóre plemiona, brały to jednak za dobry omen, takie dziecko mogło zostać jasnowidzem, mogło także zamieniać się w zwierzę. Od charakteru człowieka zależało w jakie zwierzę zmieni się wybraniec. Złe osoby wybierały znienawidzonego wilka.

Niestety Słowianie nie pozostawili żadnych źródeł zapisanych mitów. Ciekawy zbiór mitów znjadujemy u Aleksandra Afanasejewa (1826-1871). Zebrał ponad 8 tomów mitów (640 przypowieści, legend, mitów, opowieści ludowych). Ukazały się dopiero w początkach drugiej połowy XIX wieku. W większości zapisał relacje z drugiej ręki, z zapisów innych osób, jest to jednak znakomity, niezastąpiony zbiór słowiańskiej spuścizny.

Duchy gospodarstwa domowego – pradawni Słowianie, widzieli je wszędzie. Były dobre, kapryśne i złe. Były związane z duchami przodków, należało więc je traktować z wielką troską. Zadowolony duch sprzyjał mieszkańcowi domostwa. Słowianie pielęgnowali pamięć o zmarłych w misternych rytuałach, takich jak pozostawienie pożywienia koło grobu i rozmawianie z grobem, kiedy należało podjąć ważną decyzje.

Mity słowiańskie pełne są fantazji, bohaterowie i bohaterki to dzielni młodzieńcy i niewinne dziewczęta (lub odwrotnie). W przygodach pomagają im zwierzęta i magiczna broń lub narzędzia. Tymi „złymi” są zazwyczaj smoki, wiedźmy, czarownice i źli królowie. Szczęśliwa liczba to trzy, kryjąca triadę wiedźm, zadań, synów, księżniczek, nocy i smoczych głów.

Co ciekawę, bohaterem jest często wojowniczka, królowa zdobywczyni, mądra dziewczyna, czy zaczarowana piękność (legendy: Łucznik, Żabia Królowa, Maria Moriewna). Dopiero z nadejściem chrześcijaństwa wzrasta rola mężczyzn w mitach. Kapłanki zmieniają się w podłe wiedźmy.

Słowiańska wiedźma – stara czarownica, która zwykle siedzi na drewnianej ławce lub na kamiennym piecu, z jedną nogą podwiniętą za siebie, drugą zwisającą, zakrzewionym nosem sięgając sufitu. Potrafi latać na magicznych przedmiotach, wzbudza straszliwe nawałnice i zostawia za sobą choroby, a także śmierć. Żywi się mięsem ludzkim. Co ciekawe, wcześniej (przed wpływami chrześcijaństwa), kapłanka była wcieleniem miłości i mądrości, często niosła pomoc potrzebującym.

Słowiańska wiara przekonywała, że dusza zamieszkuje ciało. Owa dusza oddziela się od ciała po śmierci, ale czasem również w czasie snu. Dusze zbierały się nocą na wzgórzach i walczyły ze sobą. Przegrany mógł się już nie obudzić. U niektórych plemion, dusze mogły przybierać formę malutkiej, długowłosej, brzydkiej staruszki, która zapowiadała nadchodzącą śmierć. W niektórych mitach dusze zamieszkiwały również drzewa. Dlatego pewne drzewa uważano za święte, w legendach pojawiały się gadające i krwiożercze drzewa, sadzono je jako symbol życia. Kiedy bohater umierał, drzewo usychało.

Zaświaty – bywały przedstawiane jako wyspa Bojan, daleko na morzu, w miejscu gdzie zachodzi i wschodzi słońce. Właśnie w tym miejscu mieszkają duszę zmarłych oraz tych, którzy się jeszcze nie narodzili, wraz z nasionami, roślinami i ptakami. Droga duszy jest ciężka i długa.

Słowo o duchach obejścia, było ich naprawdę dużo. Wymienie ważniejsze. Duchem podwórza był Dworowoj. Był zazwyczaj niewidzialny, ci którym się ukazywał, opowiadali, że to starzec o siwej brodzie, porośnięty siwymi włosami. Należało przedstawić mu nowo narodzone zwierzę. Nawet łaźnia miała swojego ducha. Bannik, psotnik, potrafił też wróźyć. Kobieta która pozostawiła grzebień w łaźni, mogła na nim znaleźć włos przyszłego męża. Rusałka – zamieszkiwała wodne głębiny, nimfa wodna, urodziwa, naga dziewczyna, która oczarowywała przechodniów śmiechem lub śpiewem. Niektórzy byli gotowi się dla niej utopić. Rusałka była duszą noworodka, młodej nieszczęsnej dziewczyny bądź topielcy. Później kojarzono Rusałkę ze śmiercią, przed nadejściem chrześcijaństwa wiązano ją z płodnością.Odpowiednikiem przydrożnej rusałki była Wiła. Wiecznie młoda i piękna kobieta o długich puklach. Zwykle dziewczyna, która zmarła bez chrztu (pogląd chrześcijański), została porzucona przez narzeczonego lub zwykła „latawica”, której dusza unosiła się gdzieś pomiędzy niebem a ziemią. Pojawiała się zwykle nocą, aby śpiewać i tańczyć, przyprawiając każdego człowieka, który ujarzmi ją w tańcu, o śmierć.

Wiele bóstw słowiańskich zostało „adoptowanych” i zmienionych przez chrześcijaństwo. I tak Perun, bóg grzmotu i błyskawic (czasem utożsamiany ze skandynawskim Thorem) stał się prorokiem Ilią, Wołos (Strażnik trzód i stad) przeobraził się w św. Własa, Kupalnica (bogini rzek i jezior) stała się Agrypiną, Kupała (bóg słońca i światła) Janem Chrzcicielem. Ryty wiosny pokrywały się teraz z Wielkanocą, zimową Calendae zastąpiło Boże Narodzenie, zaś święto Yarila (bóg słońca i ziemskiego życia) stało się świętem Jana Chrzciciela.

Opracowanie Bartłomiej Grabowski, źródła: Rosyjskie bajki ludowe ze zbioru Aleksandra Afanasjewa, Polska Akademia Umiejętności, Prace Komisji Kultury Słowian, Kraków 2001; L. Moczulski, Narodziny Międzymorza, Warszawa 2007; T. Jaworski, Las w kulturze Serbołużyczan, Stud. Mater. Ośr. Kult. Leśn. 16, 2017, s. 39-51; A. Cotterell, Mitologia Świata, Ożarów Mazowiecki 2012; J. I Kraszewski, Stara Baśń, Warszawa 1983; Praca zbiorowa: Oxford – Wielka Historia Świata, Poznań 2006; J. Strzelczyk: Mity, podania i wierzenia dawnych Słowian, Rebis 2008.



Co jadali Kujawiacy w XVIII-XIX wieku


Na co dzień Kujawiacy jadali:

Śniadanie: Żur z kartoflami lub chlebem – śniadanie zaliczało się do zwykłych. Czasem jadano: Polewkę z serwatką i kasza. Żur robiono z ukwaszonej mąki żytniej (razowej) w wodzie, i zaklepywano mąką cieńszą żytnią, czyli tzw. pytlową.

Obiad: (podawano około południa) złożony był zwykle z dwóch potraw. Najczęściej jadano: kapustę kwaszoną z utartym grochem; kluski rżane (żytne podługowate) ze słoniną lub z nabiałem; kartofle (pantówki) ze zsiadłym mlekiem; mięso (przy święcie, ale i często w dni powszednie); różne jarzyny: brukiew, marchew, buraki itp. Kartofle wczesne, modre pod skórą wierzchnią, tzw. siwki, modrzaki lub pyrzaki.

Podwieczorek: jadano chleb z gzikiem (twaróg ze szczypiorkiem i mlekiem) albo jajecznicą, lub chleb z masłem albo serem. Ze smakiem zajadano się serkiem „Wytrzeszczaj”, mały okrągły i mocno spłaszczony w kształcie macy.

Kolacja: bania (owoc) rozgotowana, zalana mlekiem i zasypana zacierkami z żytniej mąki, lub kartofle.

Czasem, gdy zbliżała się jakaś uroczystość, przykładowo wesele, zabijano barana. Do jadłospisu dodawano wieprzowinę, kiełbasę, szynkę i skopowinę. Z chęcią jedzono również czarninę, mianowicie z gęsi i prosiąt, czasem i z królików.

W bogatszych wsiach, na Kujawach, pojawiały się cukier, kawa, arak, likier, wyborowa wołowina i cielęcina.

Do posiłków podawano prócz likierów, napoje alkoholowe: najczęściej wódkę i piwo (te pijano najczęściej w dni wolne od pracy).




Opracowanie Bartłomiej Grabowski, według publikacji O. Kolberga, Dzieła wszystkie, Kujawy, Wrocław-Poznań 1978 r.

Gwiazdor na Kujawach


O świętym Mikołaju słyszało chyba każde dziecko na Kujawach. Nasze pociechy nie wiedzą jednak, że święty Mikołaj był postacią historyczną i pochodził z Licji, prowincji Cesarstwa Rzymskiego, położonej w Azji Mniejszej nad Morzem Śródziemnym. Urodził się około 270 r., był prześladowany za Dioklecjana i Maksymina Dai (303-313). Został biskupem Myry – stolicy tej prowincji (dzisiejszej Demre w Turcji). W zapiskach znajdziemy, że brał udział w soborze w Nicei w 325 r. i zmarł kilkanaście lat później, dnia 6 grudnia. Data stała się dniem wspomnienia jego świętości w liturgii, dziś dniem świętego Mikołaja, kiedy to można znaleźć prezent w bucie.

Kult świętego rozpoczął się w Licji. Historyk G. Anrich podkreśla, że wśród znanych imion w tamtym okresie Mikołaj występował bardzo często po śmierci biskupa. Musiał być wyjątkową osobą skoro wielu mężczyzn nosiło jego imię. W V i VI wieku nosił je co piąty mężczyzna, jak podają źródła z tego okresu. W innych prowincjach imię nie było jeszcze tak popularne.

Opat z klasztoru w Licji (około 585 r.) o tym samym imieniu wymienił świętego w „Żywocie”. Nazwał go „sławetnym” i „czcigodnym praojcem”. Opisał także grób położony pod bramą Myry, leżał wśród męczenników, chociaż sam nim nie był. Do tego grobu przybywały liczne pielgrzymki 6 grudnia. W tym dniu zbierali się także wszyscy biskupi Licji. Kult świętego rozpowszechniał się bardzo wcześnie. Za cesarza Justyniana w VI wieku wybudowano kościół pod jego wezwaniem w Konstantynopolu. 

Z tego czasu pochodzi najstarsze opowiadanie o biskupie z Myry. Anonimowy tekst o tym, jak uratował trzech dowódców niesłusznie skazanych na śmierć (za panowania Konstantyna Wielkiego). Mikołaj zjawił się władcy we śnie i przekonał go do zaniechania surowej kary. W innej opowieści usłyszeć można było, jak to Mikołaj w czasie burzy na morzu ocalił tonących  żeglarzy; ratował tych, którzy zabłądzili; ratował od napaści; przegnał wilki; przywracał do życia; uzdrawiał;  obdarowywał prezentami. Był czczony w Rosji, gdzie stał się patronem, jego zwolennikiem był Car Mikołaj I. 

Jak stał się Gwiazdorem Święta Bożego Narodzenia? Był znany z wielu cudów, jednak najbardziej znany stal się z opowieści, w której udziela pomocy ubogiemu mieszkańcowi Myry, którego córki nie mogły wyjść za mąż, gdyż nie było go stać na posag dla nich. Mikołaj podrzucił im wówczas ukradkiem większą sumę pieniędzy. W ten sposób uratował dziewczyny i samego ojca. Ten i kilka podobnych czynów stały się wyróżnikiem świętego. Później w średniowieczu, na Zachodzie, był przykładem dobroci chrześcijańskiej, patronem akcji charytatywnych. Pod jego patronatem zaczęto zbierać datki dla ubogich, przykładowo na stypendia dla studentów, które rozdawano 6 grudnia. Później zaczęto go wiązać z 24 grudnia. Podarki, zwłaszcza w tradycji wschodniej rozdawano w Boże Narodzenie.

Mimo to nie wszędzie wpasował się w dniu Bożego Narodzenia, miał przecież swoje święto 6 grudnia. Były i są regiony, gdzie podarki przynosi Jezus (przykładowo Czechy). Zwłaszcza w czasie reformacji, utrzymywano tę tendencję, nie uznając świętych. Prezenty przynosił też Anioł (przykładowo Austria), był także „człowiek bożonarodzeniowy”.

W tradycji staropolskiej zwyczaj przynoszenia podarków zaczerpnięty został od sąsiadów w XVII i XIX wieku. Dlatego dziś mamy różne tradycje wigilijne, co było zależne od obszarów zaborów pruskiego, austriackiego czy rosyjskiego. Nowe granice po odzyskaniu niepodległości pozostawiły pewne różnice w tradycji wigilijnej.

I tak na Podlasiu i centrum Polski prezenty pod choinkę przynosi święty Mikołaj, w Krakowie czyni to aniołek, a św. Mikołaj , ubrany w strój biskupi, składa wizyty i wręcza prezenty w swój dzień – 6 grudnia lub w nocy z 5 na 6 grudnia w tajemnicy podkłada je pod poduszkę, do butów i skarpet. Na śląsku tę funkcję pełni Dzieciątko Jezus, a w Wielkopolsce i na Kujawach, a także Kaszubach i na Pomorzu zachodnim w tym dniu zjawia się Gwiazdor(orędownik niemieckiego „człowieka bożonarodzeniowego”, ale nawiązujący do polskiej gwiazdki, jaka pojawiła się na niebie; sama Wigilia bywa powszechnie nazywana Gwiazdką). Święty Mikołaj, nie wszędzie rozdaje prezenty dwukrotnie ale stał się symbolem Bożego Narodzenia oraz rodzinnej, radosnej, pełnej dobra i ufności atmosfery tego święta.

Należy także wspomnieć o nowej wizji św. Mikołaja, powstałej w XIX wieku w Stanach Zjednoczonych. W 1809 roku, pisarz i miłośnik folkloru W. Irving napisał „Historię Nowego Roku”. Opisał zwyczaj mikołajkowy z XVII wieku obchodzony przez Holendrów. Zachowywali oni zwyczaj obdarowywania się prezentami w dzień św. Mikołaja, który nazywali Sinter Klaas (potem słowa zostały przekręcone przez Anglików i Amerykanów, wymawiali je Santa Claus). Irving stworzył bajkową postać Mikołaja; zdjął szaty biskupie, wchodził przez komin, palił fajkę i latał na skrzydlatym rumaku. Ten obraz powielali poeci dziecięcy, a potem pojawił się w kreskówkach w XX wieku. Mikołaj nie nosił już szaty biskupiej i mitry na głowie, odłożył także pastorał. Teraz prezenty przynosił wielki krasnal w czerwonym płaszczu, w czapce z pomponem i co raz bardziej przypisywano mu baśniowe, wymyślone funkcję. W czasach komunistycznych, próbowano iść jeszcze dalej i stworzono Dziadka Mroza, który wręczał prezenty w Nowy Rok. W Europie pojawiły się kolejne zmiany komercyjne w wyglądzie świętego, zaczęto przypisywać mu także pomocników, czasem ubranego na czarno, czasami z rogami na głowie, taki pomocnik karał niegrzeczne dzieci i dawał im rózgi. W Austrii pojawił się Krampus, który porywał niegrzeczne dzieci do wielkiego kosza, w innych krajach zwał się Pere Fouettard (Chłoszczący Ojciec), Zwarte Piet, czy Czarny Piotruś.

Znając historię obyczajów, warto jednak wrócić do najstarszej tradycji i do prawdziwego św. Mikołaja, tego historycznego. To on jest przedstawicielem chrześcijaństwa, przedstawia dobroć i pokazuje jak nieść pomoc ubogim, uwięzionym, sierotom i wdowom. Jest przykładem bezinteresownej miłości i jeszcze na długo powinien zostać symbolem ponadczasowej kultury na naszej ziemi i w naszej tradycji.

Opracowanie Bartłomiej Grabowski, na podstawie publikacji księdza J. Naumowicza, Święty Mikołaj z Myry, grudzień 2017 r. Fot. 1. i 2. Św. Mikołaj, nastawa ołtarza z katedry w Monaco; 3. Współczesny Santa Claus w: kartka świąteczna.





Wieś kujawska w okresie Wielkanocnym - dawniej


Choć dziś nie obchodzimy tak uroczyście święta, jak dawniej, to wiele z pięknych zwyczajów starodawnej wsi polskiej przetrwało i utrwaliło się w naszej świadomości. Mamy obowiązek przekazywać je dalej.

Święta przypadają najczęściej w czasie wiosennym, poprzedzane są wielkimi przygotowaniami. W domach czyniono dawniej porządki, bielono izby i budynki gospodarskie. Na kilka dni przed świętami gospodynie krzątały się z zapałem przygotowując całe stosy szynek, kiełbas, pieczeni, wędlin, placków, babek, mazurków itp. przyozdabiano mięsiwo, różnymi ornamentami, ze smalcu u wyciętymi kawałkami kolorowej galarety, pieczywo lukrowano ozdobnie, a wszystko majano gałązkami zielonego barwinku. Nad ustawionymi na stole półmiskami panował krzyż, obrośnięty jasno zieloną drobną rzeżuchą.

Gdy dzisiaj czytamy opis „święconego” na wsi wydaje się nam to dziwne, zastanawia kto był wstanie przygotować tyle jadła i napoju. Otóż, dawniej stół dworski utrzymywał połowę służby i czeladzi a mianowicie wszystkich bezżennych i niezamężne, każdy otrzymywał święcone oddzielnie, składające się z wielkiego pszennego pierogiem placka i głębokiej misy naładowanej rozmaitym mięsiwem.

Nie zapominano również o biednych, sierotach, starych sług, kalek i podróżnych. Dostawali także święcone, tak jak i pasterze, stangret, stróż, ogrodnik i inna służba. Za całe pożywienie służyło święcone.

W wielką sobotę oczekiwano proboszcza, który w dniu tym objeżdżał dwory, wioski i zaścianki, poświęcając swym parafianom dary Boże. Na wieść o przybyciu kapłana powstawał we wsi niezwykły ruch. Biegano z tą wiadomością od chaty do chaty. Spod każdej strzechy wychylała się kobieta niosąc spiesznie do dworu kobiałkę z ciężarem, zawiniętą w biały czysty, szeroki z frenzlami ręcznik domowej roboty.

Następowała chwila uroczysta, tradycyjna. Przed starym gankiem wspartych na czterech słupach, ustawiały wieśniaczki na ziemi swoje kobiałki w duże półkole i okrywały z białych zasłon to co było do poświęcenia. Święcone było podobne do dworskiego, jednakże troszkę uboższe i czasem brakowało mazurków.

W każdej kobiałce kraśniało kilka pięknych kolorowych jajek, w nie kórych okolicach artystycznych pisanek, rozpierał się podłużny pierog, do którego tulił się podłużny ser biały opasany wiankiem kiełbas, kawał wędzonki, chleb i sól do poświęcenia niezbędne. U możniejszych pyszniła się wspaniała babka lub też pieczone prosie z jajkiem lub chrzanem w zębach. Wszystko przybrane było zielenią.

Gdy już zebrali się wszyscy, postawiono na środku ceber z wodą ze studni. Wszyscy wychodzili na ganek z kapłanem przybranym w białą komżę, który przeczytawszy z książki modlitwę, wsypał szczyptę soli do cebra z wodą i podanym mu domowym kropidłem skrapiał kobiałki, a po tym lud poczynił znak krzyża na sobie. Ta sama ceremonia była później powtórzona w pokoju, w którym ustawione było święcone (w ścisłym gronie rodzinnym).

Później każdy z przybyłych czerpał trochę wody i zachowywał ją do święcenia mieszkań, budynków, dobytku i do chrztu niemowląt w nagłej potrzebie.

Wieczorem lub rano starsi jechali na rezurekcję, a dzieci zostawały w domu. Z kościoła wstępowano jeszcze do proboszcza, aby powinszować mu wesołych świąt i podzielić się jajkiem święconym. Rano w pierwsze święto liczna gromada młodszych gospodarzy u parobków w ubiorach świątecznych, przybywała do dworu winszować świąt i śpiewała potężnym głosem „Alleluja”. Dziedzic częstował winszujących święconym.

Na Kujawach istnieje wiele tradycyjnych zwyczajów wielkanocnych, których odwieczne obrzędy łączą się z nowszymi, pochodzącymi z epoki chrześcijańskiej.

Bardzo wesoło spędzano święta wielkanocne we wsi, gdzie do dziś zachowało się wiele dawnych zwyczajów i obyczajów.

Do takich zwyczajów należy oczywiście malowanie jaj, czyli tzw. „pisanki”. Jest to zwyczaj znany znany całej Słowiańszczyźnie, ale także obchodzony u wielu innych narodów. Już Wincenty Kadłubek, kronikarz polski, pisał o nieposłusznych względem panujących podanych w Polsce „bawili się panami swymi, jak malowanymi jajkami”. Miał on oczywiście na myśli pisanki wielkanocne i znana zabawę świąteczną ich tłuczenia.

Według legendy zwyczaj malowania jaj wielkanocnych wprowadziła św. Magdalena. Wróciwszy z pustego grobu Chrystusa, ujrzała wszystkie jajka, pozostawione w domu, pomalowała na czerwono. Inne podanie głosi, że gdy prowadzono Chrystusa na śmierć, pewien biedak, niosący kilka jajek do miasta, postawił koszyk i pomagał dźwigać krzyż Jezusowi. Kiedy wrócił, zauważył, że jajka w koszyku zamieniły się w piękne pisanki.

Ciekawy zwyczaj polski, odbywa się też w Wielką Niedzielę o zmroku, lud wychodził w pole, niosąc wodę święconą i krzyżyki z cierni głogowych, poświęconych w Wielki Piątek. Przy śpiewie każdy obchodził swoje pole, wbijał w ziemię krzyżyki i święci rolę wodą. W tym dniu nic w chatach wieśniaczych nie gotowano, jadano tylko „święcone”. Wszyscy w największym skupieniu spędzają pierwszy dzień u siebie w domu. Dlatego też w całej wsi panowała niezwykła uroczysta cisza.

W drugie święto we wsi zaczynała się dawno oczekiwana uciecha czyli „śmingus” zwany również „dyngusem” lub „oblewanką. Biegało się po wsi z konewką lub dzbankiem pełnym wody w ręku budzić innych. W ruch szły sikawki, flaszki, wszystko co mogło służyć do przenoszenia wody i dopadano w stodole, czy chacie bidaczkę, czy biedaka. Ochlapano od stóp do głów każdego kto się zbliżył.

Pięknym zwyczajem były także obchody „śmigutników”. Chłopi chodzili po wsi, w przebraniu, ich ubiór składał się „ze starych galganów, które przy pomocy słomianych nowróseł, okręcali dookoła siebie. Na głowę wdziewali czapki papierowe lub słomiane. Wbiegłszy do chaty wypowiadali różne wiersze.” Za wygłoszoną orację śmigustnik otrzymywał nagrodę, parę jajek lub kawałek chleba.

Opracowanie Bartłomiej Grabowski, według wspomnień starszych mieszkańców wsi kujawskiej, między innymi Zygmunta Glogera.

Wielkanoc


Wielkanoc to święto ruchome. Wiemy, że Chrystus powstał z grobu w nocy z soboty na niedzielę, ale nie jesteśmy wstanie ustalić stałej daty. W przeszłości było to przyczyną licznych nieporozumień. Sprawą zajął się Sobór Nicejski w 325 roku. Ustalił on, że odtąd Paschę chrześcijańską obchodzić się będzie w niedzielę przypadającą po pierwszej pełni księżyca, zaraz po zrównaniu wiosennym. Sobór zapomniał jednak podać obowiązującą datę zrównania wiosennego, co stało się powodem dalszych nieporozumień, przeciągających się aż po VII i VIII w. Jedni byli zwolennikami ustalenia jej na 18, inni na 21, a jeszcze inni na 25 marca. Wreszcie za sprawą św. Bedy Czcigodnego i Karola Wielkiego przyjęto ostateczną wersję – 21 marca.

Wielkanoc obchodzona jest więc od VII/VIII w. po dziś dzień w niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca; najwcześniejszy możliwy termin Wielkanocy przypada na 22 marca – zdarzyło się to ostatnio w 1818 roku, ponownie zdarzy się w 2285 roku. Najpóźniejszy możliwy termin – 25 kwietnia, ostatnio w 1943 roku., powtórzy się w 2038 roku.

Dawniej, ale i dziś na Kujawach śniadanie rozpoczyna się od dzielenia się poświęconym jajkiem, częstowania się nawzajem produktem, który jak wierzono zawiera zaklęte życie. Wierzono, że skorupka chroni przed szkodnikami (szczurami i myszami), dlatego rozkruszana ją po kątach izby i sieni. Gospodyni sypała też część za płot i na rolę, aby żyto rosło wysoko i dźwigało ciężkie kłosy. Rzucano skorupki również tam gdzie chadzały kury, aby były zdrowe i dawały gospodyni jajek.

Kości ze święconego mięsa, zjadały zwierzęta. Dawano je kotom i psom – wiernym stróżom, aby przez cały rok nie brała ich wścieklizna.

Do ciekawych zabaw z jajkiem należała ta, podczas której młodzież zgromadzona w Wielką Niedzielę, po południu stukała jedno jajko o drugie. Wygrywał ten, który dzierżył twardsze jajko. Najlepsi posiadali na koniec całe kosze kraszanek.

Wierzono, że jajko ma specjalną moc. Najstarsza odnaleziona pisanka liczy 5 tysięcy lat (Asharah). Znali je Persowie, Chińczycy i Fenicjanie. W Polsce odnaleziono pisanki z X wieku, ale możliwe, że ludność słowiańska znała ten zwyczaj już wcześniej. Pierwotnie pisanki były przedmiotem magicznym, służącym do obrony domostwa przed złymi duchami. Zakopywano je u wejścia do chaty, pod progiem, aby broniły wstępu złym mocom. Utrwalone na skorupie motywy służyły właśnie do tego celu.

Malowanie jaj uważano za warunek istnienia świata i wierzono, że poniechanie tego zwyczaju sprowadzi katastrofę. Jednak w najbardziej powszechnym pojęciu jajko było symbolem cyklicznie odradzającego się życia, ukrytej siły witalnej, wielkich możliwości rozrodczych. Stąd głębokiej wymowy nabiera praktykowany w całej Polsce zwyczaj wzajemnego obdarowywania się kraszankami przez zakochanych. Czasem bywało tak, że chłop obdarował dziewczynę jajkiem, a ona mu dała własnoręcznie malowane jajko zawinięte w piękną chusteczkę, którą zawczasu umyślnie na tę okazję przygotowała.

Do dawniejszych zwyczajów w tą ważną niedzielę, należało także przywitanie wiosny. Dziewczęta przygotowywały „nowe latko”, zwane też „gaikiem” - symbol wiosny. Był to pęk zielonych gałązek albo drzewko bogato przystrojone wstążkami i kwiatami z bibułki „Gaik” musiał być kolorowy jak majowa łąka. Korowód dziewcząt spacerował przez wieś ze śpiewem na ustach. Czasem towarzyszyli im i chłopcy niosący „kurka” symbol męskich, ognistych zapładniających sił. Żywy, czasem upojony alkoholem kogut, z czasem został zastąpiony wyrzeźbionym z drewna lub ulepionym z gliny zamiennikiem. Takiego „Kuraka” wieziono czerwonym wózkiem przez całą wieś, natarczywie dobijając się do chałup, w których były panny na wydaniu. Chłopcy śpiewali. Za co otrzymywali pisanki od dziewcząt.

Nie doszukałem się symboliki związanej z zającem na Kujawach sprzed XVIII wieku. Myślę, że zwyczaj przyniesiony przez niemieckich emigrantów (1680 rok) do Stanów Zjednoczonych, a w zasadzie związane z nim historyjki opowiadane dzieciom niemieckim na dobranoc o zającu, który znosi w swym gnieździe jajka z czekolady (lub inne słodycze) przyjął się dość późno w Polsce, bowiem dopiero w XVIII wieku. Znany był w USA w XVIII wieku i promowany w literaturze amerykańskiej w bajkach, za ich sprawą zwyczaj wrócił do Europy, jak sądzę do Niemiec, skąd nasi rodacy przyjęli opowieść o zajączku wielkanocnym. Dziś Na Kujawach opowiadamy przedziwną opowieść o zajączku, który przynosi prezenty naszym dzieciom, są to już nie tylko słodycze ale również i zabawki. Czego symbolem jest zając? Na starych malowidłach (średniowiecznych) zając znajdował się w nogach Najświętszej Panienki. Utożsamiany był z ubóstwem i umiarkowaniem. Inaczej rzecz się miała wcześniej w Egipcie i Grecji, gdzie zając był symbolem płodności, także w rolnictwie. Możliwe, że przyjęcie zająca w Polsce stało się połączeniem dwóch symbolik jajka i zająca, które przynosić miały tą samą moc – płody rolne i hodowlane, urodzaj dla gospodarzy.

Opracowanie Bartłomiej Grabowski, na podstawie E. Ferenc, Polskie Tradycje Świąteczne.

Wielka Sobota


Dawniej przygotowanie święconki było rzeczą kobiecą. Gospodynie miały dużo pracy w Wielką Sobotę, do południa wszystko powinno być gotowe. Już od świtu wszyscy byli na nogach. Gospodynie z córkami zamykały się w izbie; piekły baby. Baby musiały być ogromne, doskonale wyrośnięte, pulchne i lukrowane, nie jak dziś kupne.

Ważne było, aby kiedy ciasto rośnie, żaden chłop drzwi nie otworzył, bo przeciąg mógłby zawiać ciasto, a takie już niechybnie opadnie. Strata byłaby wielka: garniec przedniej maki, kopa jajek, dwie kwaterki najlepszej śmietanki; cukru, rodzynek, masła i wanilii też niemało. Dzieża pełna lśniącego ciasta, starannie opatulona lnianym obrusem stała na zapiecku, w cieple. Minęło trochę czasu, zanim wytrawna gospodyni uznała, że już można nakładać je do foremek, do ponownego rośnięcia. Na koniec dwanaście razy nakłuła je do foremek, do ponownego rośnięcia. Na koniec dwanaście razy nakłuła każdą palcem i wsuwała do ciepłego pieca. Najładniejsza baba bęzie na święcone.

Podczas gdy ciasto rosło, dziewczęta krasiły jajka. Na piecu jednym garnczku warzyły się łupiny od cebuli, w drugim młode żyto, w trzecim „brezylie” - korzeń farbiarski o głębokim granatowym odcieniu, w jeszcze innym korę dębową. Dziewczęta zasiadały przy okienku, postawiły przed sobą czarkę roztopionego wosku, pokrywały powierzchnię jajka we wzór, jakiego nauczyły ją matka i babka. Dodawała też coś od siebie. Poznać było po pisance, kto ją malował: Kurpianka, Kaszubka czy panna z Kujaw. Dziewczyna pokrywała jajko woskiem pierwszy raz i zanurzała w żółtym barwniku. Po wyschnięciu pokrywała woskiem to, co miało pozostać żółte i wkładała jajko do garnczka z innym kolorem. I tak wiele razy, aż osiągała taki wzór, o jakim myślała. Wreszcie lekko natłuszczała skorupkę, by nadać jej połysk. Na Wielkanoc szykowała całą miskę takich pięknych jajek.

Paskę wypiekano z razowej mąki; pszennej, żytniej albo gryczanej, co kto lubił albo miał. Pulchność brała się częściowo z drożdży, a częściowo z zakwasu. Smarowano ją po wierzchu słoniną i ozdabiano krzyżem z ciasta. Niekiedy paska przypominała kołacz weselny, tak pokrywały ją roje ptaszków, szeregi kwiatów. Paska była smaczniejsza, kiedy gospodyni dodała do niej szafranu, imbiru lub liści bobkowych. Kiedy gospodyni piekła paskę, gospodarzowi nie wolno było zaglądać do dzieży ani tym bardziej do pieca, boby mu wąsy posiwiały. W ogóle wielkosobotnie zajęcia przy kuchni to nie męska sprawa. Ale gospodarzowi tez nie brakowało pracy; musiał dać żywinie świeżą podściółkę, urżnąć sieczki na trzy dni, narwać królikom mleczu, a wieprzkom pokrzywy. Jeżeli chłop z synami zgłodnieli, zaglądali w okienną szybkę, a zdenerwowana gospodyni podawała im przez szparke kilka placków z paskowego ciasta. Gospodarz jadł i szedł dalej oprzątać. Chłopcy biegli z nim w pole i tam, ukręciwszy kawałek bułeczki rzucali w ziemię wołając: „Kąkolu, kąkolu, nie lataj po polu. Tylko po pańskim, albo po żydowski!”

Jeśli chodzi o żur, to wiąże się się z nim również na Kujawach ciekawy zwyczaj. Jadano go codziennie przez ostatnich czterdzieści pięć dni. Wiadomym więc, że już zbrzydł wszystkim. Bywało, że któryś z chłopów przyniósł stary szkopek z resztka starego żuru i znęcał się nad nic nie winną zupa. Nasiusiał do niej, napluł, dołożył gnoju i hajda z tym plugastwem na wieś! Biada chałupie, w której młode panny właśnie teraz krasiły pisanki; wysmarowano im całe drzwi, jeszcze i próg zachlapano plugastwem! Dziewczyny często bywały nie lepsze, kiedy dorwały parobka, to „przypadkowo” oblewały go garnkiem żuru albo pomyjami.

W końcu przychodziła ta godzina, o której z każdej chaty wychodziła kobieta z koszem pełnym jadła przyszykowanego do poświęcenia. W koszu musiały być: chleb albo jego świąteczna odmiana – paska, sól, pisanki, szynka, kiełbasa, chrzan, masło, ser, lukrowana drożdżowa baba, kołocze, strucle, mazurki – słowem całe paradne, świąteczne jadło. Jego rodzaj i ilości zależały od zamożności gospodarzy. Wszytko było pięknie ułożone na białym lnianym płótnie, przybrane zielonym bukszpanem, błękitnie rozkwitłym barwnikiem, baźkami, leszczyną.

Opracowanie Bartłomiej Grabowski, na podstawie E. Ferenc, Polskie Tradycje Świąteczne, Poznań 1984.

Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny


Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny to najstarsze święto maryjne. Obchodzone pierwotnie było na Wschodzie, a dopiero od VII wieku rozpowszechnione na Zachodzie, gdzie ranga tej uroczystości wzrosła.

Święto to w Polsce znane jest również jako Matki Bożej Zielnej. Nazwa ta nawiązuje do polskiego przysłowia "Na Wniebowzięcie pokończone żęcie” i wiąże się z przypadającym wówczas końcem żniw. Wdzięczni za opiekę rolnicy przynosili Maryi w darze bukiety, wianuszki z warzyw, owoców, kwiatów i ziół. Do bukietu zawsze dodawano róże – kwiaty zesłane przez Niebiosa do grobu Maryi. Niekiedy dodawano jabłko jako symbol odrodzenia. Obecnie święto to przypada w trakcie żniw a dożynki obchodzone są zazwyczaj po Matki Bożej Siewnej (8 września). W tradycji Wschodniej natomiast 15 sierpnia błogosławiono pola.

Poświęcone wianki zawieszano w domach przy świętych obrazach. Miało to chronić mieszkanie przed żywiołami. Zioła z wianków wykorzystywano również w czasie choroby. Natomiast poświęcone ziarno dodawano do worka z nasionami. Na Kurpiach wierzono w skuteczność działania ziarenka z poświęconego na Matki Bożej Zielnej kłosa oblanego ołowiem. Podobno taka kula trafiała każdą czarownicę.

Wiele legend jest związanych zarówno z tym Maryjnym świętem, jak i z opieką Matki Bożej nad rolnikami. Jedna z nich głosi, że kiedy całe źdźbła zbożowe były kłosem i ludność żyła w dostatku zapomnieli o Bogu. Wtedy na złych ludzi Bóg zesłał potop. Woda zaczęła zalewać wszystko coraz wyżej. Wtedy Maryja zlitowała się nad ludem i chwyciła za czuby kłosów osłaniając je. Tyle ile zdołała osłonić, ocalało.

Inna legenda mówi, jak to uciekająca z Józefem i małym Jezusem Matka Boża pomogła w siewie utrudzonemu chłopu. Rozrzuciła ziarno po polu a ono od razu zaczęło kiełkować, a następnie rosnąć i kłosić. Wtedy to nadjechała Herodowa pogoń. Zapytali chłopa czy nie widział niewiasty z dziecięciem jadących na ośle. Rolnik odpowiedział, ze owszem widział ich. Było to wtedy kiedy siał pszenicę. Żołnierze spojrzeli na dorodne kłosy i uznali, że musiało to być dość dawno i wrócili do Heroda.


Od 2001 roku na Kujawach w Chełmcach (gm. Kruszwica) 15 sierpnia odprawiana jest uroczysta Msza św. ze specjalnym imieninowym błogosławieństwem wszystkich Marii i Marianów. Dzień ten obchodzony jest pod nazwą Imieniny Marii i łączy się z wieloma atrakcjami dla dzieci i koncertami muzycznymi.

Opracowała Justyna Grabowska, na podstawie: E. Ferenc, Polskie tradycje świąteczne, Poznań 1986.