sobota, 7 marca 2026

Z mitologii Kujawskiej - czarownica, zmora i babok w podaniach ludowych

Kujawiacy byli i są przesądnym ludem. W polskich źródłach z XIX wieku opisuje się różnego rodzaju czary, gusła i stworzenia mitologii słowiańskiej, które zakorzeniły się w świadomości i przeszły ewolucje słowną, przekształcając się w powiedzenia użytku codziennego np. „babok w nosie”, czy „licho nie śpi”. Najwięcej treści odnajdujemy o czarownicach, psotnych demonach, które działały najczęściej na szkodę gospodarzom.


Olbrzymią rolę w mitologii Kujawskiej odgrywały czarownice. Czarownik, męska forma i czarownica żeńska, posiadali nieczystą siłę opartą na złym duchu. Mocy używały czarownice na szkodę ludzi i zwierząt.

Czarownica była zwana też Ciotą (tak powszechnie na ziemi kujawskiej się wyrażano), mogła u kogoś chorobę przywołać lub kołtun. Czarownicę zaczarowywały różne miejsca np. próg domu, część izby, pola, między lub drogi, i gdy ktoś przez to miejsce przeszedł nieświadomy zarażał się chorobą. Z rejonu Bogusławic pochodzi czar rzucany przez Cioty na dzieci „Bodaj cię kołtun skręcił”.

Aby sprowadzić czarownicę rzucającą uroki, należało odprawić anty czar przywołujący. Jajko włożone w garnek pod szpontem (pokrywką oblepioną gliną) z kopystką do mieszania przywoływać miało wiedźmę. Taki opis podawali mieszkańcy z Głuszyn.

Natomiast w Ruszkowie wierzono, że chorobę lub urok może ciota (rzadziej czarownik) sprawić w jedzeniu lub napojach, np. w kiszce, kiełbasie, wódce. Co więcej urok mógł zostać rzucony na mężczyznę lub kobietę po ślubie, gdy tylko nawiedzą ich złe myśli. Uchronić się można od uroku, żegnając się z kieliszkiem znakiem Krzyża świętego. Jeżeli w nim był urok, to kieliszek rozpadał się na kawałki.

W Więcławicach sprawdzano kto dokonał uroku na dziecku (choroba) za pomocą pewnego testu. Kładło się kawałek chleba i węgiel do szklanki wody. Jeżeli chleb poszedł na dno to urok spowodował mężczyzna, jeżeli węgiel, to uroku dokonała kobieta.

W Świętych uważano, że cioty mogły tworzyć szkodniki tj. myszy i nietoperze. Brały pod pachę liście i z pomocą swych złych mocy tworzyły plagi na szkodę ludzi. W Brześciu mówiono, że myszy takie wszystko z zapasów wyjadały, także ptactwu hodowlanemu np. ziarno. Aby się od tego uchronić należy znak krzyża na drzwiach zrobić np. kredą.

Czarownice szkodziły bydłu i ptactwu domowemu. Odbierały mleko krową lub przemieniały w krew albo wodę. Psota wiedźmowa mogła być zatrzymana prostym sposobem. W Ruszkowie Ciota podawano krowie kamforę ze solą aby nie doiła, żeby krowie mleko przywrócić i aby tego mleka było więcej gospodarze podawali bydłu Lubieszczyk z solą; aby było więcej śmietany podawano tzw. śmietannik – ziele w boru, które miało dwa listki na wierzchu, a w ziemi żółty korzeń jak czosnek.

W Sompolnie i Izbicy aby krowa się ocieliła i dawała więcej mleka podawano ususzone wnętrzności ubitego kreta z chlebem do jedzenia bydłu. Aby więcej mleka krowy dawały chłopi robili także tzw. Smrodzieniec (Assa feita), produkt dostępny był w aptece (łajno), bydło było podkurzane. Czarcie łajno zapachem odstraszało inne krowy dając większą swobodę w czasie wypasu na łące. Tak postępowano w Głuszynie.

W innym rejonie, okolicach Bogusłwic krową robiono specjalne wianki z ziół, najczęściej z rozchodnika, macierzanka, tergownik (podobny do białej koniczyny), kopytnik, rosiczki (wodna), lubieszczyku, mięty, powonji pachnącej, lipiny. Wianek miał chronić przed czarami. Taką ozdobę częściej przygotowywano przed świętami tj. Zielone Świątki, uważano że wówczas czarownice robią największe szkody. Brano zioła, gdy były jeszcze świeże i owijało się je lipowym łykem; tym samym łykiem obwiązywano krowie rogi lub przywiązywano je do ogona. Tymi samymi ziołami okadzano również ludzi, np. w chorobie na gruczoły lub inne choroby płucne (zwyczaj z Bogusławic).

W Brześciu aby czarownica mleka nie odbierała, w pierwszy dzień Zielonych Świątek, pasterze wypędzali krowy z brzaskiem dnia (czasem po północy) na paśnik. Bywało, że krowy przekraczały kawałek za cudzą granicę łąki, co było w zwyczaju. W Zielone Świątki mówiono, że widzi się czarownice z płachtą, która rogiem materiału wlokła go po ziemi i tak chodziła po pastwisku między krowami i zgarnia, niby zbiera coś po rosie tą płachtą, mówiąc:

„Biorę pożytek ale nie wszystek”

Pozostałą część zgarniał chłopak:

„A ja niestatek, biorę ostatek”

Podobnie zapisano w Konecku: „Mnie na użytek tobie na ubytek” mówiła kobieta podczas sumy niedzielnej w kościele, kołysając się i zrywając zioła.

W Bogusławicy i Więcałwicy zapisał się obraz, w którym z uzdeczki zawieszonej w chałupie na kołku, zaczęło wyciekać mleko.

W Mąkoszynie wierzono, że wybranie lub zniszczenie jaskółczego gniazda spowoduje jej lot nad krową, która będzie wówczas krwią doiła. Lekarstwem na to było doić na miotłę, czyli wytrysnąć nieco mleka.

W tej samej miejscowości uważano, że jak na żabę albo ropuchę plunąć, to żaba na języku wyrośnie. Czarną ropuchę nazywano ciotą. Czarownica miała na usługach diabły, które jej służyły ale mocno ją za to nienawidziły. Czarownica mogła diabła na kogoś posłać. W Płowcach mówiono, że jednej dziewczynie aż trzy diabły ciota posłała. Nawiedzona nieszczęściem, miała w sobie diabelstwo, które miało wiele pragnień: obżarstwo, popęd, pragnienia, rządzę, a czasem popaść w pracoholizm lub stać się zapobiegliwą i inteligentną (stać się doktorem).

Zły duch nawiedzał i inne kobiety. Zły miał swoje pragnienia do których namawiał niewiastę. Chłopi uważali, że jak chrząknąć przy takiej kobiecie to ona odezwie się:

„ot, już mu się gorzały chce! Już psiakrew mu sucho w gardle!”

Powiedzenie z Płowiec jeszcze nie tak dawno można było usłyszeć u starszych Kujawiaków w domach. Oczywiście miało skłonić kobietę do uciszenia się, gdyż to zło przez nią przemawiało, a chłop spokojnie mógł się napić wódki.

Czarownica mogła diabłów zakląć w czymkolwiek np. pożywieniu i w napojach (także w wódce). Także chroniono się przed tym robiąc znak Krzyża świętego, co wyganiało diabelstwo, kieliszek pękał lub wódka się wylewała. Zwyczaj opisany pochodził z miejscowości Bogusławice.

Diabły, które przez czarownice są zaklęte nie chcą łatwo opuścić ciała ludzkiego, czasem i modlitwy nie pomagają. Człowiek czuje się coraz gorzej, dopóki moc modłów nie wypędzi go z ciała. Do słabego ciała i ducha łatwo jednak mogą powrócić. Czarownica rzucająca diabelski urok jest przez diabła znienawidzona. Istnieje opowieść z Bogusławic i Rakutowie o spotkaniu nawiedzonej przez diabły dziewczynie z przekupką, która okazał się być czarownicą, gdy diabły rozpoznały ciotę, kazały rzucić się na nią opętanej i doszło do krwawej bójki.

„Bo to diabeł w babie, serce wyrwie, i gardło rozsadzi” – opowiadano.

Kobieta opętana, obłąkana biegała po wsi, utrapiona mimo woli tańczyła po kilka razy na dzień. Tańczyć tak miała przez cały rok, takie zaklęcie rzuciła ciota z innej wsi na dziewczynę z Bodzanowa i nawet jak wiatr był wielki i mróz to ona tańczyć musiała, a zimna w bose nogi nie odczuwała.

„Ksiądz w czasie nabożeństwa widzi każdą Nieczystą przez patynę lub monstrancją, jak skopkiem zamiast kapki (choćby najcelniejszej) ma pokrytą głowę, ale wydać jej ani powiedzieć mu tego nie wolno. Na pozór modlą się owe nieczyste gorąco, ale nie widzą przed sobą ołtarza ani obrazów, lecz tylko gnojowe deski.” – opowiadano w Bogusławicach o nawiedzonych dziewczętach.

Czarownica nie ma w swych oczach Panien, tylko Kozły; bo każdy poczciwy miewa panny w swych oczach – twierdzono w Radziejowie. Czarownica miewa w oczach krzyżyki i gzygzaki, w źrenicy jej nie odbija się obraz wpatrującego się w nią człowieka. Inteligentne kobiety, mówiące po łacinie lub w innym języku obcym uważane były za cioty (Płowce). W Ruszkowie mawiano, że cioty wysiadują na jajkach w gnieździe na drzewie, żeby głód i nieurodzaj sprowadzić. W lesie we wsi Chrustowo na dębię, czarownica miała jaja gęsie.

„Widziano jak czarownica ta w postaci gęsi odlatywała ode wsi do boru na gniazdo swoje. Strzelec w boru myśląc, ze to prosta gęś, strzelił do niej gdy zerwała w powietrze, lecz chybił; a chybiali i drudzy. Po kilku dopiero dniach domyśliwszy się z kim ma do czynienia i nabiwszy strzelbę guzikiem srebrnym, postrzelił ją w skrzydło. Postrzelona zerwała się z gniazda i spadła o parę staj stamtąd w len (na gruncie wsi Zakrzewa). Strzelec, gdy się do niej zbliżył, ujrzał nie gęś ale babę z postrzeloną ręką, z której krew ciekła. Zaczepił ją, pytając coby tu robiła i coby jej się w rękę stało? A ona mu na to odrzekła: że dziabnęła sierpem, wyrzynając łopuchę (zielsko0 ze lnu. Ale sierpa wcale nie miała w ręku i wcale go tam nie było. Strzelec też nie głupi, oszukać się nie dał, a poznawszy, że to ciota, babę zagnał do Urzędu, do wytłumaczenia się z tego czem się zatrudniała. Wyjęto potem gniazda trzy pozostałe w niem jaj, i takowe we wsi roztłuczono. W jednem jaju znaleziono krew (wojnę), w drugim grad (nieurodzaj), a w trzecim deszcz (zalew). Czarownicę oćwiczono rózgami.” – opowieść z bachorny, wsi Bodzanów.

We wsi Święte pod lasem zauważano na trawniku wydeptane jakieś koła mniejsze i większe, które nie zarastały, lub pożółkły tylko trawą. Uważano, że to kręgi przez cioty wydeptane, które w tańcu w kółko się kręciły i koła owe zakreślały.

„Co czwartek zjeżdżają się czarownice za stodołę i wytańcują tam zawsze koła czyli okrągłe znaki, które po tej ścieżce gdzie biegły, trawą nie zarastają. Ażeby się tam dostać, baba smaruje się maścią pod pachą i kominem wyleci, a na miejscu swojem zostawi przy chłopie miotłę za żonę; sma zaś tańcuje w najlepsze z drugiemi ciotami, które się tam zewsząd pozlatywały. A jeśli daleką ma podróż do miejsca zebrania, to napotkawszy w drodze chłopa, przemienia go w konia za posmarowaniem ową maścią, wsiada na niego i jedzie dalej, aż na samo miejsce. Stolarz z Radziejowa Lejzerowicz wszedłszy przypadkiem do jednej chałupy, ujrzał jak bab po pozostawieniu w łóżku miotły, wysmarowała się maścią ze słoika i smyrhnęła kominem w górę. Stolarz spostrzegłszy, że maści nieco jeszcze w słoiku pozostało, z ciekawości i on się nią posmarował, i natychmiast wyleciał za babą przez komin. Gdy przybył na miejsce ich zebrania, został jak najlepiej przyjęty; cioty wenerowały go i częstowały tem co same jadły. A były to smaczne potrawy, które on jednak (ostrożny) nie jadł, ale do kieszeni chował. I dobrze zrobił, bo przyszedłszy z rana do domu, zamiast owych przysmaków znalazł w kieszeni końskie żemełki (odchody czyli bobki).” Opowieść z bachorny ze wsi Bodzanów to kolejna piękna strona mitologii kujawskiej.

Według podań cioty co czwartek jeździły na łyse góry i bezdroża. W wigilię św. Jana Chrzciciela (24 czerwca) zbierały się na Łysej Górze, gdzie odbywały walną biesiadę.

We wsi Ruszkowo opowiadano, że za czasów zaboru pruskiego, kasztelanowa (R.) sprowadzić kazała do dworu wielką liczbę bab ze swoich dóbr i sądziła je za czary. Spalono wówczas dziewięć kobiet żywcem w Konarzewie pod Kruszwicą, na środku pola. Widziano jak z popiołu po dwóch spalonych kobietach białe gołąbki wyleciały do góry. Uznano to, za znak że te dwie były niewinne.

Prócz ciot obawiano się również Zmory. Jeździła na kółkach od pługa, który skrzypił (nienasmarowany). Wylatywała z izby kominem, i gdy piszczało drzewo mokre paląc się na kominie, mówiono że to Zmora skwierczy, przeciskając się kominem. Podanie pochodzi ze wsi Święte i Konecka.

Dla dzieci groźne były Podziomki (mieszkające pod ziemią kobiety), które nieraz niewieście zręcznie zabierają dziecko, czasem z kołyski, a podsuwają swoje. Podanie powtarzano we wsi Więcałwice.

W szparach i w mysich norach (myszorach) ukrywają się Krosnalki, czyli ludzie mali, wielkości owadów. W księżycową noc wychodziły z ukrycia i biegały bawiąc się po izbach kujawskich. Nie byli szkodliwi dla ludzi ale jeśli ich przestraszyć mogli zamienić się w olbrzymów – podawali gniewkowianie.

Babok jest również częścią mitologii kujawskiej. Babokiem straszono dzieci płaczące. Jak podają mieszkańcy wsi Nieszawa i Brześć Babok jest demonem nocy i ciemności budził strach u ludzi. Mieszkał w cieniu drzew, wierzono że jest niewidzialny. Dzieci były jego ulubionymi ofiarami, straszył je nocą budząc u maluchów koszmary. Światło odstraszało Baboka, zostawiano zapaloną świecę. Demona przyciągał zły nastrój w domu.



Opracowanie Bartłomiej Grabowski, źródło Materiały do etnografii słowiańskiej, Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce, Oskar Kolberg, seria III, Kujawy cz. I, Warszawa 1867.








































wtorek, 24 lutego 2026

Historia kruszwickich Żydów XIX - XX w.

XIX wiek obfitował w wydarzenia polityczne, które nie sprzyjały rozwojowi liczebności ludności w Kruszwicy. Był to czas wojenny, począwszy od 1794 r., aż do Powstania Wielkopolskiego (1918/1919), mieszkańcy walczyli o swoje prawa i niepodległość. W ciągu 100 lat liczba mieszkańców w tym okresie wzrosła, z 57 do 2937. Największy przyrost ludności w Kruszwicy zanotowano w latach 1880 -1900. Miało to związek z uprzemysłowieniem miasta, w szczególności z uruchomieniem w Kruszwicy cukrowni.

W początkach XVII w. w Kruszwicy mieszkał żydowski rzeźnik. Jednak większa grupa Żydów pojawiła się w mieście dopiero około 1810–1811 r. W 1812 r. było ich 11. W kolejnych latach żydowska społeczność powoli się rozrastała.

Osiedleni w Kruszwicy Żydzi mieli od 1826 r. własną gminę na prawach korporacji. Najprawdopodobniej w końcu lat dwudziestych lub początkach trzydziestych XIX w. powstała więc samodzielna gmina. Jej statut zatwierdzono 13 kwietnia 1834 r. Do tego czasu społeczność żydowska w Kruszwicy należała do gminy żydowskiej w Inowrocławiu. Względy finansowe spowodowały, że władze gminy kruszwickiej zwróciły się w 1839 r. do gminy w Inowrocławiu z wnioskiem o ponowne przyłączenie. Sprawa nie została jednak sfinalizowana. Gmina w 1858 r. liczyła 194 osoby, w 1907 — 91. W jej granicach znajdowało się, obok Kruszwicy, dziewięć okolicznych wsi, położonych w obrębie wójtostw Kruszwica i Chełmce.


W 1858 r. w Kruszwicy wybudowano synagogę (ul. Poznańska). Lekcje religii prowadził kantor Marcus Caro (w 1907 r. — 5 uczniów). Na przełomie XIX i XX w. gminą kierowali: H. Cohn, A. Michaeli, dr Aronsfeld.

Synagoga w Kruszwicy mieściła się przy ul. Poznańskiej (dawniej nr 4, dziś 8). Z zestawienia majątku Gminy Żydowskiej w Kruszwicy z 31 lipca 1930 r. możemy dowiedzieć się, że wartość budynku szacowano wówczas na 5000 zł, a jego stan oceniano jako dobry, po przeprowadzonym kilka lat wcześniej remoncie. Oprócz bożnicy mieściły się w tym budynku pomieszczenia mieszkalne oraz chlewy. Przed włączeniem gminy żydowskiej w Kruszwicy do gminy żydowskiej w Inowrocławiu sporządzono spis majątku ruchomego.

Znalazły się w nim takie przedmioty jak: 2 rodały w dobrym stanie (400 zł), 3 rodały wadliwe (150 zł), 1 srebrny puklerz do rodału (50 zł), 3 jady (15 zł), 1 kielich (5 zł), 4 lichtarze mosiężne (10 zł), 4 lichtarze mosiężne korony (25 zł), 3 korony gazowe mosiężne (15 zł), 1 lampa gazowa (3 zł), 1 zegar ścienny (20 zł), 2 talerze mosiężne ścienne (10 zł), 1 umywalnia (3 zł), 3 ręczniki (3 zł), 14 ławek (42 zł), 2 krzesła (10 zł), 1 klęcznik (3 zł), 1 dywan (5 zł), 1 chodnik (3 zł), 2 spluwaczki emaliowane (2,5 zł), 15 kart do rodałów (1,5 zł), 1 mosiężna puszka na datki (0,25 zł), 8 zasłon do arki przymierza (24 zł), 6 małych zasłon do arki przymierza (6 zł), 4 wielkie obrusy do ołtarza (20 zł), 9 małych obrusów do ołtarza (9 zł), 11 płaszczów do rodałów (22 zł), 1 klęcznik (0,50 zł) i 1 szafka do akt (5 zł). Budynek synagogi został zburzony przez Niemców podczas II wojny światowej.

W 1863 r. gmina żydowska w Kruszwicy liczyła 23 członków z samego miasta oraz 19 członków z okolicy. Dla stworzenia lepszych warunków rozwijającej się gminie żydowskiej zakupiono nieruchomość, którą przebudowano na synagogę. Do synagogi należał także grunt na obszarze 3 mórg. W 1877 r. korporacja żydowska powołała towarzystwo wzajemnego popierania się na wypadek choroby, śmierci oraz dla pielęgnowania ciężko chorych.

Po 1920 r. większość mieszkańców wyjechała do Niemiec. Kruszwiccy Żydzi parali się głównie kupiectwem. W 1939 r. handlem zajmowali się: Fiszel Engel, Jochna Feldmann, Nastka Feldmann, Mojżesz Grojnowski, Szlamowicz, M. Paździerski, Salo Pieterkowski, Sajda Radziejewska. W 1921 r. gmina liczyła 25 osób, w 1923 — 22, w 1925 — 35, w 1932 — 19.

Od maja 1920 r. gminą kierowali: dr Heimenn Aronsfeld (przewodniczący, pełnił także funkcję rabina), Emil Seelig, Caezar Freudenthal, zastępcy: Eliasz Witkowski, Salo Pieterkowski. Z tego składu w 1923 r. pozostali w zarządzie: H. Aronsfeld i S. Pieterkowski. Przewodniczący gminy w 1923 r. wyjechał do Niemiec. Aby zapewnić pozostałym członkom możliwość korzystania z instytucji gminnych i uchronić jej majątek przed przejęciem przez skarb państwa, zarząd zawarł z przedstawicielami gminy inowrocławskiej L. Levy’m i Baruchem Wienerem akt dzierżawy (obowiązujący do 1 lipca 1948 r.) synagogi, domu mieszkalnego i cmentarza. W 1932 r. umowę rozwiązano, a nieruchomości włączono do zasobów gminy żydowskiej w Inowrocławiu.


Po ograniczeniu autonomii na rzecz Inowrocławia gmina kruszwicka zaczęła pogrążać się w chaosie finansowym i administracyjnym. Nie pracował żaden urzędnik gminny, religii indywidualnie nauczali rodzice. Symbolem upadku było zrzeczenie się przewodniczenia gminie przez S. Pieterkowskiego, który przekazał obowiązki 30 lipca 1925 r. Bercie Unger. W latach 1924–1929 prowadzono gospodarką pozabudżetową. Członkowie gminy wszelkie koszty pokrywali z dobrowolnych składek.

Od 1928 r. zaczęły odżywać tendencje do usamodzielnienia się gminy i wyłonienia nowego zarządu. Znaleźli się w nim: Joel Dawid Rachwalski (wyprowadził się, zastąpił go jako przewodniczący S. Pieterkowski), Chil Majer Paździerski, Louis Myrants, zastępcy: Maurycy Wilczyński, Menachem Feldman. Komisarzem Gminy Żydowskiej 15 marca 1932 r. został burmistrz Kruszwicy. Przygotował, ostatnie przed włączeniem do gminy w Inowrocławiu, wybory do zarządu gminy, które przeprowadzono w dniu 12 października 1932 roku. Wybrano: Chila Majera Paździerskiego (przewodniczący), Moszka Feldmana, Jeszue Feldmana. Majątek gminy tworzyły: synagoga z przyległymi przybudówkami (ul. Poznańska 4). Jej wartość w 1930 r. szacowano na 5000 zł, a wyposażenie na 300 zł. W sąsiedztwie synagogi znajdował się dom mieszkalny, gdzie mieścił się dom modlitw (ul. Poznańska 18) o wartości 10 000 zł. Przy ul. Fabrycznej umiejscowiony był cmentarz o powierzchni 1,5 morgi z przyległym ogrodem (600 zł).

Obsługę religijną w latach trzydziestych zapewniali przyjeżdżający z Inowrocławia kantor i rzezak Szlingenbaum, rabini: Jakub Kohn (do 1933) i Stanisław Simon (od 1935). W grudniu 1937 r. miały miejsce przypadki bojkotu żydowskich firm.

W początkach listopada 1939 r. po wielu przygotowaniach ruszyła centralnie kierowana akcja wysiedleńcza związana z osadzeniem na ziemiach wcielonych do Rzeszy Niemców etnicznych. W jej interesie Himmler jako komisarz Rzeszy dla umocnienia niemczyzny wydał rozporządzenie zabraniające dalszych wysiedleń „dzikich”. Odpowiednie akapity, zarządzenia 1/II z 30 października 1939 r. wydanego przez komisarza Rzeszy brzmiały następująco: wysiedleń należy z dawnych, obecnie niemieckich prowincji i terenów Rzeszy wszystkich Żydów; z prowincji Prusy Zachodnie wszystkich Polaków z Kongresówki; z prowincji Poznań, Prusy Południowe i Prusy Wschodnie oraz Wschodni Górny Śląsk szczególnie wrogo usposobione elementy spośród ludności polskiej.

W 1939 r. większość Żydów uciekła z miasta przed wkroczeniem wojsk niemieckich. W okolicach Kruszwicy znalazła się we wrześniu, październiku i listopadzie 1939 r. grupa Żydów m.in. z Inowrocławia i być może pojedynczy miejscowi Żydzi. Większość Niemcy wymordowali w pobliskich Łagiewnikach, Przedbojewicach i Różniatach. Synagogę kruszwicką zburzono na przełomie 1939 i 1940 r.

Na terenie Kruszwicy, podobnie jak w Janikowie, powstał obóz pracy dla ludności żydowskiej. Przeciętny stan zaludnienia obozu liczył 120 osób. Był to obóz przejściowy, istniał od około 2 listopada 1942 r., do 27 kwietnia 1943 r., czyli do czasu kiedy zostały wykonane wyznaczone przez Niemców prace na terenie Kruszwicy. Więźniowie otrzymywali za pracę chleb i czarną kawę, czasem cienką zupę. Racje żywnościowe nie mogły zaspokoić głodu, więźniów głodzono. Po zamknięciu obozu Niemcy zlikwidowali część więźniów niezdolnych do dalszej pracy, część z nich zamordowano w okolicznych lasach, a resztę wywieziono do obozów koncentracyjnych w Dachau, Mauthausen i innych oraz do obozu pracy w Rudau koło Królewca.

CMENTARZ


Na zachód od Kolegiaty kruszwickiej, w miejscu, gdzie dziś funkcjonuje cukrownia niegdyś położony był cmentarz żydowski. Cmentarz zaczynał się na skrzyżowaniu ul. Ziemowita, Przybyszewskiego i Powstańców Wielkopolskich i rozciągał się w kierunku Gopła (wzdłuż dzisiejszego muru cukrowniczego na ul. Ziemowita). Cmentarz powstał około 1839 r., powierzchnia sięgała około 0,15 ha, w prostokącie. Obiekt przestał działać w czasie II wojny światowej, jednak całkowita likwidacja miała miejsce w latach 60tych, w czasie rozbudowy infrastruktury cukrowni.

KRUSZWICKA SYNAGOGA PRZY ULICY POZNAŃSKIEJ


Synagoga została zbudowana w 1858 r. w stylu klasycyzmu. Obiekt usytuowany był wzdłuż pierzei ulicznej - Poznańska 4. Założony na planie prostokąta. Budynek był murowany, tynkowany, niepodpiwniczony. Parterowy z poddaszem użytkowym. Więźba drewniana krokwiowo-jętkowa ze stolcami. Elewacja frontowa z drzwiami po środku i czterema drewnianymi oknami. Dach na przestrzał, komin "babula". Zbudowany jako świątynia - Synagoga, dla mieszkańców Kruszwicy wyznania Mojżeszowego. Podobne pod względem architektonicznym budowle powstały w tym okresie na ul. Rybackiej i Niepodległości.

Przy świątyni znajdował się także budynek mieszkalny z salą modlitw oraz budynki gospodarcze: rzeźnia i stajnia. Religi nauczał kantor Marcus Caro. Cmentarz znajdował się w innej części Kruszwicy, przy ul. Fabrycznej, dziś częściowo teren Cukrowni. Miejsce pochówku było ogrodzone. W okresie międzywojennym liczba kruszwickich Żydów uległa zmniejszeniu na skutek wyjazdu mieszkańców z miasta. W latach trzydziestych XX w. zaledwie kilkunastu wiernych deklarowało przynależność do gminy kruszwickiej. Przed wybuchem II wojny światowej wiernych było jeszcze mniej. Synagoga została spalona przez okupanta niemieckiego pod koniec 1939 r., a jej zgliszcza rozebrane w następnym roku. Nie zachował się także cmentarz. Świątynia w Kruszwicy przestała istnieć i nie została już odbudowana.





Opracowanie B. Grabowski, źródła: Guldon Z., Żydzi w miastach kujawskich w XVI–XVIII wieku, „Ziemia Kujawska” 1993, t. 9. Heppner A., Herzberg I., Aus Vergangenheit und Gegenwart der Juden in den Posener Landen, Koschmin – Bromberg 1904–1908, Kawski T., Gminy żydowskie pogranicza Wielkopolski, Mazowsza i Pomorza w latach 1918–1942, Toruń 2007, Kawski T., Społeczność żydowska na pograniczu kujawsko-wielkopolskim w XX wieku, [w:] Z dziejów pogranicza kujawsko-wielkopolskiego. Zbiór studiów, red. D. Karczewski, Strzelno 2007, ss. 161–187, Łaszkiewicz T., Z dziejów Żydów na Kujawach Zachodnich w okresie międzywojennym, [w:]Albert Abraham Michelson, noblista z Kujaw. Studia i materiały, red. D. Kurzawa, Strzelno 2007, ss. 62–70, W. Jastrzębski, T. Jaszowski, Potulice oskarżają, Bydgoszcz 1968.


poniedziałek, 23 lutego 2026

Tradycyjne potrawy kujawskie

Region Kujawski obfituje w lasy i jeziora, dlatego ryby, grzyby i jagody były tu serwowane w wielu smakowych kompozycjach. Na stołach Kujawian gościły rośliny strączkowe, kapusta, kasze oraz dania z mąki, m.in. różnego rodzaju kluski: szkaplerze (kluski rwane), kluseczki gryczane, kopytka, kładzione, kulane, przecierane, ziemniaczane z serem i wiele innych. Czarnina (zupa z kaczą krwią) była najpopularniejszą z dań. Pachniała ziołami, miała słodko - kwaśny smak, serwowana z golcami (ziemniaczanymi kluseczkami) zachwyca najwybredniejszych smakoszy.


Gzik, żur, prażucha to tradycyjne dania kuchni kujawskiej.

Dziewiętnastowieczny etnograf Oskar Kolberg opisał dzienne chłopskie menu na Kujawach:

„Na śniadanie żur z kartoflami lub chlebem (…) Polewka z serwatką i kaszą. Żur robi się z ukwaszonej mąki żytniej (razowej) w wodzie i zaklepany bywa mąką cieńszą żytnią pytlową. Obiad złożony zwykle z dwóch potraw. Są niemi pospolicie wybrane z następujących, jak: kapusta kwaszona z utartym grochem; kluski rżane (żytnie podługowate) ze słoniną lub nabiałem; kartofle (pantówki) ze zsiadłym mlekiem; mięso (we święto a często i we dnie powszednie); różne jarzyny, jak brukiew, marchew i buraki. Kartofle wczesne, modre pod skórką wierzchnią, zowią się siwki, inaczej modrzaki, pyrzaki. Na podwieczorek jadają chleb z gzikiem (twarogiem ze szczypiorkiem i mlekiem) albo z jajecznicą, lub chleb z masłem albo i serem. Wytrzeszczaj zowie się serek mały okrągły i mocno spłaszczony, na kształt macy. Na kolację idzie: bania rozgotowana, zalana mlekiem i zasypana zacierkami z żytniej mąki, tudzież kartofle. Gdy wieprza lub barana zabiją (najczęściej przed ucztą jaką lub weselem), mają wieprzowinę, kiełbasę, szynkę i skopowinę. Lubią także czerninę, mianowicie z gęsi i prosiąt, między innemi jadają czerninę z królików”.

Popularną zupą była czernina z golcami, o charakterystycznym słodko-kwaśnym smaku. Robiona z krwi gęsiej lub kaczej oraz suszonych owoców i ziół. Podawana z kluskami ziemniaczanymi.

Kujawski biały barszcz swój kwaśny smak zawdzięczał nie tylko żytniemu zakwasowi, ale także dodatkowi soku z kiszonej kapusty. Był częstym bywalcem Kujawskich stołów.

Zacierka kraszona, zupa z kluseczek gotowanych z ziemniakami i okraszonych smażoną cebulą to przykład prostej ludowej kuchni. Ze względu na łatwość dostępnych produktów podawano ją dość często.

Krupnik kujawski wyróżnia się dodatkiem leśnych grzybów, a żurek aromatem wywaru z gotowanej szynki i białej kiełbasy. Obie zupy do dziś podawane są na Kujawach.

Powszechna na Kujawach była także kwaskowa i aromatyczna, wzbogacona cynamonem i śmietanką zupa z rabarbaru.

Na Kujawskim stole tradycyjne były gołąbki po kujawsku, przyrządzane na kwaśno w sosie żurkowym, ryba po toruńsku w warzywnym sosie z ciemnym piwem, korzennymi przyprawami, piernikiem i miodem oraz słodko-kwaśne śledzie z duszonymi jabłkami i sosem pomidorowym.

Do prostych potraw zaliczają się klapacze — kujawskie placki ziemniaczane i kładzione kluski z surowych ziemniaków, zagęszczonych żytnią mąką.

Wśród wypieków prym wiodą pierniki oraz różne ciasta drożdżowe. Trudno wyobrazić sobie bardziej kujawski deser niż toruński piernik. Bogactwo jego smaku i aromatu powstaje według receptury, mającej ponad siedemset lat. Odmianą piernika był brukowiec, przełożony powidłami z widocznymi na wierzchu kulkami z ciasta piernikowego.

Wypieka się też na Kujawach grzybowniczki - bułeczki drożdżowe z farszem z grzybów leśnych. Mace borowiackie z kapustą i grzybami wytwarzane były z resztek ciasta chlebowego, wypiekano też rogaliki barcińskie podobne do wielkopolskich rogali marcińskich. Piecze się je z maślanego ciasta wypełnionego migdałowym nadzieniem. Wśród kujawskich deserów znajduje się także piegowaty krem makowy.

Przy szczególnych okazjach na stołach pojawiają się specjalne potrawy. Na Boże Narodzenie miodowe pierniki i nalewki, a w Wigilię podawane były między innymi: smażony karp w zalewie octowej, kluski z makiem i zupa z suszonych śliwek. Tej zupy nie jadało się w żaden inny dzień roku.

Na Wielkanoc nie brakowało zabraknąć szynki z kością, która najpierw była pieczona na rożnie, a następnie zaparzana. Wielkanocne słodkości to kujawiok, czyli żółta, miękka i pulchna drożdżowa babka przyrządzona z dużą ilością jajek. Kujawiok posypany był cukrem pudrem lub polany białym lukrem. Babce towarzyszył mazurek orzechowy — jedno z najpopularniejszych ciast goszczących na stołach w trakcie Wielkanocy.

Z kolei na weselach do dziś podawany jest rosół z baraniny z gotowaną fasolą i rzadziej grzybowniczki, a także groch z kapustą.

Badania terenowe współczesnych etnografów odkryły kolejne ciekawe receptury. Na kujawskiej wsi w porze obiadu jadano różne rodzaje polewek, kosztowano też zacierki na dyni przyprawianej śmietaną, solą lub cukrem z rwanymi kluseczkami. Popularna była kartoflanka z maślanką lub kwaśną śmietaną zaciągnięta mąką. Jadano także zupę zwaną „dziadem”. Składnikami „dziada” były: dwie marchewki, tyle samo pietruszki oraz dwie małe główki białej kapusty, 2-3 łyżki kaszy, 2-3 łyżki ryżu, kość i łyżka śmietany. Wszystko razem gotowano i doprawiano do smaku solą.

Ciekawym daniem był „kiszczok” przygotowywany na wywarze po ugotowanej kaszance. Dodawano do niego zakwas i razem gotowano, podawano z ziemniakami gotowanymi w łupinach. „Rosopitka” to danie z mleczy śledzi, jadano ją z ziemniakami w mundurkach lub płatami śledzi.

Popularnym i prostym daniem była „prażucha”, której głównym składnikiem były gotowane bez soli ziemniaki. Pod koniec gotowania dodawano cztery płaskie łyżki mąki i odstawiano na 10 minut, a następnie znowu chwilę gotowano. Ziemniaki tłuczono na jednolitą masę. Wyłożoną na talerz porcję, polewano śmietaną i obkładano podsmażonymi na złoto plastrami boczku. Danie popijano zimnym mlekiem.

Marchew krychaną (tłuczoną) jadano w wielu odsłonach, prezentujemy wersję postną: kilogram marchwi gotowano z dwoma łyżkami masła i solą w niewielkiej ilości wody. Solidnie utłuczoną marchew, podawano z kluskami ziemniaczanymi.

Rozwinięta sieć rzeczna oraz liczne i bogato zarybione stawy i jeziora pozwalały mieszkańcom kujawskich wsi na pozyskiwanie ryb przez cały rok, zimą łowiono je w przeręblach. Zajadano się płociami, okoniami, linami, leszczami, boleniami, karasiami, szczupakami, bączkami i sielawami, co ważne można je było łowić za darmo. Dzięki spławnej Wiśle, Kujawianie mieli także dostęp do ryb morskich, jednak mieszkańcy wsi rzadko je jadali. Także dziś sztandarowym daniem na Kujawach jest pachnąca korzennymi przyprawami „ryba po toruńsku”. Masło rozgrzewamy na patelni i podsmażamy na nim cebulę i marchew, wlewamy ciemne piwo, doprawiamy wywar solą, cukrem, pieprzem oraz goździkami. Dodajemy filety i dusimy je pod przykryciem na małym ogniu przez 10 minut. Następnie filety wyjmujemy, a do wywaru dodajemy pokruszony piernik.

Będąc na Kujawach koniecznie należy skosztować „klapaczy” (kujawskiej wersji placków ziemniaczanych z pieca), babki ziemniaczanej zwanej „pirzokiem” oraz gęsine.

Po upieczeniu chleba na ściankach dzieży często zostawało ciasto. Gospodynie skrupulatnie je zbierały i piekły podpłomyki, na Kujawach zwane były „wychopieńkami”. Czasem posypywano je przyprawami lub grubą solą. Gospodynie mogły też wkładać do środka cebulę, masło lub miód. Podpłomykami częstowano najpierw sąsiadów, a potem własną rodzinę.

Innym rodzajem pieczywa były „kujawioki”, pszenne bułeczki bez cukru na drożdżach. Krojono je w plastry i suszono w piecu chlebowym. Suchary przechowywano w płóciennym woreczku, były potem dodatkiem do różnych potraw.

Peklowanie i wędzenie: Mięso gęsi lub jej poszczególne części od wieków traktowano jako produkt "na zimę". Historyczne opisy mówią np.: "w soli, wędzone, przechowywane pod lodem aż do wiosny". Dzięki temu można było cieszyć się jego smakiem przez długi czas.

W kuchni tradycyjnej nie marnowano niczego. Podroby gęsie znajdowały zastosowanie w aromatycznych pasztetach, farszach i innych daniach. Tatar z gęsi: Tutaj najważniejsza jest jakość mięsa. Tatar z gęsi to doskonały sposób, by podkreślić jego wyjątkowy smak i delikatną strukturę. Tłuszcz gęsi: Idealny do smażenia i jako dodatek wzbogacający aromat potraw. Jego zastosowanie w kuchni tradycyjnej jest nieocenione. Nadzienia i farsze: Mięsa gęsi często używano do nadziewania jabłek, śliwek czy grochu, ale także jako farszu do pierogów czy gołąbków. Dzięki temu potrawy zyskiwały głębię smaku i sycącą wartość.





Źródła: Antyborzec E.: Monografie regionalne Oskara Kolberga. Założenia i realizacja, Poznań, 2015; Bielawski L., Dadak-Kozicka K., Lesień-Płachecka K. (red.): Oskar Kolberg. Prekursor antropologii kultury, Warszawa 1995; Kapełuś H., Krzyżanowski J. (red.): Dzieje folklorystyki polskiej 1864–1918, Warszawa 1982; Oskar Kolberg dzieła wybrane.












sobota, 21 lutego 2026

Wspomnienia Stanisławy Becińskiej - Kujawskie Wesele

„Wspomnienia” Stanisławy Becińskiej, wprowadzające w atmosferę kujawskich godów weselnych od 1908 r. do lat osiemdziesiątych naszego wieku.


„Po 80 latach z przyjemnością wspominam wesela, które dawniej odbywały się na Kujawach. Potrawy były zwyczajne, skromne, podawane na glinianych miskach. Przepięknym zwyczajem było stawianie „goika” przed panną młodą, którą sadzono w narożniku pokoju twarzą na wschód słońca, żeby długo żyła i była szczęśliwa. Szkoda, że ten zwyczaj zaginął.

Miałam 5 lat. Moi rodzice jechali na wesele do brata matki i mnie ze sobą zabrali. Było dużo gości, ale mnie nic nie interesowało tylko „goik” przybrany na kolorowo, obwieszony piernikami, świeczkami i różnymi ozdobami. Pytałam matkę, dlaczego go postawiono. Wytłumaczyła mi, że jak będą czepić pannę młodą, to ją nim zastawią, żeby pan młody nie widział, i będą śpiewać ładną piosenkę o tym „goiku” i że po czepieniu pan młody przeskoczy przez stół. Gdy to uczynił i wyszczerbił talerz, wszyscy się śmiali, a ja się zlękłam zaczęłam płakać i usunęłam. Obudziłam się w swoim domu. Żal mi było tego wszystkiego, co na „goiku” wisiało.

Gdy miała 15 lat, byłam zaproszona na wesele ciotecznej siostry do Płowiec jako starsza druhna. Muzykantów było trzech: skrzypce, klarnet i basy. Każdemu kto przychodził czy przyjeżdżał grali marsza. Na śniadanie był chleb, kiszka i mleczna kawa. Potem druhny przypięły sobie białe kokardy do warkoczy i swoim drużbom, z którymi miały być w parach w kościele, też taką do wykładu marynarki. Przywiązano też wstążki muzykantom do instrumentów i fornalom do batów. Przed odjazdem do kościoła drużba poświęcił państwo młodych i gości.

Młoda para pojechała bryczką, a goście wozami, bo to było wesele włościańskie. Ślub był na sumie w Witowie. Byli na nim dziedzice z Płowiec, p. Biesiekierscy.

Po przyjeździe z kościoła kucharki powitały nowożeńców chlebem i solą, muzykanci grali marsza, a goście tańczyli przed domem, bo w mieszkaniach szykowali do obiadu. Podano rosół z kluskami, mięso, ziemniaki, kapustę z fasolą, chleb i butelkę z gorzałką. Osoby siedzące przy stole piły jednym kieliszkiem. Były tylko widelce. Po obiedzie wyniesiono stoły i wszyscy tańczyli. Mój drużba stanął przed muzykantami i zaśpiewał kujawiaka, którego oni zagrali. Po przetańczeniu inne pary stawały przed nimi i śpiewali na przemian drużbowie z druhnami. Tak się bawili aż do dużego obiadu, który kucharki szykowały na godzinę 12 w nocy.

Na obiad był barszcz z czerwonych buraczków z ziemniaczanymi kluskami, mięso wieprzowe i z drobiu, chleb, kapusta. Starszy drużba nalał gorzałki w kieliszek i wygłosił mowę do wódki. Wypił ją i po kolei wszystkich nią częstował. Zaczynały się oczepiny. Teściowa i chrzestna, odpinając wianek, na przemian śpiewały, a muzykanci każdą zwrotkę odgrywali.

Potem panna młoda tańczyła po kolei ze wszystkimi ze i każdy kładł na talerz pieniądze na wiano dla młodej pary. Na weselach gospodarskich nie zbierano ich, gdyż uważano, że to nie honor. Dawniej nie było w modzie przywożenie prezentów dla nowożeńców.

Na śniadanie był barszcz, kiełbasa, mięso, chleb, wódka i kiszka. Po śniadaniu goście odjeżdżali do domu. Niektórzy podochoceni trunkami płatali figle.

Wesela na Kujawach były różne: gospodarskie, włościańskie i służby dworskiej. Byłam u włodarza w Kwilnie. Ślub był na sumie. Goście wsiedli na wozy w 4 konie zaprzężone. Gdy dojeżdżaliśmy do granicy drugiego majątku, konie stanęły, bo fornal „zgubił” bat. Musieliśmy się złożyć na nowy. Wtedy bat się znalazł i pojechaliśmy do kościoła.

Potrawy były podobne jak na weselu włościańskim: rosół, mięso, kiełbasa, ziemniaki, gorzałka. Ściągnięty pannie młodej bucik musiał jej mąż wykupić pół litrem wódki.

Rano udano się przed dwór i tańczono. Właściciele folwarku się przyglądali, następnie dali młodym na wiano. Sprzed dworu wróciliśmy do domu weselnego.

Teraz wesela są huczne, bogatsze w jedzenie, niż w dawniejszych latach, ale piosenek tyle nie śpiewają, a i tańce nie takie jak dawniej. Atmosferę tamtych wesel pamiętają tylko starsi ludzie.”


tekst Adam Beciński



Tekst w „Weselu na Kujawach" (F. Beciński, Włocławek 1996) pięknie opisuje zwyczaj Kujawski związany z obrzędem weselnym, potrawy jakie jadano, w jaki sposób bawili się goście zarówno na wsi jak i dworach. Zawiera istotne dla etnografii i historiografii elementy folkloru kujawskiego, który dziś jest już rzadkością.

piątek, 20 lutego 2026

Wzgórze Prokopiaka na Kujawach - osadnictwo liczące tysiące lat

Wzgórze Prokopiaka nazwa niekiedy nic nie mówi, chociaż brzmi bardzo tajemniczo i rozbudza wyobraźnie. Czym właściwie jest owo Wzgórze?

To wzniesienie w łańcuchu Pagórków Radziejowskich na Wysoczyźnie Kujawskiej, położonej w miejscowości Opatowice, czyli na Kujawach, bowiem w gminie Radziejów. Dla archeologi kujawskiej jest to jedno z najważniejszych stanowisk badań. Pracowali w tym miejscu archeolodzy z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Wzgórze jest częścią unikalnego krajobrazu morenowego, który w przeszłości był intensywnie wykorzystywany osadniczo i sakralnie.

Co wyróżnia to miejsce od innych Kujawskich stanowisk archeologicznych? Odpowiedź jest prosta, znaleziska. Podczas wykopalisk odkryto tam groby z okresu protobrązu, wyroby z bursztynu oraz ceramikę kultury pucharów lejkowatych. Był to ważny ośrodek rytualny w pradziejach, wzgórze pełniło funkcję ośrodka kultowego i miejsca kontaktów międzygrupowych.

Wyniki wieloletnich badań prowadzonych na tych terenach zostały opisane w wielotomowej monografii naukowej pt. „Opatowice. Wzgórze Prokopiaka” pod red. prof. Aleksandra Kośko i Marzeny Szmyt.


Tabela zestawienia dat C14, A. Kośko, M. Szmyt, M. F. Pazdur

Wzgórze Prokopiaka to obszar, który w epoce neolitu (4 tys. - 3 tys. lat p.n.e.) stanowił więc centrum ośrodka osadniczego i obrzędowego ludności kultury pucharów lejkowatych i kultury amfor kulistych. Zasiedlenie w okolicach Radziejowa można zaobserwować też w późniejszych epokach: brązu (2,2 tys. lat p.n.e. – VII w. p.n.e.), okresie lateńskim (V w. p.n.e. – pocz. I w. p.n.e.) i okresie wpływów rzymskich (pocz. I w. n.e. – IV w. n.e.). Osady przenosili ludzie na wschodnią stronę Pagórków Radziejowsko-Opotowickich, tworząc tam cmentarzyska.

Badania nadal trwają, nie zostały zakończone. Dlatego należy ostrożnie podchodzić do tworzenia wniosków płynących z odkrycia. Jednakże nie ma wątpliwości co do tego, że na Kujawach żyli ludzie tysiące lat temu. Zakładali osady, żyli na tej ziemi, polowali, łowili ryby, tworzyli broń, narzędzia i naczynia. Gdy umierali, byli chowani na cmentarzyskach.

Zaskakujące jest zestawienie dat C14 (węglowych), datowania wieku kalibrowanego BC sięgają 5250-4988 p.n.e. W Opatowicach mamy do czynienia z ludnością kultury amfor kulistych, ceramiki wstęgowej rytej, późnej ceramiki wstęgowej, pucharów lejkowatych i kultury łużyckiej. Wzgórze 

Prokopiaka to skarb Kujaw, wartości historycznej i archeologicznej, której nie da się oszacować. Do ciekawszych znalezisk stanowiska należą: bębenek gliniany z pochówku zwierzęcego z Opatowic, kultury amfor kulistych, późny neolit ok. 3500-3000 p.n.e. znajdujący się w zbiorach Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi, a także amfora z obiektu kultowego z Radziejowa, kultura pucharów lejkowatych, późny neolit, ok. 3500-3000 p.n.e. również w zbiorach MAE w Łodzi.



Oprac. Bartłomiej Grabowski, źródła: L. Czerniak, Wczesny i środkowy okres neolitu na Kujawach, Poznań 1994; D. Karczewski, Radziejów na Piastowskim Szlaku, Informator turystyczny, Radziejów 2015, s. 5-7; A. Kośko, Udział południowo-wschodnioeuropejskich wzorców kulturowych w rozwoju niżowych społeczeństw kultury pucharów lejkowatych, Poznań 1981; A. Kośko, M. Pazdur, Z badań nad kujawską skalą chronologii radiowęglowej kultur archeologicznych, z. 70, Geo. Nr 9, s. 17-25; M. Pazdur, Pobieranie, przygotowanie i opis próbek organicznych przeznaczonych do datowania metodą C14, Archeologia Poslki, t. XXIV-2, s.317-333; M. Stuiver, P. Reimer, Radiocarbon Calibration Program 1993, rev. 3.03, Rad., t. 35, s. 215-230; M. Szmyt, Łojewo, gm. Inowrocław, woj. Bydg., stan 35, osiedle z fazy wczesnowióreckiej kultury pucharów lejkowatych; Sprawozdania Archeologiczne, t. XLIV, s. 49-98.


piątek, 13 lutego 2026

Proces wyrobu chleba na Kujawach w średniowieczu

Na Kujawach jadano w średniowieczu chleb i to jest fakt. Wyrobienie chleba było procesem, który był czasochłonny i wymagał dłuższego nakładu pracy. Najpierw obsiewano pola ziarnem, ziarno kiełkowało i wzrastało w promieniach słońca. Czas żniw społeczność wiejska spędzała wspólnie na żęciu zbóż. Używano do tego sierpów. Po zwiezieniu zżęte zboże młócono na kilka sposobów. Na specjalnym klepisku, zwanym gumnem, rozkładano kłosy i oprowadzano woły, które swymi kopytami dokonywały wymłócenia ziaren. Metoda ta miała archaiczną chronologię i znana jest od czasów starożytności.



W XII w. zboże młócono cepem. Cep składał się z dwóch drągów połączonych ze sobą w ten sposób, by trzymając dłuższy drąg (dzierżak) i wprowadzając go w ruch, uruchamiano krótszy drąg (bijak), który z impetem uderzał w wyłożone na klepisku kłosy.

Ziarna zbóż mielono za pomocą kamieni żarnowych. Ich konstrukcja składała się z dwóch zasadniczych elementów. Okrągły i płaski kamień na dole był nieruchomy, zaś drugi, podobny kamień na górze wprowadzono w ruch obrotowy, następnie wsypywano pomiędzy nie ziarna i je mielono. Z tak przygotowanej mąki pieczono chleby w specjalnych piecach kopulastych. W wyniku prac archeologicznych odkryto wczesnośredniowieczne piece chlebowe w: Gdańsku, Gieczu, Opolu, Santoku, Budziszynie, Gródku koło Równego, Nowogradzie Wielkim, Lewym Hradcu. Prawie wszystkie piece zlokalizowane były poza domostwami – możliwe, że stanowiły własność wspólną i służyły wszystkim mieszkańcom grodu.

Piec z Santoku, datowany na X w. zbudowany był z kopuły o średnicy 2 m, budowa z gałęzi odpowiednio uformowanych oblepionych gliną. Od strony północnej znajdowały się dwa otwory, drzwi i otwór wentylacyjny. Dno pieca wyłożone było kamieniami i wyrównane gliną. Kopułę dla wzmocnienia obłożono wieńcem z kamieni.

Ziarno było również prażone. Prażnice to masywne płyty wykonane z gliny i uformowane w taki sposób, by posiadały ścianki uniemożliwiające wysypywanie się zgromadzonych wewnątrz ziaren. Można było prażyć na nich ziarna zbóż, które po takiej obróbce termicznej nadawały się do spożycia, jak również ziarna lnu, w celu uzyskania oleju. Przypuszcza się, że pieczono na nich placki tzw. podpłomyki.

Innym narzędziem do wytłaczania ziaren była stępa. Używano jej w celu oczyszczania ziaren prosa, czyli najchętniej uprawianej przez Kujawian rośliny. Jedną z metod przygotowania ziaren do spożycia było obtłukiwanie ich z plew, łusek i ości. Było kilka rodzajów stęp. Ta odnaleziona w Opolu była prymitywnego rodzaju: składała się z wydrążonego w pniu zagłębienia i tłuczka, którego ręcznie ubijano ziarna w celu uzyskania kaszy. Podobnie dwuręczną stępę odkryto w osadzie bagiennej z X-XI w. w Niestronnie. Składała się ona z długiego wałka, który zwężał się w kierunku tępo zakończonego końca, na środku wałka znajdowało się mocne zwężenie, służące za uchwyt. Mamy więc do czynienia ze stępą ręczną. Narzędzia wałkowate, które mogły być używane jako stępa, znamy z wykopalisk z Santoka, Wolina, Parsęka.

Znamy także stępę nożną, w tym przypadku obtłukiwano ziarna za pomocą narzędzia, które wprawiano w ruch nogami. Takie odnaleziono w Niestronie oraz Ostrowie Tumskim w Poznaniu. Węższy koniec stępy był wypuszczony między belki ściany domu konstrukcji zrębowej. Stępa ta składała się wiec z poziomo zainstalowanego bierwiona z wyżłobieniem do wsypywania ziarna i dwoma prostokątnymi wcięciami po bokach, które służyły do umieszczenia słupków pionowych. Na słupkach opierała się oś młotkowatego stępora, co na skutek wprowadzenia w ruch, powodowało jego podnoszenie się . W budynku na poznańskim Ostrowie Tumskim, gdzie archeolodzy odnaleźli stępę nożną, odkryto ziarna prosa, co może skazywać na uzyskanie przy jej użyciu kaszy jaglanej.




Oprac. B. Grabowski, źródła: G. Labuda, Zdzisław Stiebera, Słownik starożytności słowiańskich, tom V, s. 418; W. Hensel, Historia kultury materialnej dawnej Słowiańszczyzny, s. 39; R. Merski, Kuchnia dawnych Słowian, Wrocław 2022.







środa, 11 lutego 2026

Hodowla zwierząt na Kujawach w średniowieczu

Hodowla zwierząt w okresie średniowiecznym była głównym sposobem pozyskiwania mięsa i produktów pochodzenia zwierzęcego, jak na przykład skór, wełny czy mleka. Prawie na wszystkich stanowiskach archeologicznych z terenów Kujaw ilościowo dominuje bydło, na drugim miejscu była hodowla świń, a dalej owiec i kóz. Na terenie grodów parcele mieszkalne były małe i miały zwykle ok. 100 m2, a ponieważ stawiano na nich domy, to nie było możliwości chowu zwierząt na większą skalę. Bydło wypasano poza grodem, jednak kronikarze opisujący hodowle świń na Kujawach, słusznie porównują ją do wypasu bydła. Stada świń chętnie wypuszczano do lasów dębowych, gdzie mogły posilać się żołędziami. Na niektórych stanowiskach archeologicznych udało się zlokalizować nieduże zagrody dla zwierząt.


Ogółem Kujawianie z wczesnego średniowiecza (VI­­-XI wiek) jedli głównie wołowinę i wieprzowinę, a tylko z rzadka baraninę. Poza tym niemal na pewno sięgali po drób, ale drobne kosteczki kurczaków i gęsi mają małe szanse przetrwać pod ziemią. Wśród zwęglonego drewna i popiołu archeolodzy natrafiali też na kości końskie. Była to część zwierząt hodowlanych, które padły albo zostały oddane na rzeź. Polowano na dzikie konie, wciąż występujące w dużej liczbie w puszczach Słowiańszczyzny. Robiono to chętnie na przykład na ziemiach wschodniej Polski.

Kujawianie nie potrzebowali dla zwierząt tyle przestrzeni co rolnicy z późniejszych stuleci. Może i hodowano gatunki, których nazwy dzisiaj wydają się w pełni zrozumiałe, ale wcale nie wyglądały one tak jak inwentarz, który spotyka się w gospodarstwach w XXI stuleciu. Zarówno bydło, świnie, jak i konie z wczesnego średniowiecza były bardziej nawykłe do mrozów i do życia w naturze niż dzisiejszy inwentarz.

Bydło było mało masywne i krótkonogie, miało ciemne umaszczenie, krzyżowało się chyba jeszcze niekiedy z dzikimi turami, od których pochodziło. Nawet samce osiągały w kłębie, a więc w najwyższym punkcie grzbietu, zwykle tylko nieco ponad 100 centymetrów wysokości. Dzisiejsze buhaje są nawet o niemal połowę wyższe.

Konie były skarlałe, przypominały raczej kuce. Wiele mierzyło w kłębie niespełna 130 centymetrów. Dla porównania obecnie osobniki ras hodowanych na Słowiańszczyźnie osiągają zwykle około 160 centymetrów. We wczesnym średniowieczu tak rosłych koni w ogóle nie było w Środkowej Europie.

W materiałach archeologicznych datowanych na VIII stulecie albo czasy wcześniejsze nie natrafiła na ani jeden ślad po dużych koniach. Zaczęto je hodować dopiero w drugiej połowie X wieku na Kujawach i w Wielkopolsce, nie na potrzeby rolników, ale dla zbrojnej drużyny książęcej.

Zdarzało się, że mali Słowianie ginęli w kontakcie ze świniami. Wiadomo, że był to poważny problem chociażby w średniowiecznej Anglii. Mógł być również problemem społeczności grodowej na Kujawach.

Poza wymienionymi zwierzętami w wioskach niewątpliwie żyły psy i koty.

Można się domyślać, że zarówno większość bydła, jak i wieprze ubijano zwykle przed nastaniem najcięższych mrozów. Do zadaszonych schronień trafiały tylko te zwierzęta, których potrzebowano do pracy na roli i do utrzymania hodowli w kolejnych latach. Obory oraz stajnie tym bardziej nie musiały być więc duże ani solidne.

Jeśli zaś rodzina posiadała tylko jedną jałówkę albo źrebaka, na zimę można było wprowadzić je do domu, spać z nimi w jednej izbie. Może i zmuszało to do znoszenia smrodu łajna, ale dawało dodatkowe ciepło. Wiadomo też z całą pewnością, że tak właśnie postępowali polscy – i nie tylko – chłopi z późniejszych stuleci.



Oprac. B. Grabowski, źródła: K. Janicki, Cywilizacja Słowian. Prawdziwa historia największego ludu Europy, Poznań 2023; R. Merski, Kuchnia dawnych Słowian, Wrocław 2022; M. Mączyńska, Wędrówki ludów, Warszawa – Kraków: PWN, 1996; Wczesne średniowiecze. [w:] J. Gąssowski: Kultura pradziejowa na ziemiach polskich. Warszawa: PWN, 1985.

wtorek, 10 lutego 2026

Sól - średniowieczne złoto Kujaw

Sól była ważna dla mieszkańców Kujaw. Środek konserwujący żywność we wczesnym średniowieczu, te kryształki decydowały o przetrwaniu. W kulturze i gospodarce Kujawian odgrywała ogromną rolę. Stosowana była w kuchni jako przyprawa, to była jedna z ważniejszych jej funkcji, wpływała na smak ale istotniejsze było, że konserwowała żywność.


Sól zgodnie ze swoimi właściwościami wyciągała wilgoć z produktów spożywczych, mięs i ryb. Tym samym trwałość tak spreparowanych produktów wydłużała się do kilku tygodni, co wiązało się z możliwością transportu i handlu na dalsze odległości. Również jako prowiant na drogę, zasolone potrawy, były dobrym zabezpieczeniem przed niedostatkami żywności w czasie podróży. Magazynowano dzięki soli żywność, co było ważne dla osiadłej na stałe ludności.

Była formą płatności, na przykład w daninach celnych. Stanowiła czynnik kształtujący i wpływający na rozwój handlu, co łączyć należy z wymianą handlową. Już w IX w. produkowano sól np. z salin.

Dawne saliny znajdowały się w Bochni, Sidzinie, Kolanowie, Łapczycy, Przebieczanach, Łopiance, na Kujawach: w Zgłowiączce, Słońsku, w Kruszwicy, Łęczycy i małopolskim Busku, a na wschodzie saliny występowały od Przemyśla przez Halicz i Drohobycz oraz Kołomyję.

Produkcja odbywała się na różne sposoby. Górnictwo należało raczej do rzadkich przypadków, jak w Bochni (1251). O wcześniejszej chronologii znane są kopalnie soli m.in. w Siedmiogrodzie i Marmarosz w Rumunii czy na Węgrzech. Głównym sposobem pozyskiwania soli było odparowywanie jej z wody. Tworzono specjalne zatoczki, odpowiednio płytkie, by woda na słońcu mogła szybko wyparować, dzięki czemu pozostawał upragniony surowiec. Tam, gdzie odkrywano pokłady soli, kopano studnie solankowe i w sposób sztuczny odparowywano wydobywany materiał w specjalnych paleniskach. Wskutek tego procesu pozostawały grudy soli. W okresie przedfeudalnym produkcją soli zajmowano się przy okazji innych prac. Była to własność wspólna nieobciążona podatkami i innymi opłatami. Wraz z nastaniem feudalizmu władcy często brali we władanie zasoby solankowe, co wiązało się z opodatkowaniem wydobycia, a z czasem z ograniczeniami w wydobyciu i stworzeniu specjalnej klasy społecznej, odpowiedzialnej za produkcję soli.

Źródła solne odgrywały w osadnictwie średniowiecznym dużą rolę. Takim ośrodkiem był w 1065 r. Słońsk. Był to tzw. solny gród, jego podstawową funkcją i bogactwem były źródła solankowe, które eksploatowano już we wczesnym średniowieczu. W 1235 r. za Konrada Mazowieckiego pojawiły się zapisy mówiące o nadaniu Krzyżakom dwóch panwi w warzelni soli właśnie w Słońsku.




Oprac. B. Grabowski, źródła: Gerard Labuda, Zdzisław Stiebera, Słownik starożytności słowiańskich, tom V, s. 346-347; R. Merski, Kuchnia dawnych Słowian, Wrocław 2022, s. 53-55.

poniedziałek, 9 lutego 2026

Cykowo - wieś w gminie Kruszwica

Cykowo – część wsi Giżewo w Polsce, położona w województwie kujawsko-pomorskim, w powiecie inowrocławskim, w gminie Kruszwica. W latach 1975–1998 Cykowo administracyjnie należało do województwa bydgoskiego, położone na południe od Kruszwicy, między Giżewem i Racicami, w pobliżu Polanowic, było własnością kapituły kruszwickiej; około 1560 miało półtora łana osiadłego; w XIX w. wieś liczyła 69 hekt. obszaru włościańskiego. Cykowo jest niewielką miejscowością, w której funkcjonuje zabudowa typowa dla wsi w regionie Kujaw. Można tu korzystać z lokalnej sieci dróg oraz połączeń z większymi ośrodkami gminy Kruszwica. Jest częścią powiatu inowrocławskiego, co zapewnia dostęp do usług administracyjnych w pobliskich miastach. Region jest również zróżnicowany pod względem krajobrazowym, z widokiem w kierunku okolicznych pól i dróg lokalnych.

Cykowo powiązane było z kruszwicką świątynią - kolegiaty św. Wita, jako prebenda, inaczej mówiąc uposażenie tamtejszych kanoników. W roku 1265 piszę się drewniana kaplica św. Wincentego, a wieś stanowiła uposażenie magistra Henryka. W XV wieku dziłało kilku kanoników ze wsi Cykowo: Mikołaj, później Warszk z Kożuszkowa, Piotr Sięgniewic z Bowentowa. Część wsi należała do rodu Sobiesierskich. W roku 1527 funkcjonowała tu niewielka kaplica pw. św. Katarzyny, poprzedni patron występuje jako drugie wezwanie. Świątynia przetrwała do XIX wieku.

W Cykowie działał wiatrak, który był własnością Leona Laseckiego. Pochodzący z poł. XIX w. koźlak był jednym z ostatnich na terenie Kujaw nadgoplańskich. W latach 90-tych XX wieku istniał jeszcze we wsi. Drewniane zabytki Cykowa nie dotrwały do dzisiejszych czasów. Wieś może się pochwalić figurą Matki Boskiej z roku 1935, fundatorami której byli L. H. Laseccy. Błękitno-biała figurka MB stoi na betonowym, okafelkowanym piedestale, na wysokim słupie owalnym typu rzymskiego w kolorze żółci, całość otacza ozdobne-żeliwne ogrodzenie ustawione w kwadracie.


Figura wzniesiona (refundowana) w 2012 r. przez pp. Jerzego i Alicję Laseckich. Na szczycie monumentu, ocalona z zawieruchy wojennej, postać Matki Bożej Różańcowej, pochodząca z kwietnia 1935 r. Wówczas w tym miejscu stanęła pierwsza figura św., ufundowana przez L. i H. Laseckich (zniszczona podczas wojny).






Oprac. B. Grabowski, źródła: Monografia autorstwa E. Calliera; Borucki n. p. m. 162, wykazuje Cikowo, własność Cikowskich między r. 1489 i 1582; J. Karczewska, Własność szlachecka, s. 147; Z. Czapla, Sobieskiernie, w: Piast, 1934, nr 11, s. 9; Rozporządzenie Ministra Administracji i Cyfryzacji z dnia 13 grudnia 2012 r. w sprawie wykazu urzędowych nazw miejscowości i ich części (Dz. U. z 2013 r. poz. 200); Oficjalny Spis Pocztowych Numerów Adresowych, Poczta Polska S.A., październik 2013, s. 296 [zarchiwizowane z adresu 2014-02-22]; Państwowy Rejestr Nazw Geograficznych – miejscowości – format XLSX, Dane z państwowego rejestru nazw geograficznych – PRNG, Główny Urząd Geodezji i Kartografii, 5 listopada 2023, identyfikator PRNG: 18336. Fot. B. Grabowski, stan z 9.02.2026.