środa, 29 kwietnia 2026

Ubiór Kujawski w XIX wieku

Ubiór Kujawski był kosztowny, mężczyzna i kobieta przywdziewali koszule, najczęściej z płótna własnej roboty. Inne części ubioru zakupowano. Odzież dzielono na „łachy” – ubrania chłopskie i „szmaty” – ubrania kobiece.

Mężczyźni nosili długą sukmanę, która sięgała za kolana, wyszytą z sukna granatowego, ze stojącym kołnierzem i wyłogami (przy której szwy były poobszywane sznurkiem koloru niebieskiego). Zapinało się ją na piersiach na tzw. haftki. W lecie używano „kaftanów”, czyli sukmanek, z rękawami od ramion do łokcia sięgających, i z krótką spódnicą (połą), podobnie na haftki zapisaną; kaftany bywały sukienne, granatowe lub ciemno-zielone, albo też z czarnego kamlotu, w szwach czasem niebieskim naszywane były sznurkiem.

Na co dzień używano zwyczajnego spencera zwanego „jaka” )z niemieckiego: Jacke) z kolorowego płócienka, najpospoliciej amarantowego, karmazynowego, niekiedy szafirowego lub innego w czerwone albo różowe rzuty, paski, kwiatki lub centki.

Spodnie noszono szerokie; na co dzień z płótna na błękitno farbanowego lub ćwiliszkowe w paski; od święta kamlotowe, na jeden guziczek z boku spięte, w buty były wkładane; w ziemie zaś „skórzanki”, czyli: spodnie ze skórek owczych wyszywane wewnątrz wełną. Buty, nazywano „wywrotki”, były z czarnej skóry byczej, dochodziły do pół łydki i miały wykładaną, wywróconą krótką cholewę naturalnej barwy; zamożniejsi, wkładali buty jałowicze, z cholewami prawie do kolan. Na wierzch sukmany lub kaftana wdziewali Kiereję (nazwa: sukna tureckie podszyte futrem). Kieraja była rodzajem szuby buchciastej z sukna granatowego lub błękitnego, grubszego nieco niż na skumanach, obszernie skrajana, z szerokimi rękawami i workiem, czyli kapturem zawieszonym na plecach, ściąganym sznurkeczkami, kształtu czapeczki z uszami (zwykle ciemno-czerwonego koloru), zwana „Bóg zapłać” (pod Izbicą Kujawską: „Szczęść Boże”); kaptur ten w czasie wichury wkładano na czapkę; u rękawów i kołnierza tej sukni biegły wąziutkie wypustki czyli sznurki białe sukienne. Póżniej kiereja wyszła z mody, nosili je już tylko starsi pod koniec XIX w. Modna stała się „Bucha” albo „Dęty-płaszcz”, różniąca się od kierci, że nie miała stojącego kołnierza, a wywijany i był bez worka na plecach i bez wypustek. Noszone też płaszcze z pelerynami z granatowego sukna. Zimą pod kiereją, buchą lub płaszczem, noszono kożuch. Z wierzchu suknie przewiązaną pasem. Do przepasania używano pasa włóczkowego w dwóch kolorach: granatowym (albo czarnym) z amarantowym. Na szyi zimą zawiązywano grubo i szeroko „Chustkę”, zwykle czerwoną, której końce na supełek były związane i chowano z tyłu za kark; spod niej wyglądały górą kołnierzyki niekiedy bardzo wysokie; latem wstążką wiązano koszulę.

Na głowie noszono w lecie kapelusz pilśniowy, czarny z wąskimi skrzydełkami czyli brzegami i szerokim dnem, szerszego u góry niż u spodu (nad czołem) przepasanego czarną mantynową wstęgą lub aksamitką czarną w kilka rzędów, i ozdobne czasem pawie pióro, wewnątrz skarbowaną i ściąganą podszewką płócienną. W zimie wkładano czapkę barankową „Wykrawankę”, (z szerokiego siwego lub czarnego baranka) z wierzchiem sukiennym (granatowym lub zielonym), rogatką, czasem z uszami barankowymi, które sterczały nad czapką, gdy z wierzchu końcami były na tasiemkę zawiązane lub na guziki spięte; albo też spuszczone do zakrycia uszu od mrozu.

Noszona także kapelusze, proste, z szerokimi skrzydłami, albo owcze (fagasy). Latem noszono kapelusze ze słomy, z szerokimi skrzydłami i okrągłym denkiem.

Ceny:

Bucha kosztowała w drugiej połowie XIX w. około 60 do 100 zł
Sukmana 60-70 zł
Kaftan 30 zł
Czapka 4-6 zł
Chusta 25-35 zł
Kapelusz 8-10 zł
(bochenek chleba kosztował od 6 do 24 groszy, ser około 15 groszy za porcję, krowa kosztowała około 137 rubli – 849 zł)

Kapelusze czarne wyrabiano w miejscowościach: w Lubrańcu, Przedczu i Kowalu zawsze według jednej formy. Czapkę i chustę na głowie nosiły dziewczęta, nawet w upały.

Kobiecy strój kujawski składał się z: Spódnika (spódnicy) wyrabianej z wełny lub jedwabiu ze stanem bez rękawów, na co dzień półcienkowej lub cwiliszkowej, perkalikowej, neselowej, od święta sukni granatowej lub kamlotowej w kraty i wzory kolorowym niekiedy adamaszkowej w kwiaty. Ubierano gorsty czyli „Staniki” płocienkowe lub kamlotowe, bez rękawów używane zwykle na co dzień. Pod spód zakładano spódnicę bez stanu, nazywaną „Kiecką”; bywała ona płocienna lub wełniana. Lepszą i droższą opcją była „Kaftanka” lub „Kabaty” sukienne, granatowe albo ciemno-zielne z pelerynką krótką, na haftki zapinane, ozdobione z przodu na piersiach guziczkami, a z tyłu fałdowane. Kaftanki bywały podszyte lisami lub królikami, dawniej każdy szef galonem złotym podszywano. Później noszono Jaki z płócienki, kamlotu, czy pół-jedwabiu od święta, w barwach jaskrawych.

Fartuchy nosiły kobiety szerokie (zielone, karmazynowe lub białe). Modne były korale zawieszane na szyi, a na karku stążeczki kolorowe. Włosy obcinały równo z karkiem, na głowie nosiły chusty (zwykle wełniane) w kształcie turbanu, z przodu zakrywające czoło do połowy. Zakrywały włosy, tak, że wychodziły one tylko na skroniach. Wiązanie chusty było sztuką przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Pod Radziejowem i Kruszwicą, kobiety ubierały na głowę chustkę wełnianą lub jedwabną kolorową, mniejszą i niższą, spod której u dziewcząt wystawały nieco włosy od spodu z tyłu. Od Osięcin kobiety nosiły czepiec z muślinu zwany „Kapką”, obwiązywały głowę podobnie jak chustą kruszwiczanki, na około twarzy wychodziła szlarka czyli garnirowanie z tiuliku lub krepy białej. Chusta z Bodzanowa była żółta i zielona ozdobiona wzorami kwiatów i frendzlami ciemno-czerwonymi. W zimie nosiły szlafroki watowe z buchwiastymi rękawami i krótkim stanem. Pończochy noszone przez Kujawianki miały kolor granatowy lub błękitny, od święta biały; trzewiki skórkowe, obszyte czerwoną lub zieloną tasiemką z kokardką. Koszula miała stan i nadołek z grubszego płótna.

Oczywiście w miarę upływu czasu moda XIX w. ulegała zmianą. Kapelusze stawały się dłuższe i zwężały się przy dnie; sukmana stawała się dostojniejsza, zapinana na guziki. Krój stanika u kobiet nieco scieśniony, klapki kaftana nieco mniejsze lub bardziej rozrzucone.

Kobiety nosiły spódniczki do pracy bez rękawów ze stanikiem, z płótna wyrobu własnego, farbowane na błękitno w rzuciki białe. Do roboty nosiły buciki skórzane.

Dzieci miały na głowie czapeczki pstre kolorowe płócienkowe, z kokardą lub kiścią na czubku jeżeli chłopak, a bez kokardki jeżeli dziewczynka.

Strój był czysty, zadbany jednym słowy dbano bo ubiór i często go ozdabiano. Kolory na Kujawach to granat, niebieski i ciemno-zielony (ł. Gołębiowski, Lud Polski, Warszawa 1830, s. 37). Natomiast w zbiorze ubiorów polskich L. Zienkowicza (Paryż 1841, o ludzie kujawskim, Przyjaciel ludu w Lesznie, tom. 13, s. 20) opisany jest ubiór Kujawiaków ze Strzelna i Pakości. Składał się z kamizelki, lub kaftana sukiennego, z trzema rzędami guzików, z pasa bawłnianego lub jedwabnego koloru amarantowego. Spodnie letnie z płótna, zimowe z sukna lub skóry. Surdut był koloru niebieskiego (lub granatowego) z podszewką opończą. Włosy nosili długie lub starannie obcięte, starsi mężczyźni nosili wąsy, rzadziej brody. Kapelusze nosili czarne, niskie, ozdobione sznurkiem świecącym, a u dołu szeroką wstążką, zatykali w kapelusz kwiaty lub pawie pióra. W ręku nosili kij obity ołowiem. Kobiety nosiły kaftan z sukna niebieskiego bez fałdów, młode dziewczęta natomiast krótki i bardziej fałdzisty kaftan. Pokrywały głowy czepkiem, włosy opasały szarką lub chustą jedwabną, przyozdabianą kwiatami. Gorset i spódnica były koloru jasnego; spódnica najczęści3ej niebieska, z tyłu fałdzista, a u dołu obszyta szeroką karmazynową wstążką. Pończochy zwykle czerwone, trzewiki z sukna, obszyte sznureczkiem i przyozdobione na przodku kokardą. Na ramionach szal w duże kwiaty. Mężatki lubiły nosić pierścionki i naszyjniki. Do kościoła nosiły białą chustę.

J. Łepkowski w „Czasie krakowskim” (1863, nr 228) pisał, że ubiór ludu kujawskiego przypomina ten z Krakowa. Barwy noszą Kujawianie niebieskie podobnie jak na Wawelu. Sukna granatowe z wylogami i podszewką amarantową, jedwabne lub bawełniane ponsowe pasy na długich ciemno-zielonych zwykle kamizelkach, zaś kapelusze nosili czarne, niskie, ze wstążką z kwiatami i pawim piórem. Kaftan miał kilka rzędów guzików. Kobiety miewały na głowie zawoje, wiązane podobne do krakowskich. Gorsety i spódnice w jasnych barwach, a pierścienie i paciorki świecące i błyszczące. Kujawianki przędzą i robią same płótna.

Podsumowując, ubiór kujawski na północy (nad Wisłą) miał ciemniejsze barwy i dłuższe kroje sukien. Barwy granatowe, ciemne, jasno szafirowe; czerwona ponsa na chustach na szyjach, pasach i podszewkach występowała prawie wszędzie na południu i zachodzie, ale na północy i wschodzie były różnice, zastępowały te barwy niekiedy ciemno-czerwone (burakowe), ciemno-żółte, pomarańczowe. Ciemno-zielona u mężczyzn w ubiorach prawie nigdy się nie pojawiała, u kobiet rzadko. Tak samo z chustami kobiet, czerwone po Brześciem, Radziejowem i Kruszwicą, żółcieją w inne przechodziły barwy pod Kowalem, Służewem, Toruniem i Bydgoszczą.



Opracowanie Bartłomiej Grabowski, źródło Materiały do etnografii słowiańskiej, Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce, Oskar Kolberg, seria III, Kujawy cz. I, Warszawa 1867.

wtorek, 31 marca 2026

Bitwa nad Gopłem 1096 - wydana

Pracę, którą prezentuje, podzieliłem na sześć rozdziałów. Pierwszy rozdział opowiada o księciu Zbigniewie, krótko przedstawia jego historię i dążenia do zajęcia należnego miejsca wśród rodu Piastów. Następny rozdział jest o księciu Polski Władysławie Hermanie, ojcu Zbigniewa i Bolesława. Rozdział opisuje najważniejsze zagadnienia związane z jego władzą i związek z księżniczką Judytą. W kolejnym rozdziale omówiony został palatyn Władysława — Sieciech, jego polityka, relacje z dworem książęcym i rosnąca siła wśród walczących o władzę Piastów. Czwarty rozdział to omówienie samej bitwy, do której doszło nad Jeziorem Gopło przy warowni w Kruszwicy około 1096 r. Piąta część omawia zagadnienie związane z budową olbrzymiej inwestycji w Kruszwicy — budową Kolegiaty. Ostatnia część zawiera opis sytuacji miasta Kruszwicy po bitwie.

Książkę zdobią obrazki wykonane przez artystkę z Kruszwicy Zofię Marię Grabowską. Rysunki są w formie szkiców. Malarka debiutowała wystawą obrazów malowanych akwarelą w październiku 2025 r. w Kruszwicy, która odbyła się w sali Bianco. Zostały wówczas zaprezentowane prace kilku regionalnych artystów.

Kruszwica to miejsce historyczne, bogate w wydarzenia miasto budzi podziw wśród badaczy. Zadają sobie pytanie jak to możliwe, że gród, który był tyle razy zniszczony za każdym razem odbudowywano, a ludność, którą dotknęły wojny, zarazy i głód zastępowali nowi osadnicy? Miasto ma w sobie coś co przyciąga od wieków i budzi w sercach zachwyt.

Nadania ziemi spowodowały, że stan rycerski na przełomie XI i XII w. zaczął się różnicować. Ludzie zmieniali się, wyrósł nowy stan możnowładców. Inni spadali ze szczebli społecznej drabinki. Jednak aż do czasów Bolesława Krzywoustego możnowładców takich jak palatyn Sieciech, Skarbimir Awdaniec czy Piotr Włostowic było niewielu. Stanowili jednak zagrożenie dla polityki państwa. Po śmierci księcia, kiedy Polska popadała w rozbicie dzielnicowe, znaczenie rycerstwa zaczęło wzrastać. Żaden z dzielnicowych książąt nie rozporządzał taką siłą polityczną i ekonomiczną jak Krzywousty i jego przodkowie, a każdy z nich potrzebował swoich urzędników i popleczników. Zarówno ilość, jak i majątki rycerzy zaczęły wzrastać. Autorytet potężnego księcia przestawał być — z wyjątkami — gwarantem lojalności, więc władcy zapewniali ją sobie inaczej, wiążąc wojowników ze sobą węzłami ekonomicznymi. Posunęło się też do przodu rzemiosło metalurgiczne, co spowodowało rozwój broni i pancerzy, a walki stawały się bardziej krwawe.

O wszystkich zmianach, o tym jak później budowała się Polska-Piastowska, śmiało można powiedzieć, że zdecydowała jedna bitwa. Nad Jeziorem Gopło w Kruszwicy, w potężnym grodzie wczesnopiastowskim w szranki stanęły dwie armię. Miejsce wybrane na bitwę nie przypadkowo. Strategiczny region między Wielkopolską a Mazowszem. Punkt kontrolujący szlaki na Kujawach.

Po jednej stronie możni i rycerstwo reprezentujące księcia Zbigniewa, po drugiej stronnicy księcia Bolesława wraz z palatynem Sieciechem na czele. Siedem hufców kruszwickich wspieranych przez najemników z północy, taką siłą dysponował starszy z braci Zbigniew. Wojsko książęce Bolesława było doświadczonymi rycerzami, to drużyna Władysława Hermana i Sieciecha, ludzie którzy umiejętności wojenne zdobywali na wyprawach przeciwko Czechom i Pomorzanom.

Z pewnością bitwa nie należała do łatwych, toczyła się na bagnistym terenie nad jeziorem Gopło, gdzie ciężkozbrojna konnica z trudnością stawiała kroki na miękkim gruncie. Gall Anonim pisał, że bitwa miała miejsce w pobliżu grodu. Tam właśnie padło najwięcej trupów, a wody stały się czerwone od krwi poległych. Rzeź rycerstwa polskiego w walce dynastycznej Piastów, spowodowana interesami możnych, dążeniem do władzy i szybkim zyskiem doprowadziła do wojny domowej, która podzieliła Polaków. W tym miejscu, w grodzie kruszwickim, około roku 1096 miały się wyjaśnić przyszłe losy kraju.

niedziela, 29 marca 2026

XIX wieczna wieś Kujawska

Budowa wsi na Kujawach była prosta, miała służyć mieszkańcom. Stawiali więc regularne budowle na szerokich ulicach, czasem biegły one prosto ale niekiedy skręcały, w zależności od natury gruntu na którym były położone. Na pisakach stawiano drogi, płoty na twardym gruncie, rowy i chałupy, zwrócone najczęściej były szczytami do ulicy a bokiem do podwórza. Czasem boki chat stanowiły front od ulicy.

Wsie na Kujawach w XIX w. były liczne. Nie brakowało tu urodzajnych gruntów. Kościoły wiejskie były zwykle murowane z cegieł; część zachowała budownictwo drewniane. Kościoły otoczone były zielenią, drzewami i krzewami. Świątynie posiadały dzwonnice. Cmentarzyska lepiej niż w innych częściach Polski były ogrodzone. Kujawy wyróżniały się licznymi krzyżami i figurkami przydrożnymi, zwykle stawianych za wsią. Można było znaleźć takie figury murowane także koło Radziejowa, Kruszwicy i w okolicach Inowrocławia. Płoty drewniane, ale także stawiano je z chrustu i krzewów. Pale używane do mostów nazywano „Stempale”.

Chaty najczęściej budowano z drewna (drzewo tzw. porządziowe). Stawiano je dawniej z szachulcu 6cio do 8mio-czalowego w zamek (na węgieł). Okna i drzwi osadzone były w ścianie w grubym szahulcu. Drzwi były zbijane drewnianymi gwoździami z biegunem na stępkach.

Wnętrze mieszkania chłopa kujawskiego, było podobnie rozmieszczone co na Mazowszu i w Wielkopolsce. W środku znajdowało się mnóstwo sprzętu: łóżko z pierzynami, skrzynki i szafy ozdobione malowanymi kwiatami lub gałęziami. Na szafkach przedmioty codziennego użytku tj. talerze i miski poukładane rzędami lub przyczepione na haczyki. Na ścianach zawieszone były także obrazki przedstawiające świętych. Chaty utrzymane były w czystości. Komin wewnętrzny z okapem skierowany do środka izby odedrzwi, lekko wysunięty, wybielony z zapieckiem ku ścianie. Zewnętrzne ściany chałup również bielono; zwyczaj wapienia chat stanowił wyjątek był to znak, że tu jest panna na wydaniu i parobek szukający żony ma na to zwrócić uwagę.

Na podwórzu znajdowały się narzędzia gospodarcze i rolnicze: wozy, pługi, brony, drągi itp. W złej pogodzie chowano je i przykrywano aby nie uległy uszkodzeniu. Podwórze dla inwentarza nazywano „Okólnik”. Gospodarstwa chłopskie składały się głównie ze stodoły, obórki, chlewa, śpiecherka. Obórki i chlewy na bydło i świnie, niekiedy przylegały do chałup. Stodoły miały dachy ze słomy, drzwi natomiast były duże (wrota) dla wygody bydła i koni. Za stodołą lub na podwórzu mieścił się „Parsk” taki dół wyłożony drzewem, przykryty ziemią i słomą, do przechowywania kartofli.

Ogródki małe przydomowe były na Kujawach rzadkością (sady też były rzadkie). Przy domu rosły kwiaty i zioła np. słonecznik, piwonja pachnąca, turek (jasno i ciemnożółty), nagietka, stokrotka, marona (rodzaj rumianku), lubieszczyk, barwinek, bożedrzewko, ruta, rozmaryn, lawenda, gwoździk, geranija. W wielu ogródkach stały „Kuszki” słomiane, czyli kosze plecione ze słomy, zamiast ulów dla pszczół.

Dwory kujawskie podobne pod względem budownictwa były do innych budowanych w Polsce w XIX w. Liczebnie nie było ich wiele. Dachy pokryte miały strzechą lub gnotem, ganek zdobiły słupy przed drzwiami wschodnimi. Wewnątrz znajdowała się sień, izba i alkierz. Za domem ogródek, czasem mały sad. Tak samo budowano doby księży (plebanie) i szkółki. Dwory bogatszej szlachty, były okazalsze i bardziej ozdobne.

Domy dworskie posiadały zwykle gankowy trawnik z klombami lub kwiatami. Często stawiano je z ogrodem kwietnym pielęgnowanym przez ogrodników. Dalej dworków znajdowały się budowle gospodarcze, jak: gumna (do młócenia zboża), stajnie, owczarnie itp. otaczały obszerny plac lub okólnik dworski. Większe stodoły i gumna po folwarkach były murowane, nierzadko z przedłużonym dachem (zwykle pokryte słomą) na słupkach, czasem okratowane lub zasklepione dylowaniem tzw. „Obzajdy”, służące do przechowywania sprzętów gospodarczych. W stajniach i oborach, znajdowały się zagródki na źrebaki i cielęta (tzw. Patyk). Do przechowywania żywności służył „Sklep” (piwnica), najczęściej u szlachty na dworach rzadziej u chłopów. Na przydomowych zieliskach rósł: perz, pokrzywa (zagawaka), pindyrydna, łopian, kobylak (szczaw), bylica, oset, jaskier, wole-oczy, rumian, piołun, szlej (lulek), dziki czosnek, świńska-wesz, świńska trawa itp.


Karczmy na Kujawach były nieco większe niż na Mazowszu i w Wielkopolsce i miały z boku zajazd do stajni i na podwórze (w mieście). Szynk nazywano „Gościńcem”, czasem „Kaczmą”. Propinator, był trzymającym szynk od pana dzierżawcą, szykującego dworski trunek zwano „Kaczmarzem” albo „Gościnnym”.



Opracowanie Bartłomiej Grabowski, źródło Materiały do etnografii słowiańskiej, Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce, Oskar Kolberg, seria III, Kujawy cz. I, Warszawa 1867.








środa, 18 marca 2026

Ogólnopolski Konkurs Fiodora M. Dostojewskiego - są wyniki twórczości młodzieży

 

Miałem przyjemność zasiąść w jury XIII edycji Ogólnopolskiego Konkursu Fiodora M. Dostojewskiego. Znamy już wyniki prozatorskich utworów młodzieży polskiej. Nie zabrakło tekstów historycznych. Gratuluje!

Link do strony Wydawnictwa św. Macieja Apostoła.

wtorek, 17 marca 2026

Bogusławski Stanisław (1893—1963) malarz z Inowrocławia

Bogusławski Stanisław (1893—1963) malarz. Ur. 1 maja w Inowrocławiu, syn ogrodnika Hieronima i Barbary z Urbańskich. W latach 1911—1914 odbywał studia malarskie w Berlinie, uzupełniał je następnie u W. Gosienieckiego w Poznaniu i Tadeusza Terleckiego w Krakowie oraz jego hospitant w Państwowej Szkole Sztuk Zdobniczych w Poznaniu. Pracował przez pewien czas w zakładzie malarstwa dekoracyjnego i witrażownictwa „Polichromia” w Poznaniu. Należał do pozn. Stowarzyszenia Artystów, w którego salonie wystawiał od 1924 r. W tymże roku wyjechał do Norwegii, gdzie odbyła się wystawa indywidualna jego prac. Następne wystawy organizowane były w 1925 r. w Poznaniu i w 1928 r. w Warszawie, gdzie przebywał w latach 1928—1931. Po powrocie do Poznania brał udział w wystawach Sztuka-Kwiaty-Wnętrze w 1936 i 1937 (prezentował wtedy krajobrazy „Nad Wełną” i „Ogródek podmiejski”). Zajmował się również odnawianiem obrazów zabytkowych. Wysiedlony w 1940 r. z Poznania, mieszkał w Warszawie. Po powrocie w 1945 brał czynny udział w życiu plastycznym miasta, wystawiał swe prace jako członek Związku Pol. Artystów Plastyków na wszystkich niemal wystawach okręgowych oraz brał udział w wielkiej wystawie „polskie dzieło plastyczne w XV-lecie PRL” w 1961 r. w Warszawie. Wystawy indywidualne prac autora odbyły się w 1948, 1955, 1957 i 1963. Zmarł w Poznaniu 17 lipca 1963 r. Od 1961 r. żonaty z Kazimierą Raczkiewicz. Malował głównie krajobrazy o tematyce pozn., utrzymane w subtelnej, stonowanej gamie barwnej, przeważnie o srebrzystej tonacji, odznaczające się dobrym wyczuciem przestrzeni i światła. Prace jego znajdują się w Muzeum Narodowym w Poznaniu (Drzewko zimą) oraz w Urzędzie Miasta i urzędzie Wojewódzkim w Poznaniu.

S. Bogusławski - Martwa natura z kwiatami 1930 r.

S. Bogusławski - Wieża nad jeziorem Gopło

S. Bogusławski - Pejzaż z Krynicy 1933 r.

S. Bogusławski - Pejzaż zimowy 1936 r.



Źródła: Katalog wystawy Sztuka-Kwiaty-Wnętrze, P. 1936; Salon wiosenny, P. 1959; polskie dzieło plastyczne w XV-lecie PRL, Warszawa 1961; Salon wiosenny, P. 1961; Salon jesienny, P. 1962; Salon wiosenny, P. 1963; SAP, t. 1; Wielkopolski słownik biograficzny, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa-Poznań 1981, s. 65.

poniedziałek, 16 marca 2026

Posiłki na Kujawskich stołach

Na Kujawach w XIX w. jadano na śniadanie żur z ziemniakami lub chlebem. Czasem podawano polewkę z serwatką i kaszą. Żur wyrabiano z ukwaszonej mąki żytniej (razowej) w wodzie, i zaklepywano mąką żytnią cienką czyli pytlową.



Obiad na stołach kujawskich pojawiał się około południa. Zwykle składał się z dwóch potraw. Były to zazwyczaj zwykłe składniki dostępne w gospodarstwie jak: kapusta kwaszona z utartym grochem; kluski rżane (żytnie) ze słoniną lub z nabiałem; ziemniaki (pantówki) ze zsiadłym mlekiem; mięso (we święto a często i w ni powszednie); różne warzywa: brukiew, marchew, buraki itp. Ziemniaki podawano wczesne, modre pod skórką wierzchnią, nazywane siwkami, modrzakami, czy pyrzakami.

Na podwieczorek jadano chleb z gzikiem (twarogiem ze szczypiorkiem i mlekiem) lub z jajecznicą, a także chleb z masłem i z serem. Serek wyrabiany na Kujawach i podawany na podwieczorek nazywano wytrzeszczaj. Był to ser okrągły i spłaszczony kształtem przypominający macę.

Na kolację serwowano banie (owoc) rozgotowaną, zalaną mlekiem i zasypaną zacierkami z żytniej mąki, tudzież ziemniaki.

Przed świętem, czy weselem zabijano wieprza lub barana. Wyrabiano wówczas kiełbasę, szynkę i skopowinę. Chętnie Kujawiacy sięgali po czarninę z gęsi i prosiąt, czasem z królików. Była to zupa wyrabiana z krwi.

Na Kujawach pruskich, na stołach pojawiały się towary bardziej luksusowe niż w Kongresówce tj. cukier, kawa, arak, likier, wyborowa wołowina i cielęcina. Pijano wódkę i piwo ale zazwyczaj tylko od święta, po w dzień powszedni trzeba było pracować w gospodarstwie. Do posiłków podawano kawę zbożową, mleko i kompoty.



Opracowanie Bartłomiej Grabowski, źródło Materiały do etnografii słowiańskiej, Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce, Oskar Kolberg, seria III, Kujawy cz. I, Warszawa 1867.

niedziela, 15 marca 2026

Sprzęty codziennego użytku na Kujawach

Rejon Kujaw (XIX w.) słynął z urodzajnych ziem i rolnictwa. W uprawianiu roli chłopom przydawał się pług. Później pług, zastąpiono bardziej nowoczesnym narzędziem tzw. pługiem amerykańskim, hohenhjemskim, ruchadłem czeskim lub śląskim. Można je było zakupić w Poznaniu w fabryce rolniczej Cegielskiego.



Na polach do roli zaprzęgano woły. Uprząż na Kujawach pruskich składała się z półszorków podobnych do końskich, wół ciągnął piersiami, czasem innych odznaczonych krojem, gdzie wół łysiną ciągnął. Zaprzęgano też konie fornalskie (półszorek) z łańcuszkami zamiast postronków, kantar zamiast uzdeczki, lice rzemienne. Do uwiązania konia służył kantar. Używano siodła bez strzemion. Początkowo funkcjonowało w uprawie radło, graczki i motyki w uprawie np. ziemniaków.

Przy młócce zboża używano cepów. W gospodarstwie powszechne były również narzędzia tj. łopata, rydel, szpadel i siekiera.

Na Kujawach do przewozu ludzi, czy towarów używano wozów zaprzęganych w konie. Wozy były najczęściej drabiniaste bez obręczy żelaznych, czyli nie kute. Wóz, który był okuty, dobry i mocny nazywano „Wozem szybownym”. Wnętrze wozu wykładało się płótnem. Wóz składał się z dyszla, desek, kół, szprychów, lonu i osi.

Ważną funkcję spełniała na Kujawach Izba. W środku znajdowały się różne sprzęty: stół, stolik, stołek, ławka, łóżko z pościelą lub wyrek, tapczan, skrzynia, beczka, szafa, na której mieściły się półki i szuflady.

Na takiej szafie znajdowały się statki, naczynia i sprzęty np. sagan, duży garnek żelazny bez nóg, do gotowania; grapa, statek żelazny z 3 nogami, do gotowania (mniejszy kociołek i trochę wyższy); tygiel, naczynie do noszenia jedzenia na polu pracujących; wazka, wielki szkopek drewniany z jednym uchem; wanienka, dzban, donica, miska i talerz, garki proste, garki dwojaki, trojaki; stępek do tłuczenia soli; kot, hak do wieszania mięsa w sklepach (piwnicach); konfas, balia do mycia statków i naczyń kuchennych; stągiewka do trzymania wody; potoczka, naczynie do mycia bielizny; balija; konew; szaflik; drybinek.

Wyróżnić należy również statki do mięsa i chleba tzw. kopań, wielkiej drewnianej służącej do czyszczenia zabitych zwierząt. Do robienia chleba służyła kopanka. Używano też dzieży i tymka (do mąki).

Na Kujawach wyrabiano produkty z mleka. W tym celu pomagały przedmioty tj. kierznia drewniana do wyrobu śmietany; do mleka szkopek (przy dojeniu); flitka do mleka (do pomyjów); ćwiek, kubełek; achtel do przechowywania masła; cacka do mleka; koziołek do bicia śmietany lub piany; krajownica, rodzaj płótna do rozgrzanego sera, do jego krojenia.

Do czerpania wody służyły naczynia tj. wębor, czyli wiadro z okuciem lub bez (lub drewniane), z pałąkiem żelaznym do czerpania płynu. Kubełki wieszano na szondy, drewniane plecy, na końcach których znajdowały się łańcuszki. Baryłke do wody i innych płynów nazywano sondek lub beczka.

Sporo pracy poświęcali Kujawiacy wyrabianiu lnu. Pomocne do tego były dzierzgony; grabie żelazne do odłączenia główek lnu; a także miądlica do czyszczenia i terlica, czy trzepaczka oraz szczotki do czyszczenia lnu, kółko do przędzenia i groszki do gracowania.

Połów ryb na Kujawach był powszechnym zajęciem. Region obfity był w rzeki, jeziora i stawy, więc wielu ludzi oddawało się rybołówstwu. Używano sieci i siatek. Sieć na ryby nazywano „kłomka’ lub „tłuczka”. Łapano także ryby na drążek tzw. „kumulec” z przyczepioną linką.




Opracowanie Bartłomiej Grabowski, źródło Materiały do etnografii słowiańskiej, Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce, Oskar Kolberg, seria III, Kujawy cz. I, Warszawa 1867.






sobota, 14 marca 2026

Bartoszek Franciszek Józef (1910-1943) - malarz z Pierania

Bartoszek Franciszek Józef, pseud. Jacek (1910—1943), malarz, działacz polit., podpułkownik GL. Ur. w Pieraniu koło Inowrocławia jako syn nauczyciela, ukończył studia na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie (1930—36). Pracował w Muzeum Narodowym w Warszawie. W 1937 r. otrzymał stypendium na studia malarskie we Włoszech i Francji. W okresie studiów związany z ruchem robotniczym, członek PPR od 1942, dowodził akcjami bojowymi GL (na restaurację niemiecką „Mitropa” w Warszawie, na gmach Państwowej Wytwórni Papierosów Wartościowych). Zginął w akcji na Bank „Społem”; pośmiertnie mianowany podpułkownikiem.


F. J. Bartoszek - portret z 1933 r. szkic


Bartoszek Franciszek Józef (1910—1943)  - malarz z Pierania

Źródła: Mała Encyklopedia Wojskowa. A-J. Warszawa 1967, s. 115; Maciej Bernatt-Reszczyński „Niewygodny Polak”. Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., Poznań 2017; Tomasz Leszkowicz: Spadkobiercy Mieszka, Kościuszki i Świerczewskiego. Ludowe Wojsko Polskie jako instytucja polityki pamięci historycznej. Warszawa: Wydawnictwo Instytut Pamięci Narodowej, 2022; Rozkaz Ministra Obrony Narodowej z dnia 16 czerwca 1964 roku w sprawie nadania Poznańskiemu Pułkowi Obrony Terytorialnej imienia Franciszka Bartoszeka; Edward Gronczewski, Walczyli o Polskę Ludową, Warszawa 1982 Wielkopolski słownik biograficzny, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa-Poznań 1981, s. 40; Żołnierze lat wojny i okupacji, W. 1971, s. 44—9; KMP, 34, 1972 nr 2.

sobota, 7 marca 2026

Z mitologii Kujawskiej - czarownica, zmora i babok w podaniach ludowych

Kujawiacy byli i są przesądnym ludem. W polskich źródłach z XIX wieku opisuje się różnego rodzaju czary, gusła i stworzenia mitologii słowiańskiej, które zakorzeniły się w świadomości i przeszły ewolucje słowną, przekształcając się w powiedzenia użytku codziennego np. „babok w nosie”, czy „licho nie śpi”. Najwięcej treści odnajdujemy o czarownicach, psotnych demonach, które działały najczęściej na szkodę gospodarzom.


Olbrzymią rolę w mitologii Kujawskiej odgrywały czarownice. Czarownik, męska forma i czarownica żeńska, posiadali nieczystą siłę opartą na złym duchu. Mocy używały czarownice na szkodę ludzi i zwierząt.

Czarownica była zwana też Ciotą (tak powszechnie na ziemi kujawskiej się wyrażano), mogła u kogoś chorobę przywołać lub kołtun. Czarownicę zaczarowywały różne miejsca np. próg domu, część izby, pola, między lub drogi, i gdy ktoś przez to miejsce przeszedł nieświadomy zarażał się chorobą. Z rejonu Bogusławic pochodzi czar rzucany przez Cioty na dzieci „Bodaj cię kołtun skręcił”.

Aby sprowadzić czarownicę rzucającą uroki, należało odprawić anty czar przywołujący. Jajko włożone w garnek pod szpontem (pokrywką oblepioną gliną) z kopystką do mieszania przywoływać miało wiedźmę. Taki opis podawali mieszkańcy z Głuszyn.

Natomiast w Ruszkowie wierzono, że chorobę lub urok może ciota (rzadziej czarownik) sprawić w jedzeniu lub napojach, np. w kiszce, kiełbasie, wódce. Co więcej urok mógł zostać rzucony na mężczyznę lub kobietę po ślubie, gdy tylko nawiedzą ich złe myśli. Uchronić się można od uroku, żegnając się z kieliszkiem znakiem Krzyża świętego. Jeżeli w nim był urok, to kieliszek rozpadał się na kawałki.

W Więcławicach sprawdzano kto dokonał uroku na dziecku (choroba) za pomocą pewnego testu. Kładło się kawałek chleba i węgiel do szklanki wody. Jeżeli chleb poszedł na dno to urok spowodował mężczyzna, jeżeli węgiel, to uroku dokonała kobieta.

W Świętych uważano, że cioty mogły tworzyć szkodniki tj. myszy i nietoperze. Brały pod pachę liście i z pomocą swych złych mocy tworzyły plagi na szkodę ludzi. W Brześciu mówiono, że myszy takie wszystko z zapasów wyjadały, także ptactwu hodowlanemu np. ziarno. Aby się od tego uchronić należy znak krzyża na drzwiach zrobić np. kredą.

Czarownice szkodziły bydłu i ptactwu domowemu. Odbierały mleko krową lub przemieniały w krew albo wodę. Psota wiedźmowa mogła być zatrzymana prostym sposobem. W Ruszkowie Ciota podawano krowie kamforę ze solą aby nie doiła, żeby krowie mleko przywrócić i aby tego mleka było więcej gospodarze podawali bydłu Lubieszczyk z solą; aby było więcej śmietany podawano tzw. śmietannik – ziele w boru, które miało dwa listki na wierzchu, a w ziemi żółty korzeń jak czosnek.

W Sompolnie i Izbicy aby krowa się ocieliła i dawała więcej mleka podawano ususzone wnętrzności ubitego kreta z chlebem do jedzenia bydłu. Aby więcej mleka krowy dawały chłopi robili także tzw. Smrodzieniec (Assa feita), produkt dostępny był w aptece (łajno), bydło było podkurzane. Czarcie łajno zapachem odstraszało inne krowy dając większą swobodę w czasie wypasu na łące. Tak postępowano w Głuszynie.

W innym rejonie, okolicach Bogusłwic krową robiono specjalne wianki z ziół, najczęściej z rozchodnika, macierzanka, tergownik (podobny do białej koniczyny), kopytnik, rosiczki (wodna), lubieszczyku, mięty, powonji pachnącej, lipiny. Wianek miał chronić przed czarami. Taką ozdobę częściej przygotowywano przed świętami tj. Zielone Świątki, uważano że wówczas czarownice robią największe szkody. Brano zioła, gdy były jeszcze świeże i owijało się je lipowym łykem; tym samym łykiem obwiązywano krowie rogi lub przywiązywano je do ogona. Tymi samymi ziołami okadzano również ludzi, np. w chorobie na gruczoły lub inne choroby płucne (zwyczaj z Bogusławic).

W Brześciu aby czarownica mleka nie odbierała, w pierwszy dzień Zielonych Świątek, pasterze wypędzali krowy z brzaskiem dnia (czasem po północy) na paśnik. Bywało, że krowy przekraczały kawałek za cudzą granicę łąki, co było w zwyczaju. W Zielone Świątki mówiono, że widzi się czarownice z płachtą, która rogiem materiału wlokła go po ziemi i tak chodziła po pastwisku między krowami i zgarnia, niby zbiera coś po rosie tą płachtą, mówiąc:

„Biorę pożytek ale nie wszystek”

Pozostałą część zgarniał chłopak:

„A ja niestatek, biorę ostatek”

Podobnie zapisano w Konecku: „Mnie na użytek tobie na ubytek” mówiła kobieta podczas sumy niedzielnej w kościele, kołysając się i zrywając zioła.

W Bogusławicy i Więcałwicy zapisał się obraz, w którym z uzdeczki zawieszonej w chałupie na kołku, zaczęło wyciekać mleko.

W Mąkoszynie wierzono, że wybranie lub zniszczenie jaskółczego gniazda spowoduje jej lot nad krową, która będzie wówczas krwią doiła. Lekarstwem na to było doić na miotłę, czyli wytrysnąć nieco mleka.

W tej samej miejscowości uważano, że jak na żabę albo ropuchę plunąć, to żaba na języku wyrośnie. Czarną ropuchę nazywano ciotą. Czarownica miała na usługach diabły, które jej służyły ale mocno ją za to nienawidziły. Czarownica mogła diabła na kogoś posłać. W Płowcach mówiono, że jednej dziewczynie aż trzy diabły ciota posłała. Nawiedzona nieszczęściem, miała w sobie diabelstwo, które miało wiele pragnień: obżarstwo, popęd, pragnienia, rządzę, a czasem popaść w pracoholizm lub stać się zapobiegliwą i inteligentną (stać się doktorem).

Zły duch nawiedzał i inne kobiety. Zły miał swoje pragnienia do których namawiał niewiastę. Chłopi uważali, że jak chrząknąć przy takiej kobiecie to ona odezwie się:

„ot, już mu się gorzały chce! Już psiakrew mu sucho w gardle!”

Powiedzenie z Płowiec jeszcze nie tak dawno można było usłyszeć u starszych Kujawiaków w domach. Oczywiście miało skłonić kobietę do uciszenia się, gdyż to zło przez nią przemawiało, a chłop spokojnie mógł się napić wódki.

Czarownica mogła diabłów zakląć w czymkolwiek np. pożywieniu i w napojach (także w wódce). Także chroniono się przed tym robiąc znak Krzyża świętego, co wyganiało diabelstwo, kieliszek pękał lub wódka się wylewała. Zwyczaj opisany pochodził z miejscowości Bogusławice.

Diabły, które przez czarownice są zaklęte nie chcą łatwo opuścić ciała ludzkiego, czasem i modlitwy nie pomagają. Człowiek czuje się coraz gorzej, dopóki moc modłów nie wypędzi go z ciała. Do słabego ciała i ducha łatwo jednak mogą powrócić. Czarownica rzucająca diabelski urok jest przez diabła znienawidzona. Istnieje opowieść z Bogusławic i Rakutowie o spotkaniu nawiedzonej przez diabły dziewczynie z przekupką, która okazał się być czarownicą, gdy diabły rozpoznały ciotę, kazały rzucić się na nią opętanej i doszło do krwawej bójki.

„Bo to diabeł w babie, serce wyrwie, i gardło rozsadzi” – opowiadano.

Kobieta opętana, obłąkana biegała po wsi, utrapiona mimo woli tańczyła po kilka razy na dzień. Tańczyć tak miała przez cały rok, takie zaklęcie rzuciła ciota z innej wsi na dziewczynę z Bodzanowa i nawet jak wiatr był wielki i mróz to ona tańczyć musiała, a zimna w bose nogi nie odczuwała.

„Ksiądz w czasie nabożeństwa widzi każdą Nieczystą przez patynę lub monstrancją, jak skopkiem zamiast kapki (choćby najcelniejszej) ma pokrytą głowę, ale wydać jej ani powiedzieć mu tego nie wolno. Na pozór modlą się owe nieczyste gorąco, ale nie widzą przed sobą ołtarza ani obrazów, lecz tylko gnojowe deski.” – opowiadano w Bogusławicach o nawiedzonych dziewczętach.

Czarownica nie ma w swych oczach Panien, tylko Kozły; bo każdy poczciwy miewa panny w swych oczach – twierdzono w Radziejowie. Czarownica miewa w oczach krzyżyki i gzygzaki, w źrenicy jej nie odbija się obraz wpatrującego się w nią człowieka. Inteligentne kobiety, mówiące po łacinie lub w innym języku obcym uważane były za cioty (Płowce). W Ruszkowie mawiano, że cioty wysiadują na jajkach w gnieździe na drzewie, żeby głód i nieurodzaj sprowadzić. W lesie we wsi Chrustowo na dębię, czarownica miała jaja gęsie.

„Widziano jak czarownica ta w postaci gęsi odlatywała ode wsi do boru na gniazdo swoje. Strzelec w boru myśląc, ze to prosta gęś, strzelił do niej gdy zerwała w powietrze, lecz chybił; a chybiali i drudzy. Po kilku dopiero dniach domyśliwszy się z kim ma do czynienia i nabiwszy strzelbę guzikiem srebrnym, postrzelił ją w skrzydło. Postrzelona zerwała się z gniazda i spadła o parę staj stamtąd w len (na gruncie wsi Zakrzewa). Strzelec, gdy się do niej zbliżył, ujrzał nie gęś ale babę z postrzeloną ręką, z której krew ciekła. Zaczepił ją, pytając coby tu robiła i coby jej się w rękę stało? A ona mu na to odrzekła: że dziabnęła sierpem, wyrzynając łopuchę (zielsko0 ze lnu. Ale sierpa wcale nie miała w ręku i wcale go tam nie było. Strzelec też nie głupi, oszukać się nie dał, a poznawszy, że to ciota, babę zagnał do Urzędu, do wytłumaczenia się z tego czem się zatrudniała. Wyjęto potem gniazda trzy pozostałe w niem jaj, i takowe we wsi roztłuczono. W jednem jaju znaleziono krew (wojnę), w drugim grad (nieurodzaj), a w trzecim deszcz (zalew). Czarownicę oćwiczono rózgami.” – opowieść z bachorny, wsi Bodzanów.

We wsi Święte pod lasem zauważano na trawniku wydeptane jakieś koła mniejsze i większe, które nie zarastały, lub pożółkły tylko trawą. Uważano, że to kręgi przez cioty wydeptane, które w tańcu w kółko się kręciły i koła owe zakreślały.

„Co czwartek zjeżdżają się czarownice za stodołę i wytańcują tam zawsze koła czyli okrągłe znaki, które po tej ścieżce gdzie biegły, trawą nie zarastają. Ażeby się tam dostać, baba smaruje się maścią pod pachą i kominem wyleci, a na miejscu swojem zostawi przy chłopie miotłę za żonę; sma zaś tańcuje w najlepsze z drugiemi ciotami, które się tam zewsząd pozlatywały. A jeśli daleką ma podróż do miejsca zebrania, to napotkawszy w drodze chłopa, przemienia go w konia za posmarowaniem ową maścią, wsiada na niego i jedzie dalej, aż na samo miejsce. Stolarz z Radziejowa Lejzerowicz wszedłszy przypadkiem do jednej chałupy, ujrzał jak bab po pozostawieniu w łóżku miotły, wysmarowała się maścią ze słoika i smyrhnęła kominem w górę. Stolarz spostrzegłszy, że maści nieco jeszcze w słoiku pozostało, z ciekawości i on się nią posmarował, i natychmiast wyleciał za babą przez komin. Gdy przybył na miejsce ich zebrania, został jak najlepiej przyjęty; cioty wenerowały go i częstowały tem co same jadły. A były to smaczne potrawy, które on jednak (ostrożny) nie jadł, ale do kieszeni chował. I dobrze zrobił, bo przyszedłszy z rana do domu, zamiast owych przysmaków znalazł w kieszeni końskie żemełki (odchody czyli bobki).” Opowieść z bachorny ze wsi Bodzanów to kolejna piękna strona mitologii kujawskiej.

Według podań cioty co czwartek jeździły na łyse góry i bezdroża. W wigilię św. Jana Chrzciciela (24 czerwca) zbierały się na Łysej Górze, gdzie odbywały walną biesiadę.

We wsi Ruszkowo opowiadano, że za czasów zaboru pruskiego, kasztelanowa (R.) sprowadzić kazała do dworu wielką liczbę bab ze swoich dóbr i sądziła je za czary. Spalono wówczas dziewięć kobiet żywcem w Konarzewie pod Kruszwicą, na środku pola. Widziano jak z popiołu po dwóch spalonych kobietach białe gołąbki wyleciały do góry. Uznano to, za znak że te dwie były niewinne.

Prócz ciot obawiano się również Zmory. Jeździła na kółkach od pługa, który skrzypił (nienasmarowany). Wylatywała z izby kominem, i gdy piszczało drzewo mokre paląc się na kominie, mówiono że to Zmora skwierczy, przeciskając się kominem. Podanie pochodzi ze wsi Święte i Konecka.

Dla dzieci groźne były Podziomki (mieszkające pod ziemią kobiety), które nieraz niewieście zręcznie zabierają dziecko, czasem z kołyski, a podsuwają swoje. Podanie powtarzano we wsi Więcałwice.

W szparach i w mysich norach (myszorach) ukrywają się Krosnalki, czyli ludzie mali, wielkości owadów. W księżycową noc wychodziły z ukrycia i biegały bawiąc się po izbach kujawskich. Nie byli szkodliwi dla ludzi ale jeśli ich przestraszyć mogli zamienić się w olbrzymów – podawali gniewkowianie.

Babok jest również częścią mitologii kujawskiej. Babokiem straszono dzieci płaczące. Jak podają mieszkańcy wsi Nieszawa i Brześć Babok jest demonem nocy i ciemności budził strach u ludzi. Mieszkał w cieniu drzew, wierzono że jest niewidzialny. Dzieci były jego ulubionymi ofiarami, straszył je nocą budząc u maluchów koszmary. Światło odstraszało Baboka, zostawiano zapaloną świecę. Demona przyciągał zły nastrój w domu.



Opracowanie Bartłomiej Grabowski, źródło Materiały do etnografii słowiańskiej, Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce, Oskar Kolberg, seria III, Kujawy cz. I, Warszawa 1867.








































wtorek, 24 lutego 2026

Historia kruszwickich Żydów XIX - XX w.

XIX wiek obfitował w wydarzenia polityczne, które nie sprzyjały rozwojowi liczebności ludności w Kruszwicy. Był to czas wojenny, począwszy od 1794 r., aż do Powstania Wielkopolskiego (1918/1919), mieszkańcy walczyli o swoje prawa i niepodległość. W ciągu 100 lat liczba mieszkańców w tym okresie wzrosła, z 57 do 2937. Największy przyrost ludności w Kruszwicy zanotowano w latach 1880 -1900. Miało to związek z uprzemysłowieniem miasta, w szczególności z uruchomieniem w Kruszwicy cukrowni.

W początkach XVII w. w Kruszwicy mieszkał żydowski rzeźnik. Jednak większa grupa Żydów pojawiła się w mieście dopiero około 1810–1811 r. W 1812 r. było ich 11. W kolejnych latach żydowska społeczność powoli się rozrastała.

Osiedleni w Kruszwicy Żydzi mieli od 1826 r. własną gminę na prawach korporacji. Najprawdopodobniej w końcu lat dwudziestych lub początkach trzydziestych XIX w. powstała więc samodzielna gmina. Jej statut zatwierdzono 13 kwietnia 1834 r. Do tego czasu społeczność żydowska w Kruszwicy należała do gminy żydowskiej w Inowrocławiu. Względy finansowe spowodowały, że władze gminy kruszwickiej zwróciły się w 1839 r. do gminy w Inowrocławiu z wnioskiem o ponowne przyłączenie. Sprawa nie została jednak sfinalizowana. Gmina w 1858 r. liczyła 194 osoby, w 1907 — 91. W jej granicach znajdowało się, obok Kruszwicy, dziewięć okolicznych wsi, położonych w obrębie wójtostw Kruszwica i Chełmce.


W 1858 r. w Kruszwicy wybudowano synagogę (ul. Poznańska). Lekcje religii prowadził kantor Marcus Caro (w 1907 r. — 5 uczniów). Na przełomie XIX i XX w. gminą kierowali: H. Cohn, A. Michaeli, dr Aronsfeld.

Synagoga w Kruszwicy mieściła się przy ul. Poznańskiej (dawniej nr 4, dziś 8). Z zestawienia majątku Gminy Żydowskiej w Kruszwicy z 31 lipca 1930 r. możemy dowiedzieć się, że wartość budynku szacowano wówczas na 5000 zł, a jego stan oceniano jako dobry, po przeprowadzonym kilka lat wcześniej remoncie. Oprócz bożnicy mieściły się w tym budynku pomieszczenia mieszkalne oraz chlewy. Przed włączeniem gminy żydowskiej w Kruszwicy do gminy żydowskiej w Inowrocławiu sporządzono spis majątku ruchomego.

Znalazły się w nim takie przedmioty jak: 2 rodały w dobrym stanie (400 zł), 3 rodały wadliwe (150 zł), 1 srebrny puklerz do rodału (50 zł), 3 jady (15 zł), 1 kielich (5 zł), 4 lichtarze mosiężne (10 zł), 4 lichtarze mosiężne korony (25 zł), 3 korony gazowe mosiężne (15 zł), 1 lampa gazowa (3 zł), 1 zegar ścienny (20 zł), 2 talerze mosiężne ścienne (10 zł), 1 umywalnia (3 zł), 3 ręczniki (3 zł), 14 ławek (42 zł), 2 krzesła (10 zł), 1 klęcznik (3 zł), 1 dywan (5 zł), 1 chodnik (3 zł), 2 spluwaczki emaliowane (2,5 zł), 15 kart do rodałów (1,5 zł), 1 mosiężna puszka na datki (0,25 zł), 8 zasłon do arki przymierza (24 zł), 6 małych zasłon do arki przymierza (6 zł), 4 wielkie obrusy do ołtarza (20 zł), 9 małych obrusów do ołtarza (9 zł), 11 płaszczów do rodałów (22 zł), 1 klęcznik (0,50 zł) i 1 szafka do akt (5 zł). Budynek synagogi został zburzony przez Niemców podczas II wojny światowej.

W 1863 r. gmina żydowska w Kruszwicy liczyła 23 członków z samego miasta oraz 19 członków z okolicy. Dla stworzenia lepszych warunków rozwijającej się gminie żydowskiej zakupiono nieruchomość, którą przebudowano na synagogę. Do synagogi należał także grunt na obszarze 3 mórg. W 1877 r. korporacja żydowska powołała towarzystwo wzajemnego popierania się na wypadek choroby, śmierci oraz dla pielęgnowania ciężko chorych.

Po 1920 r. większość mieszkańców wyjechała do Niemiec. Kruszwiccy Żydzi parali się głównie kupiectwem. W 1939 r. handlem zajmowali się: Fiszel Engel, Jochna Feldmann, Nastka Feldmann, Mojżesz Grojnowski, Szlamowicz, M. Paździerski, Salo Pieterkowski, Sajda Radziejewska. W 1921 r. gmina liczyła 25 osób, w 1923 — 22, w 1925 — 35, w 1932 — 19.

Od maja 1920 r. gminą kierowali: dr Heimenn Aronsfeld (przewodniczący, pełnił także funkcję rabina), Emil Seelig, Caezar Freudenthal, zastępcy: Eliasz Witkowski, Salo Pieterkowski. Z tego składu w 1923 r. pozostali w zarządzie: H. Aronsfeld i S. Pieterkowski. Przewodniczący gminy w 1923 r. wyjechał do Niemiec. Aby zapewnić pozostałym członkom możliwość korzystania z instytucji gminnych i uchronić jej majątek przed przejęciem przez skarb państwa, zarząd zawarł z przedstawicielami gminy inowrocławskiej L. Levy’m i Baruchem Wienerem akt dzierżawy (obowiązujący do 1 lipca 1948 r.) synagogi, domu mieszkalnego i cmentarza. W 1932 r. umowę rozwiązano, a nieruchomości włączono do zasobów gminy żydowskiej w Inowrocławiu.


Po ograniczeniu autonomii na rzecz Inowrocławia gmina kruszwicka zaczęła pogrążać się w chaosie finansowym i administracyjnym. Nie pracował żaden urzędnik gminny, religii indywidualnie nauczali rodzice. Symbolem upadku było zrzeczenie się przewodniczenia gminie przez S. Pieterkowskiego, który przekazał obowiązki 30 lipca 1925 r. Bercie Unger. W latach 1924–1929 prowadzono gospodarką pozabudżetową. Członkowie gminy wszelkie koszty pokrywali z dobrowolnych składek.

Od 1928 r. zaczęły odżywać tendencje do usamodzielnienia się gminy i wyłonienia nowego zarządu. Znaleźli się w nim: Joel Dawid Rachwalski (wyprowadził się, zastąpił go jako przewodniczący S. Pieterkowski), Chil Majer Paździerski, Louis Myrants, zastępcy: Maurycy Wilczyński, Menachem Feldman. Komisarzem Gminy Żydowskiej 15 marca 1932 r. został burmistrz Kruszwicy. Przygotował, ostatnie przed włączeniem do gminy w Inowrocławiu, wybory do zarządu gminy, które przeprowadzono w dniu 12 października 1932 roku. Wybrano: Chila Majera Paździerskiego (przewodniczący), Moszka Feldmana, Jeszue Feldmana. Majątek gminy tworzyły: synagoga z przyległymi przybudówkami (ul. Poznańska 4). Jej wartość w 1930 r. szacowano na 5000 zł, a wyposażenie na 300 zł. W sąsiedztwie synagogi znajdował się dom mieszkalny, gdzie mieścił się dom modlitw (ul. Poznańska 18) o wartości 10 000 zł. Przy ul. Fabrycznej umiejscowiony był cmentarz o powierzchni 1,5 morgi z przyległym ogrodem (600 zł).

Obsługę religijną w latach trzydziestych zapewniali przyjeżdżający z Inowrocławia kantor i rzezak Szlingenbaum, rabini: Jakub Kohn (do 1933) i Stanisław Simon (od 1935). W grudniu 1937 r. miały miejsce przypadki bojkotu żydowskich firm.

W początkach listopada 1939 r. po wielu przygotowaniach ruszyła centralnie kierowana akcja wysiedleńcza związana z osadzeniem na ziemiach wcielonych do Rzeszy Niemców etnicznych. W jej interesie Himmler jako komisarz Rzeszy dla umocnienia niemczyzny wydał rozporządzenie zabraniające dalszych wysiedleń „dzikich”. Odpowiednie akapity, zarządzenia 1/II z 30 października 1939 r. wydanego przez komisarza Rzeszy brzmiały następująco: wysiedleń należy z dawnych, obecnie niemieckich prowincji i terenów Rzeszy wszystkich Żydów; z prowincji Prusy Zachodnie wszystkich Polaków z Kongresówki; z prowincji Poznań, Prusy Południowe i Prusy Wschodnie oraz Wschodni Górny Śląsk szczególnie wrogo usposobione elementy spośród ludności polskiej.

W 1939 r. większość Żydów uciekła z miasta przed wkroczeniem wojsk niemieckich. W okolicach Kruszwicy znalazła się we wrześniu, październiku i listopadzie 1939 r. grupa Żydów m.in. z Inowrocławia i być może pojedynczy miejscowi Żydzi. Większość Niemcy wymordowali w pobliskich Łagiewnikach, Przedbojewicach i Różniatach. Synagogę kruszwicką zburzono na przełomie 1939 i 1940 r.

Na terenie Kruszwicy, podobnie jak w Janikowie, powstał obóz pracy dla ludności żydowskiej. Przeciętny stan zaludnienia obozu liczył 120 osób. Był to obóz przejściowy, istniał od około 2 listopada 1942 r., do 27 kwietnia 1943 r., czyli do czasu kiedy zostały wykonane wyznaczone przez Niemców prace na terenie Kruszwicy. Więźniowie otrzymywali za pracę chleb i czarną kawę, czasem cienką zupę. Racje żywnościowe nie mogły zaspokoić głodu, więźniów głodzono. Po zamknięciu obozu Niemcy zlikwidowali część więźniów niezdolnych do dalszej pracy, część z nich zamordowano w okolicznych lasach, a resztę wywieziono do obozów koncentracyjnych w Dachau, Mauthausen i innych oraz do obozu pracy w Rudau koło Królewca.

CMENTARZ


Na zachód od Kolegiaty kruszwickiej, w miejscu, gdzie dziś funkcjonuje cukrownia niegdyś położony był cmentarz żydowski. Cmentarz zaczynał się na skrzyżowaniu ul. Ziemowita, Przybyszewskiego i Powstańców Wielkopolskich i rozciągał się w kierunku Gopła (wzdłuż dzisiejszego muru cukrowniczego na ul. Ziemowita). Cmentarz powstał około 1839 r., powierzchnia sięgała około 0,15 ha, w prostokącie. Obiekt przestał działać w czasie II wojny światowej, jednak całkowita likwidacja miała miejsce w latach 60tych, w czasie rozbudowy infrastruktury cukrowni.

KRUSZWICKA SYNAGOGA PRZY ULICY POZNAŃSKIEJ


Synagoga została zbudowana w 1858 r. w stylu klasycyzmu. Obiekt usytuowany był wzdłuż pierzei ulicznej - Poznańska 4. Założony na planie prostokąta. Budynek był murowany, tynkowany, niepodpiwniczony. Parterowy z poddaszem użytkowym. Więźba drewniana krokwiowo-jętkowa ze stolcami. Elewacja frontowa z drzwiami po środku i czterema drewnianymi oknami. Dach na przestrzał, komin "babula". Zbudowany jako świątynia - Synagoga, dla mieszkańców Kruszwicy wyznania Mojżeszowego. Podobne pod względem architektonicznym budowle powstały w tym okresie na ul. Rybackiej i Niepodległości.

Przy świątyni znajdował się także budynek mieszkalny z salą modlitw oraz budynki gospodarcze: rzeźnia i stajnia. Religi nauczał kantor Marcus Caro. Cmentarz znajdował się w innej części Kruszwicy, przy ul. Fabrycznej, dziś częściowo teren Cukrowni. Miejsce pochówku było ogrodzone. W okresie międzywojennym liczba kruszwickich Żydów uległa zmniejszeniu na skutek wyjazdu mieszkańców z miasta. W latach trzydziestych XX w. zaledwie kilkunastu wiernych deklarowało przynależność do gminy kruszwickiej. Przed wybuchem II wojny światowej wiernych było jeszcze mniej. Synagoga została spalona przez okupanta niemieckiego pod koniec 1939 r., a jej zgliszcza rozebrane w następnym roku. Nie zachował się także cmentarz. Świątynia w Kruszwicy przestała istnieć i nie została już odbudowana.





Opracowanie B. Grabowski, źródła: Guldon Z., Żydzi w miastach kujawskich w XVI–XVIII wieku, „Ziemia Kujawska” 1993, t. 9. Heppner A., Herzberg I., Aus Vergangenheit und Gegenwart der Juden in den Posener Landen, Koschmin – Bromberg 1904–1908, Kawski T., Gminy żydowskie pogranicza Wielkopolski, Mazowsza i Pomorza w latach 1918–1942, Toruń 2007, Kawski T., Społeczność żydowska na pograniczu kujawsko-wielkopolskim w XX wieku, [w:] Z dziejów pogranicza kujawsko-wielkopolskiego. Zbiór studiów, red. D. Karczewski, Strzelno 2007, ss. 161–187, Łaszkiewicz T., Z dziejów Żydów na Kujawach Zachodnich w okresie międzywojennym, [w:]Albert Abraham Michelson, noblista z Kujaw. Studia i materiały, red. D. Kurzawa, Strzelno 2007, ss. 62–70, W. Jastrzębski, T. Jaszowski, Potulice oskarżają, Bydgoszcz 1968.