Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabytki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabytki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 grudnia 2018

Pałac w Kobylnikach i ród Wilamowitz-Moellendorff


Kobylniki – wieś w Polsce położona w woj. kujawsko-pomorskim nad jeziorem Gopło, w powiecie inowrocławskim, w gminie Kruszwica. W latach 1975-1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa bydgoskiego. W Kobylnikach znajduje się zabytkowy pałac, pełniący funkcję hotelu, oraz stadnina koni.1

Pałac położony jest we wsi Kobylniki, przy drodze krajowej nr 62, z Włocławka do Strzelna, 1 km od Kruszwicy. Usytuowany jest w przepięknym, malowniczym parku, nieopodal jeziora Gopło. Jest gościnną przystanią dla szukających odpoczynku i oderwania od codzienności.

Pałac stanowi doskonałe miejsce wypadowe do zwiedzania Szlaku Piastowskiego i osobliwości Nadgoplańskiego Parku Tysiąclecia. Obecnie Pałac w Kobylnikach zarządzany jest przez KOM-ROL Kobylniki sp. z o. o.2

„Kiedy w roku 1900 landrat (starosta) inowrocławski Hugo Fryderyk Wilhelm von Moellendorf kazał pobudować kobylnicki pałac, to jednocześnie otoczył go rozległym parkiem z przyległymi, malowniczo zakomponowanymi gajami, łąkami, stawami. Do dziś pozostał jedynie spory kawał owego parku, pieczołowicie pielęgnowany przez pracowników KOM-ROLU, jednak gdy ktoś uważny, wyposażony w zmysł wrażliwej obserwacji przejdzie się wokoło, to z całą pewnością odkryje relikty dawnej kompozycji, nawet w dość dużej odległości od samej budowli. Tu i ówdzie zdobiące krajobraz potężne drzewa, ewidentnie posadzone z woli człowieka, nie zaś z przypadku czy radosnego, witalnego chaosu przyrody dają wyobrażenie o skali dawnego przedsięwzięcia, szacowanego na kilkanaście hektarów. Do dziś tu spotkać można stare dęby, buku, lipy, a nawet pojedyncze okazy egzotycznych krzewów. Możliwe, że to wszystko powstało jeszcze z inspiracji żony Arnolda von Wilamowitza- Moellendorfa - Ulryki von Calbo (1820- 1874) słynnej z nieprawdopodobnej wrażliwości na piękno i proporcje, założycielki prywatnego, protestanckiego cmentarza rodziny w niedalekim Gaju Wymysłowickim (szczątkowo przetrwał do dziś, lecz nawet z resztek można odczytać nieprzeciętną myśl kompozycji) Pałac był rodzynkiem w tym cieście estetyki. Choć zbudowany bez klasycznie wyraźnych cech stylowych, w manierze neorenesansu, to łatwo dostrzec w nim konsekwencję i zdecydowanie architektoniczne. Duża zasługa w tym licowej cegły, z której wykonana jest całość, oraz przepięknych, nieraz wręcz misternych detali z kutego żelaza, zdradzających zarówno indywidualizm zamawiającego (Moellendorfa), jak i mistrzostwo nieustalonego mistrza kowalskiego. Za każdym razem, gdy tam jestem owe detale balustrad, krat, okuć wprawiają mnie w podziw, tym bardziej, że zawsze odkrywam coś nowego. Podobnie zresztą jest w środku. Wnętrza pałacu są przebudowane tylko w niewielkim stopniu. Rzecz jasna burzliwe dzieje spowodowały, iż nie zachował się oryginalny ich wystrój, wyposażenie, jednak i tu widać troskę pracowników Spółki KOM-ROL o utrzymanie klimatu rezydencjonalnego, połączenie coraz bardziej uporządkowanej elegancji z funkcjonalnością (hotel).

Wielki holl, którego atmosferę buduje panujący niemal półmrok i spory oryginalny obraz z epoki wygodnie rozprowadza do przestronnych sal. Wrażenie robi zwłaszcza jadalnia, do której drzwi można rozsunąć niemal na całą jej szerokość. Światło wielkiego okna zamykającego wydłużony prostokąt pomieszczenia podkreśla fakturę drewnianych kasetonów sufitu i ścian ozdobionych olbrzymimi współczesnymi obrazami zastygłymi we wspólnych ramach, tworzącymi de facto art.-boazerię... Lecz wtajemniczeni wiedzą, że nie tu jest skarbiec pałacu, a za niepozornymi drzwiami odgradzającymi wejście do stosunkowo niewielkiego pokoju. Wszystko, co do tej pory słyszeliście, czytaliście, czy oglądaliście na ilustracjach o oryginalnych gdańskich meblach znajduje się tym pomieszczeniu. Gdybym tylko pokusił się o szczegółowe opisanie wielkiego kredensu, mogłoby to zająć wiele stron.... Jest niepowtarzalny. Na każdym jego detalu – podobnie jak na krzesłach, stole, ławie, komodzie – znać delikatne muśnięcia dłuta rzeźbiarza- mistrza artysty, kompozytora reliefów, który z każdego szczegółu, niczym z nut ułożył dzieło przywodzące na myśl muzyczne koncepcje samego Wagnera gdzie siatka motywów przewodnich, symbolizuje postaci utworu, idee, uczucia.

Zresztą nie przypadkiem przywołuję tu samego wielkiego Wagnera – neoromantyka, wskrzesiciela mitów germańskich, bo gotów jestem się założyć, iż dynamiczna rzeźba centralnej, płaskiej nadstawy mebla jest ilustracją jednego z mitów spopularyzowanych w jego operach... Każde krzesło w tym pokoju, choć na pierwszy rzut oka podobne, jest osobnym dziełem sztuki. Masywne podłokietniki ławy wieńczą realistyczne lwie głowy. Takie same, lecz różne w skali wystają z gzymsów kredensu, komody... i wtedy przypominasz sobie o tych dwóch wspaniałych lwich posągach strzegących wejścia przy frontowym ryzalicie. Niemal naturalnej wielkości bestie leżą leniwie rozparte na swych cokołach, w beznamiętnym geście unosząc łby. Mamy zatem do czynienia z pewną konsekwencją, bo według zapewnień meble z tego pokoju są reliktem dawnego wyposażenia pałacu. Wygląda więc na to, że lwia menażeria kobylnickiego pałacu nie jest dziełem przypadku, czczą ozdobą, czy efektem bezideowego gustu, zwłaszcza w zestawieniu z tym, co wiemy o Moellendorfach. To świadome wykorzystanie symboliki lwa... Aż ręka swędzi, żeby w tym miejscu wejść głębiej w temat, lecz aby nie gmatwać głównego wątku, musi nam wystarczyć przypomnienie, iż lew jest symbolem o wyjątkowym statusie. Postaciom i miejscom dodaje splendoru, prezentuje ich siłę i męstwo (spotykany w herbach, pieczęciach kujawskich książąt) , podkreśla wyjątkowe dokonania, jest strażnikiem miru, zaś jako godło heraldyczne wyrażał podmiotowość prawną w feudalnym społeczeństwie. Pełno go w Ewangelii. Mój ulubiony św. Jan w Apokalipsie pisze tak (5,5) ...”I mówi do mnie jeden ze Starców: Przestań płakać: Oto zwyciężył Lew z pokolenia Judy, Odrośl Dawida, tak, że otworzy księgę i siedem jej pieczęci”. Czyż można się dziwić, że wszedł także do symboliki masońskiej i to nie tej prostej (kielnia, węgielnica itp.), a zawoalowanej? Lecz wrażliwy obserwator siedzący w owym kobylnickim gabinecie, podziwiający zgrabne snycerskie cuda lwich łbów musi w pewnym momencie poczuć na sobie coś jeszcze – wpatrujące się w niego kilka par oczu postaci przybyłej tu z mroków historii, pogańskich mitów, kaplic templariuszy, gotyckiej symboliki...

Jej zastygłe oblicze, na pierwszy rzut oka niewidoczne spośród fantazyjnych roślinnych splotów spogląda z rzeźbionych oparć krzeseł, swą florystyczną czupryną niejako podtrzymuje i prezentuje herb miejski (na każdym inny), a w zwieńczeniu dając podstawę dwóm lwom wspartym o tarcze herbowe z wyrytą literą (na każdym inną).

Owa postać to nie wymysł fantazji rzeźbiarza, to najczystsze przedstawienie jednego z najstarszych, najbardziej tajemniczych symboli, wobec którego nie ma pewności, czy jego znaczenie do końca dziś prawidłowo odczytujemy. Jest to tak zwany „Zielony Człowiek”!

Ponieważ nie miejsce tu na rozwijanie tego fascynującego tematu, więc póki co musimy poprzestać na ogólnych stwierdzeniach. Otóż Zielony Człowiek to wizualna personifikacja sił witalnych przyrody, czczonych przez człowieka jeszcze w mrokach dziejów, a przejęta z owej mitologii pogańskiej przez gotyckich mistrzów, w kontekście po dziś dzień nie do końca jasnym. Najbardziej znane jego przedstawienia spotkać możemy w dawnych świątyniach wzniesionych przez Templariuszy. Najsłynniejsze pochodzą ze szkockiego kościoła Templariuszy w Rosslyn (rozsławionego dzięki książce „Kod Leonarda da Vinci” D. Browna). Jest ich tam ponad 200! Jednak i w Polsce możemy je spotkać. Idąc do malborskiej zamkowej kaplicy św. Anny (tam gdzie spoczywa m.in.  komtur Brodnicy, a potem wielki mistrz Zakonu Krzyżackiego Henryk Dusemer von Affberg), możemy dostrzec przed wejściem od strony fosy, tuż nad portalem, u zwieńczenia łuków twarz otoczoną liśćmi dębu! Nad wejściem od strony cmentarza ujrzycie podobny wizerunek, tyle, że dębowy wieniec obrodził już owocami. Z własnych obserwacji wiem o co najmniej kilku pomorskich gotyckich świątyniach mających na zwornikach wyobrażenie Zielonego Człowieka.

Zatem owo tajemnicze oblicze ma swoją ponadnarodową tradycję, przenoszoną też dzięki gildiom (zrzeszeniom zawodowym) wolnych mularzy, czyli wysoko specjalizowanych budowniczych przekazujących swoje tajemnice zawodowe tylko odpowiednio przygotowanym, wybranym uczniom (jedna z nich – Companions istnieje do dziś w niemal nie zmienionej od średniowiecza formule i jej ludzie wznoszą obiekty według starych wzorów, zasad, a często i technologii; uczestniczyli w odbudowie gniewskiego zamku).

Organizacje masońskie uważające się przecież za spadkobierców samego Hirama (budowniczego pierwszej Świątyni Jerozolimskiej), gildii wolnych mularzy i dziedziców wszystkich tajemnic świata oczywiście zaadoptowały dla siebie legendę Zielonego Człowieka. Lecz skąd w kobylnickim pałacu znalazł się jego wizerunek?

Odpowiedź jest dość prosta – pałac w Kobylnikach był jedną z siedzib loży masońskiej Frimaeurloge zum Licht im Osten do której na przełomnie wieków XIX i XX należeli najbogatsi właściciele ziemscy okolic Inowrocławia, zaś Hugo Wilamowitz-Moellendorff (1840-1905), landrat inowrocławski, naczelny prezes prowincji poznańskiej, właściciel klucza dóbr Kobylniki, wystawca pałacu z całą pewnością do nich się zaliczał.

Jeden ze starszych pracowników spółki Kom-Rol opowiadał mi, iż z kolei jemu opowiadano, że kiedy po wojnie przejmowano pałac, chcąc go zaadoptować na potrzeby PGR-u, to część ludzi z pewnym przestrachem wchodziła do sporej sali na piętrze, ponieważ ta miała ściany obite jakimś ciemnym materiałem, zaś na tle niemal czarnego sufitu widniały wymalowane konstelacje gwiezdne...

Na przełomie wieków XIX i XX Inowrocław był silnym ośrodkiem masońskim. Aby nie przeciągać tego tematu, dość powiedzieć, że np. 6 marca 1921 roku w gmachu loży masońskiej przy ul. Solankowej odbyło się nadzwyczajne zebranie polskich wolnomularzy, na którym dr Wilhelm Warschauer z Inowrocławia wybrany został zastępcą Wielkiego Mistrza...

Wróćmy jednak do Zielonego Człowieka. Obchodząc pałac wokół nie sposób nie zwrócić uwagi na niezwykłej urody kute w żelazie balustrady, kraty, detale. Przy uważniejszym spojrzeniu, dostrzeżemy, że centralny ośrodek, z którego niemal na każdym przęśle wychodzą wszystkie arabeskowe sploty stanowi wyobrażenie ludzkiej twarzy, takiej jak ta na oparciach. Tak więc – jak widać – tajemnicza, przedwieczna personifikacja witalnych sił przyrody strzeże do dziś kobylnickiego pałacu.

Jest w tym obiekcie jeszcze co najmniej kilka swoistych rebusów: architektonicznych i symbolicznych, lecz nade wszystko szacunek oraz podziw należy się obecnym właścicielom za troskę o pałac, za to, że nie podzielił losu setek podobnych budowli, które przejęte po wojnie przez PGRy poszły w ruinę lub zostały rozkradzione.

Niemiecka przeszłość nie ma tu nic do rzeczy, a zresztą trzeba wiedzieć, iż bodaj najsłynniejszy z Wilamowitz-Moellendorfów – Ulryk (światowej sławy filolog klasyczny, ur. 22 grudnia 1848 r., zm. 25 września 1931 r) sam siebie nazywał Origine Cujavus! Od 1910 roku był członkiem Polskiej Akademii Umiejętności. Jego prochy spoczywają na pobliskim cmentarzu w Markowicach, gdzie świadomie chciał być pochowany, mimo, że od 1919 roku te ziemie należały już do Polski!3”

Klan Wilamowitz

Po wdrożeniu reformy uwłaszczeniowej Offiziers-Witwenkasse, w imieniu której gospodarzył na majątku markowickim dzierżawca, niezbyt radziła sobie z opłacalnością w swoich kujawskich dobrach i już w 1836 r. odsprzedała je za 47000 talarów młodemu, dwudziestotrzyletniemu szlachcicowi z okolic Wittenberga, Arnoldowi Wilamowitz-Moellendorffowi (1813-1888). Arnold nosił również imiona Eugen Tello Heinrich i urodził się 28 czerwca 1813 r. O możliwości kupna majątku młody szlachcic pruski dowiedział się od swojej starszej siostry Emmy, która wraz ze swoim małżonkiem Fritzem von Schwanenfeld już wcześniej gospodarzyła w nabytych niedalekich dobrach Kobylniki. To po niej, Emmie von Schwanenfeld, najstarszy syn Arnolda, Hugon, późniejszy naczelny prezes prowincji poznańskiej, odziedziczył dobra kobylnickie. Arnold był synem Teodora Wilamowitza dziedzica dóbr rycerskich Strigleben koło Perlebergu i Ernestyny z domu von Bonin.

Wilamowitz-Moellendorff nabył 3769 mórg ziemi uprawnej wraz z lasem (670 mórg). Nadto zabudowania majątkowe i folwarczne, stary drewniany dwór oraz: 20 koni, 54 woły, 6 krów i 42 świnie. W dniu nabycia dóbr w majątku markowickim znajdowało się: 30 koni, 60 wołów, 11 źrebaków, 10 krów, 20 jałówek i 42 świnie. U dzierżawcy owiec znajdowało się: 5 krów, 855 owiec i 145 owczych jagniąt. Także inwentarz deputatowy, z którego korzyści czerpali robotnicy folwarczni, a mianowicie: 46 krów, 8 jałówek i 50 świń. Różnica w inwentarzu nabytym przez Wilamowitza-Moellendorffa a ilościami wykazanymi w dniu zawarcia transakcji, stanowiła własność dzierżawcy majątku. Na przełomie lat 1835/36 r. dominium markowickie liczyło 2631 mórg i folwark Gaj 1370 mórg wraz z 677 morgami lasów. W Gaju na tzw. Nowinach znajdowały się na areale 205 mórg łąki i pastwiska założone po karczunku lasu. Wówczas też uprawiano na majątku: pszenicę, żyto, rzepak, owies, jęczmień, proso, wykę, groch, fasolę, ziemniaki i koniczynę czerwoną. Już pod koniec roku 10 grudnia 1836 r. majątek markowicki, za najwyższym rozkazem gabinetowym, uzyskał przywilej dóbr rycerskich - Rittergut.

Wilamowitze byli szlachcicami pochodzenia polskiego, na co wskazuje chociażby ich nazwisko z typowo polską końcówką -ic(z), tą samą - jak pisze Marian Plezia - co w wyrazach starośc-ic, wojewodz-ic, pan-icz. Przy pomocy takiej końcówki nazywano syna po ojcu. Tak samo jak Piotrowicz znaczyło kiedyś tyle, co syn Piotra a Klemensiewicz tyle, co syn Klemensa, imię Wilamowic oznaczało syna Wilama, czyli Wilhelma. Miejscowość o nazwie Wilamowice, czyli pochodzenia odimiennego od Wilama, spotyka się po kilkakroć na ziemiach polskich. Wilamowitze nosili też polski herb Ogończyk, który przed wojną widniał na frontonie nieistniejącego już dziś dworu markowickiego. Stanowili oni odgałęzienie rodu pochodzenia litewsko-polskiego, które w XVIII w. przez Śląsk przeniosło się do Prus i tam zniemczyło. Drugą część nazwiska Moellendorf, gałąź ta otrzymała dopiero w roku 1813 drogą adopcji przez starego fryderycjańskiego feldmarszałka Wicharda Joachima von Moellendorffa, który po drugim rozbiorze, a dokładniej po sejmie grodzieńskim, po 20 stycznia 1793 r., na czele 15-tysięcznego korpusu pruskiego został skierowany do zajęcia Gdańska i Torunia. Po utarczkach pod Sierakowem koło Rawicza i pod Kargową (27 stycznia 1793 r.), a następnie pod Gnieznem, ówczesny generał W. J. Moellendorff okupował Wielkopolskę. Moellendorff obok Massenbacha stanowili część kamerryli dworskiej króla Fryderyka Wilhelma II, potępiającej rozbiór Polski.

Wśród wielu informacji znajdujemy takie, iż dziadek nabywcy Markowic, Arnolda Wilamowitza-Moellendorffa, nie znał języka niemieckiego, ale już jego syn Teodor, ojciec Arnolda, odznaczył się w wojsku pruskim w bitwie z Napoleonem pod Pruską Iławą, w 1807 r. Sam Arnold, choć uważał się za Niemca i wiernopoddańczą czcią otaczał dynastię Hohenzollernów, panującą w Prusach do 1918 r. - pisał Marian Plezia - zachował zdaje się wiele cech polskiego szlachcica. Był ponoć dobrym koniarzem i hreczkosiejem, z polskimi sąsiadami (przynajmniej z niektórymi) całował się z dubeltówki, a swemu sławnemu synowi Ulrykowi do śmierci nie wybaczył, że wybrał karierę naukowca, a nie chciał zostać oficerem kawalerii jak jego starszy brat Tello. Jego dobre stosunki z polskim sąsiedztwem zaznaczyły się w roku 1848, kiedy to podczas Wiosny Ludów panowanie pruskie w Wielkopolsce uległo nagłemu zachwianiu i wielu niemieckich osadników w popłochu opuszczało kraj. Wilamowitzom wystawiono wprawdzie wtedy wartę polską pod drzwiami, ale raczej dla ochrony ich samych niż dla pilnowania ich. Kiedy z kolei sytuacja się zmieniła i zaczęły się prześladowania powstańców, żona Arnolda, Ulryka, dopomogła ściganemu przez wojsko pruskie znajomemu Polakowi w ucieczce do Królestwa poprzez pobliską granicę. Z tym wszystkim byli to już wtedy patrioci pruscy i takie uczucia przekazali swym dzieciom. Chociaż w jednym z fragmentów „Wspomnień”, Ulryk syn Arnolda, światowej sławy filolog, odnotował, iż: Nasz herb jest polski i wspólny całej grupie rodzin, to w innym znajdujemy stwierdzenie, iż u niego w domu nie panuje polnische Wirtschaft, tak jak on sam, nie jest Polakiem. Dom Wilamowitzów-Moellendorff był patriotycznie pruski - a jak odnotował cytowany już Marian Plezia - tym obcym nam już dzisiaj rodzajem patriotyzmu, który identyfikuje ojczyznę z dynastią panującą, w tym wypadku z Hohenzollernami. W salonie wisiały portrety pary królewskiej, a po 1871 r. pary cesarskiej.

Po nabyciu 4 czerwca 1836 r. dóbr markowickich Arnold Wilamowitz-Moellendorff przystąpił do przekształcania majątku zaprowadzając nowy ład gospodarczy. Zastał tutaj powszechnie stosowaną uprawę trójpolową, która nie dawała takich efektów ekonomicznych, co system płodozmianu. Gleba w tej części Kujaw była bardzo urodzajną, ale niezwykle trudną w uprawie. W latach suszy zamieniała się w skałę, niedającą się uprawić, natomiast w latach przekropnych w nieprzejezdną maź błotną. Przez trzy lata parał się z trudami podniesienia na wyższy poziom majątku, by ostatecznie w 1839 r. zadecydować o osiedleniu się na Kujawach. W tymże roku zamieszkał w Markowicach ze swoją młodą żoną Ulryką z von Calbo (1820-1874). W zapiskach rodzinnych odnoszących się do wspomnień z pierwszych lat bytności Wilamowitzów-Mollendorff na Kujawach, zachowała się informacja mówiąca o dniu przybycia nowożeńców do markowickiej majętności: Z Priegnitz, gdy już nieco odremontował upadły majątek, sprowadził swoją żonę w 1839 roku, którą był zmuszony zanieść na rękach do dworu, gdyż powóz wiozący młodą parę ugrzązł „w bezdennym błocie”. Słomiana strzecha w czasie deszczu przeciekała i pierwsze dziecko trzeba było ratować od szczurów. Opis ten, zapewne daje obraz obfitującego w opady roku 1839, które zmieniły kujawskie pola i drogi w „bezdenne błoto” oraz pokazuje, iż młody dziedzic w pierwszej kolejności skupił się nad podniesieniem na wyższy poziom gospodarstwa.

Ulryka najpewniej wniosła znaczący posag, którego część została przeznaczona na budowę nowego dworu. Wzniesiony on został już w 1841 r. w stylu neorenesansowego piętrowego pałacyku, którego otoczeniem zajęła się sama dziedziczka. Tak więc, urządziła wokół niego park krajobrazowy wysadzając w nim wiele, w tym dotychczas nieznanych na Kujawach, gatunków drzew i krzewów. Były w nim m.in.: platany klonolistne, dęby szypułkowe, wiązowce zachodnie, brekinie, lipy, wierzby, tuje amerykańskie, magnolie oraz liczne krzewy ozdobne. Przed pałacem znajdował się sztucznie wybudowany, spełniający funkcje melioracyjne, staw pełen łabędzi i ptactwa wodnego. Uzupełnieniem całości był szereg budowli małej architektury ogrodowej. Integracyjną częścią parku przydworskiego było znajdujące się o kilkadziesiąt metrów na północ, przy drodze do Inowrocławia, założenie parkowo-ogrodowe zwane Kampel, którego opis znajduje się we wstępie do niniejszego opracowania. Dziełem Ulryki był również założony w 1864 r. w Gaju Wymysłowickim, znajdującym się w obrębie folwarku Gaj - nazwanego przez właścicieli Moellendorff, prywatny cmentarz rodzinny, którego opis znajduje się w podrozdziale poświęconym Wymysłowicom.

Nowością w dotychczasowej uprawie było wprowadzenie w obrębie całej majętności płodozmianu, czyli optymalnego doboru następujących po sobie, z roku na rok, upraw poszczególnych roślin. Markowice podzielono na trzy obszary uprawowe: (I) czarnoziem okalający wieś Markowice z wydzielonymi 9 polami oraz łąkami zwanymi czarnym ugorem położonymi na granicy, z Żernikami i Kruszą Duchowną, (II) jasne gliny rozciągające się w zachodniej części majątku z 6 polami i (III) folwark Gaj, później nazwany Mollendorf, również z 6 polami. Na poszczególnych polach pierwszego obszaru uprwiano: 1 - rzepak na oborniku, 2 - pszenicę, 3 - ziemniaki na jesienią przyoranym oborniku, 4 - jęczmień z wsiewką koniczyny, 5 - koniczynę, 6 - koniczynę jako poplon, 7 - pszenicę, 8 - groch na jesienią przyoranym oborniku, 9 - pszenicę. Na drugim obszarze: 1 - pszenicę na oborniku, 2 - ziemniaki, 3 - groch na oborniku, 4 - pszenicę, 5 - owies z wsiewką koniczyny, 6 - koniczynę. Na gruntach folwarku Gaj uprawiano na polach: 1 - po przyoranym jesienią oborniku, groch, 2 - koniczynę, 3 - pole, na zimę obornikowane stanowiące uprawę deputatową pracowników folwarcznych, pod uprawę ziemniaków, 4 - Owies z wsiewką koniczyny, 5 - koniczyna, 6 - koniczyna, jako poplon.

Jak podają statystyki w 1860 r. w majątku znajdowało zatrudnienie 70 rodzin, co dawało łącznie 177 robotników, do tego w okresie letnim znajdowało tutaj zatrudnienie jeszcze 70 robotników sezonowych. Byli oni niezbędni do prac pielęgnacyjnych, przy ręcznej walce z chwastami w zbożach (gracowanie międzyrzędzi) i wszystkich innych uprawach, a w późniejszych latach przy pielęgnacji plantacji buraczanych.

Wydarzenia Wiosny Ludów 1848 r. nie ominęły Markowic. We wsi sformowany został oddział polskich kosynierów, który ćwiczył się do boju na pobliskich łąkach pod Żernikami. Kiedy ruchy powstańcze uległy spotęgowaniu, a w samym Strzelnie doszło do krwawych zajść, rodzina Wilamowitzów-Moellendorff na krótko schroniła się pod opiekuńcze skrzydła armii i władz pruskich, udając się do Bydgoszczy. Wówczas też Ulryka żona Arnolda znajdowała się w stanie błogosławionym i gdy przyszedł czas na rozwiązanie, powiła w markowickim dworze 22 grudnia 1848 r. syna, któremu nadano imiona Ulryk Emo Fryderyk Wichard. Był on z kolei trzecim dzieckiem, po braciach Hugonie (1840-1905) landracie inowrocławskim, naczelnym prezesie prowincji poznańskiej i Tello (1843-1903), późniejszym oficerze kawalerii i podpułkowniku pruskim. Wilamowitzowie-Moellendorff mieli jeszcze najmłodsze dziecko, czwartego syna, Georga Wicharda (1852-1910) majora armii pruskiej. Arnold stworzył podwaliny największej fortuny ziemiańskiej na Kujawach Zachodnich. Wraz z bratem Otokarem w 1864 r. otrzymał tytuł barona należny również jego następcom na dobrach rycerskich Markowice. 22 maja 1867 r. senior rodu Arnold przyjmował w Markowicach ks. arcybiskupa Halkę Ledóchowskiego. Pasterz archidiecezji wizytował Kościelec i Inowrocław, a udając się do Strzelna nawiedził również Markowicką Madonnę.

Najstarszy syn Arnolda Wilamowitza-Moellendorff, Hugon, który nosił również imiona Theodor Wichard Freiherr, został mężem stanu i politykiem pruskim. Został on również następcą Arnolda na kujawskich, rodzinnych dobrach rycerskich. Urodził się 18 czerwca 1840 r. w Markowicach. Był on absolwentem Akademii Rycerskiej w Brandenburgu, studiował również prawo i nauki o państwie na uniwersytetach w Heidelbergu i Berlinie. Był referendarzem oczekującym na zdanie egzaminu asesorskiego w 1866 r., kiedy jego kandydaturę na stanowisko landrata inowrocławskiego wysunął naczelny prezes prowincji poznańskiej Karl von Horn. Ostatecznie stanowisko landrata objął 24 kwietnia 1867 r. i już w październiku przyczynił się do utworzenia w swojej rodzinnej wsi, Markowicach, za zezwoleniem ministra spraw wewnętrznych, siedziby dystryktu policyjnego. W 1875 r. podjął próby utworzenia, z części powiatu inowrocławskiego, nowego powiatu strzeleńskiego. Swoje starania uzasadniał trudnościami administrowania, wynikającymi z dużego obszaru największego wówczas powiatu w Poznańskiem oraz ze skomplikowanej sytuacji narodowościowej. Gdy w Berlinie odrzucono jego propozycję, Wilamowitz-Moellendorff zrezygnował ze stanowiska landrata w 1875 r. i wycofał się na kilka lat z życia publicznego osiadając w dobrach rodzinnych w Markowicach. Jego plany ziściły się dopiero po dziesięciu latach. Zarządzeniem ministra spraw wewnętrznych Roberta von Puttkamera z 11 lutego 1886 r. utworzono m. in. powiat strzeleński, powstały z podziału powiatu inowrocławskiego. Jako landrat inowrocławski wykazał się dużą zręcznością w stosunkach z pograniczem Królestwa Polskiego i rosyjską administracją, za co poseł rosyjski w Berlinie proponował dla niego Order Świętego Stanisława II klasy.

Jak odnotowano w zapiskach rodzinnych, Hugon objął zarząd nad dobrami rodzinnymi w 1875 r., po tym jak jego ojciec Arnold poważnie zachorował. W tym też czasie młody dziedzic trafił na dość sprzyjające warunki dla rozwoju majątku. Nowością na Kujawach stała się uprawa buraka cukrowego. Pierwszą w regionie cukrownię wybudowała w 1875 r. Spółka Akcyjna w pobliskim Janikowie. Intensyfikacja uprawy i płynące z niej korzyści zmobilizowały Hugona do uniezależnienia się od cukrowni janikowskiej. W tym celu wspólnie z sąsiadem z Kruszy Wielkiej, Nehringiem, założył Towarzystwo Handlowe, które w 1879 r. wybudowało cukrownię w pobliskich Mątwach. W dwa lata później w 1881-1882 r. cukrownia uzyskała połączenie kolejowe z Inowrocławiem. Towarzystwo Handlowe wybudowało również całą sieć linii konnej kolejki wąskotorowej, tzw. buraczanej, która połączyła okoliczne majątki ziemskie z cukrownią. Na początku XX w. konie zastąpione zostały lokomotywami parowymi. Już w czasie pierwszej kampanii cukrowniczej w 1880 r. cukrownia ta przerobiła 417146 cetnarów buraków, a jej potencjał produkcyjny wzrósł w 1900 r. do 1330600 cetnarów przerobionego surowca. Przed 1885 r. dominium, czyli tzw. dobra rycerskie zamieszkiwało: w Markowicach 378 mieszkańców w 20 domach, w tym ewangelików 118; w Gaju - Moellendorfie było 6 domów ze 106 mieszkańcami. Natomiast we wsi gminnej w 21 domach mieszkało 241 mieszkańców, w tym zaledwie 18 ewangelików, zapewne urzędników dystryktu policyjnego i poczty. Dla porównania w 1910 roku Markowice ogółem zamieszkiwało 760 osób.
Arnold Eugen Tello Heinrich Erdman Freiherr von Wilamowitz-Moellendorff, nabywca i pierwszy pruski dziedzic dóbr rycerskich Markowice, zmarł 2 stycznia 1888 r. i został pochowany na rodzinnym cmentarzu ewangelickim założonym przez jego żonę Ulrykę, w pobliskim lesie, nazywanym Kobylarz, w tzw. Gaju Markowickim. Spoczął tam w jednym grobowcu z wcześniej zmarłą, bo 26 listopada 1874 r., żoną Ulryką. Więcej o tym cmentarzu w rozdziale poświęconym Gajowi Wymysłowickiemu.

Koniec lata osiemdziesiątych przyniósł Hugonowi ożywienie w jego życiu i aktywności politycznej. Już w latach siedemdziesiątych, jako poseł do parlamentu pruskiego zapowiadał się na dobrego polityka. W 1888 r. zasiadał w Radzie Państwa i Królewskiej Izbie Panów. W roku 1890 Hugon von Wilamowitz-Moellendorff został powołany na stanowisko prezesa prowincji poznańskiej obejmującej swym zasięgiem całe Wielkie Księstwo Poznańskie. W rok później nabył sąsiednie dobra rycerskie Żerniki, których nazwę wcześniej zmieniono na Schönwert. Już w 1867 r. Dziennik Poznański w numerze 149 donosił, iż: Istnieje obawa, że wieś Żerniki, własność niegdyś generała Kołaczkowskiego a dziś jego zięcia Bardzińskiego, przejdzie w ręce innoplemieńcze. Właściciel jest zmuszony do sprzedaży areału 1025 mórg wybornej ziemi. Do wsi przywiązany jest głos na sejm a stanowi przewyżkę nad połową głosów. Możność, podobno, nabycia za 70 tys. talarów, z czego w gotówce 30 tys. (Wiadomość z inowrocławskiego). Tak po prawdzie, to właścicielką Żernik była po ojcu córka generała, Klementyna Kołaczkowska, zamężna Bardzińska. W kilkanaście lat później ten sam Dziennik Poznański pod datą 24 marca 1880 r. donosił, że Żerniki (Schönwerth) z przeszło 1700 morgami nabył od Żyda właściciel Kościelca, Adolf Poniński. W latach siedemdziesiątych XIX w. w tych okolicach działał kupiec żydowski Samuel Hirsch, który skupował wcześniej zadłużoną ziemię chłopską, nie gardząc również majątkami ziemskimi. Takich transakcji dokonał również w Wymysłowicach i Markowicach, odsprzedając następnie ziemię chłopską Arnoldowi Wilamowitzowi-Moellendorff. By dopełnić obrazu transakcji Żernik należy wspomnieć, że w 1886 r. Hugon Wilamowitz-Moellendorff nabył w drodze licytacji należące do Waleriana Rutkowskiego, syna Ignacego i Aldoji z Solerzyńskich, niedaleki majątek Piotrkowice. Walerian ożeniony był z Władysławą Bojanowską córką Józefa i Konstancji z Grabowskich z Górzewa i jeszcze przed sprzedażą Piotrkowic zamieszkał w Markowicach, w których wymieniony został 1879 r. jako posesor. Z kolejnej informacji zaczerpniętej z cytowanego już Dziennika Poznańskiego z dnia 23 maja 1891 r. dowiadujemy się, iż: Naczelny prezes księstwa Wilamowitz zamienił dawne swe Piotrkowice na wieś Żerniki, własność Ponińskiego z Kościelca.

Od tego też czasu całość dóbr markowickich traktowano, jako jeden wielki i niepodzielny Familienfideikommis, czyli powierzone wierności rodzinne w drodze dziedziczenia wielkiej własności ziemskiej. Polegało to na przejęciu majątku tytułem spadku na spadkobiercę z zastrzeżeniem, że nie przysługuje mu prawo sprzedaży, zastawu itp. Całe dobra rycerskie liczyły 5167 mórg, tj. 1319 ha, w tym: 2403 morgi w samych Markowicach, 1606 mórg folwark Gaj - Mollendorf i 1157 mórg grunty Żernik - Schönwert.

Hugon von Wilamowitz-Moellendorff na stanowisku prezesa prowincji pozostał do 1899 r. W międzyczasie stał się spadkobiercą klucza dóbr Kobylniki, które odziedziczył po siostrze ojca, ciotce Emmie von Schwanenfeld. Tam też wybudował w latach 1902-1903 pod kierunkiem architekta Grisebacha z Berlina, eklektyczny, o cechach neogotyckich, pałac rodowy, w którym spędził ostatnie lata życia. Kobylniki wraz z Łagiewnikami przed rokiem 1785 były własnością Piotra Rostkowskiego, podstolego winnickiego, które to włości, następnie dzierżył najstarszy syn jego, Kazimierz. Dobra rycerskie Kobylniki w 1905 r. liczyły 1981 ha i składały się z samej siedziby zwanej wówczas Kobelniki - 555 ha i folwarków: Kraszyce - 332 ha, Łagiewniki - 632 ha i Rożniaty - 462 ha. W 1905 r. Kobylniki wykazywane były jako Herrschaft Rittergut, czyli siedziba panującego na dobrach rycerskich i do wymienionych wyżej folwarków dochodziły jeszcze Markowice - 1060 ha, Lipie k. Gniewkowa – około 1108 ha i Żerniki 262 ha, co dawało łącznie 3322 ha. Lipie w 1493 r. stanowiły dobra Lipskich h. Pomian, w XVII w. Mniewskich, w 1705 r. należały do Władysława Mniewskiego, następnie Wolskich.

Nominacja na stanowisko prezesa prowincji oraz przejęcie Kobylnik po ciotce Emmie, spowodowały wprowadzenie nowej organizacji pracy w posiadłościach rodowych Hugona. Dyrektorem w dobrach kobylnickich był Mengdehe, natomiast w dobrach markowickich Lange. W majątku w Markowicach zatrudnieni byli, poza dyrektorem, również inni urzędnicy, a mianowicie: trzech inspektorów dla poszczególnych folwarków (Markowice, Gaj - Moellendorf, Żerniki), księgowy - płacowy, pomocnik - pisarz, zarządca - administrator i leśniczy. W gospodarstwie w zawodach rzemieślniczych: kowal, kołodziej i jego pomocnik, ogrodnik, murarz, maszynista pługa parowego i technik mechanik w randze urzędnika - mechanizator. Z danych z okresu poprzedzającego wybuch I wojny światowej dowiadujemy się o sytuacji socjalnej panującej wśród robotników rolnych w dobrach markowickich. Żonaty robotnik otrzymywał wolne mieszkanie dla siebie i rodziny, działkę uprawną wraz z ogrodem, drewnianą obórkę oraz ordynarię w postaci wynagrodzenia, w części w gotówce i w części w naturze. Właściciel zawierał z nim kontrakt roczny, w którym szczegółowo określano wzajemne prawa i obowiązki. Samotni znajdowali się na utrzymaniu dworu. Żonaty robotnik otrzymywał rocznie: 15 cetnarów ziemniaków, 40 cetnarów węgla, 0,5 sążnia drewna, 730 litrów mleka, 52 mendle jajek, 29 kg masła, 22 przejazdy darmowe do Inowrocławia lub Strzelna, deputat w gotówce (ok. 50 marek) i wynagrodzenie roczne w wysokości 800 marek. Łącznie dawało to około 1236 marek.

W 1885 r. zmarła jego pierwsza żona, z którą miał trójkę dzieci: córkę Hildegardę (1869-1947), syna Fryderyka (Fritza) (1872-1944) i najmłodszą córkę Elfriedę Wandę poślubioną Arnoldowi von Rosensteilowi, landratowi w Lesznie, która była dziedziczką dóbr Lipie (1108 ha), koło Gniewkowa. Drugą żoną Hugona została Lili von Schenck (zm. 1898 r.). Baron Hugo von Wilamowitz Moellendorff zmarł na skutek nieszczęśliwego upadku z konia 30 sierpnia 1905 r.
Następcą Hugona na dobrach markowickich został jego zięć Claus Henning Ferdinand von Heydebreck, który 22 czerwca 1891 r. poślubił jego córkę Hildegardę. Chociaż Hildegarda właścicielką Markowic została po śmierci ojca, to dopiero w 1908 r. zamieszkała wraz z małżonkiem Clausem w swych rodowych dobrach. Claus urodził się 15 lutego 1859 r. w Pasewalk, leżącym na Pomorzu Przednim, ok. 30 km na południowy zachód od Szczecina. Był synem generała Henniga von Heydebrecka (1828-1904) i Anny von Colmar (1837-1879). Natomiast Hildegarda urodziła się 20 maja 1869 r. w Inowrocławiu. Ojciec był wówczas landratem inowrocławskim. Matką Hildegardy była pierwsza żona Hugona, Josephine von Roy, pochodząca z Wierzbiczan w powiecie inowrocławskim. Claus zmarł 2 września 1935 r. i został pochowany na cmentarzu w Gaju Wymysłowickim, natomiast Hildegarda 17 listopada 1947 r. w Blankenburgu niedaleko Magdeburga w Saksonii.

Hugon, a następnie jego zięć Claus, dokonali wiele ulepszeń inwestując wielokierunkowo w markowickich dobrach. Na folwarku w Gaju - Moellendorfie pobudowali: kilkudziesięciostanowiskową oborę, spichlerz, nowe stodoły i rządcówkę. W Markowicach wystawili pod koniec XIX w.: murowano-szachulcową rządcówkę, dom mieszkalny dla urzędników, stajnie i obory (w drugiej połowie XX w. wielokrotnie przebudowane), paszarnię, budynek inwentarski (1892 r.) oraz na przełomie XIX i XX w., zapewne już sam Claus, murowane ogrodzenie parku krajobrazowego i pałacu. Heydebreck wystawił również, około 1910 r., duży spichlerz zajmujący centralne miejsce podwórza gospodarczego. Postacią szczególną w dziejach rodziny Willamowitzów-Moellemdorff, która rozsławiła ten ród, był urodzony 22 grudnia 1848 r. właśnie w Markowicach, światowej sławy filolog, profesor uniwersytetów w Gryfii, Getyndze i Berlinie, Ulryk Fryderyk Wichard. Tutaj spędził dzieciństwo, aż do czternastego roku życia, kiedy to został przez rodziców oddany do szkoły średniej w Pforta nad Saalą, tutaj przez całe życie często, choć przeważnie na krótko powracał, zwłaszcza na wakacje letnie. Pisząc w późnej starości Wspomnienia sławił bardzo żarliwie piękno i uroki Kujaw, ziemi, gdzie:...w nieskończoności rozpościerają się równiny, poprzerywane wsiami z wieżami kościelnymi i kominami fabrycznymi. Cieniste aleje biegną wśród zielonych i żółtych pól, albo po czarnej ziemi ornej, a w zimie poprzez oślepiającą biel śniegu. Wysoko w górze przeciągają chmury – tych nigdzie nie widziałem równie pięknych i bogato ukształtowanych. W Wiedniu podczas odczytu, który poświęcony był krajobrazowi greckiemu, tak zaczął swoje wystąpienie Willamowitz: Pochodzę z Kujaw, z tego samego kraju, który wydał poetę polskiego Kasprowicza.

Więcej o tym uczonym i jego rodzinie przeczytacie w mojej książce „Markowice. Z dziejów sanktuarium i wsi”. Tam też obszerne źródła, z których czerpałem pisząc książkę.4
Ród Von Wilamowitz-Moellendorff (niemieccy właściciele ziemscy), właściciele dóbr na Kujawach w tym okresie, m.in. Markowic, Bożejewic, Wymysłowiec, Kobylnik, Łagiewnik i Rożniat. Hugo Wichardt Theodor Freiherr von Wilamowitz-Moellendorff (ur. w 1840 r, zm. 30 sierpnia 1905 w Kobylnikach). Był synem Arlolda von Wilamowitz-Moellendorffa i Ulryki von Wilamowitz-Moellendorff. Był landratem inowrocławskim, w tym samym czasie pełnił funkcję naczelnego prezesa prowincji poznańskiej. Był ojcem Hugona Fryderyka Wilhelma von Wilamowitz-Moellendorff.

Hotel organizuje: szkolenia, kursy, konferencje, sympozja, seminaria, przyjęcia okolicznościowe, studniówki, bale sylwestrowe, bankiety, imprezy towarzyskie, zjazdy, ogniska, pikniki, imprezy plenerowe. Dla zainteresowanych organizowane są kuligi z zaprzęgiem konnym. Pałac przyjmuje również gości Ogólnopolskich Spotkań Literackich.

Materiały zebrał: Bartłomiej Grabowski, źródła: Opracowanie Piotra Grążowskiego, Pałac Zielonego Człowieka, http://piotrgrazawski.wix.com/ Fragment o rodzie z książki: M. Przybylski, Markowice. Z dziejów sanktuarium i wsi, Markowice 2008.

1Wikipedia.
2http://palacwkobylnikach.pl/
3Ibidem,
4Ibidem.

czwartek, 20 grudnia 2018

Dwór w Tarnowie


Tarnowo to niewielka wieś położona w województwie kujawsko-pomorskim, powiecie inowrocławskim, gminie Kruszwica. Pierwsze wzmianki o wsi pochodzą z XIV w. W dokument z 1311 r. wymienia właściciela wsi  o imieniu Siczest syn Wojciecha, źródło z 1357 r. Ninogniewa. W Kodeksie Dyplomatycznym Polski znajdujemy w 1487 r. dziedzica Tarnowa Stanisława, w którego rękach był również Tarnówek. 

Tarnówko leży na południe-wschód od Kruszwicy, na południo-wschodnim brzegu jeziora Kicka. W r. 1487 układał się w Radziejowie Stanisław z Tarnówka z biskupem włocławskim, względem granic od strony Kicka, własności biskupów włocławskich. Zachodzące w rozgraniczeniu jeziorko Tarnowskie zdaje się być południową częścią jeziorka Kicko.  Około 1557-1582 należało Tarnówko do Mikołaja i Wojciecha Tarnowskich; było tam wówczas 3 zagrodników, 2 rybaków i 1 łan kmiecy. Po tarnowskich wieś objęli Jaczyńscy, a później Kozłowscy.

W latach 1577-1566 dziedzicami obu wsi byli Mikołaj i Wojciech. W drugiej połowie XVI w. wieś była częścią parafii Chełmce. W XIX w. wieś należała do Franciszka Koffa, dziedzica, który wraz z żona Julianą Milewską zarządzał majątkiem. Mieli dwóch synów: Józefa Dominka (1821-1863) i Leona Jerzego. Józef ożenił się z Anną Juchniewicz, z którą miał syna Ernesta Franciszka (1847-1895). Drugą żoną Franciszka była Zofia Kossakowska, z którą miał syna Edwarda (1830-1894). W 1895 r. We wsi było zaledwie 5 domów, zamieszkanych przez 144 ludzi (129 katolików i 15 ewangelistów). Majątek liczył 322 ha.

Pod koniec XIX w. we wsi obok folwarku istniała także cegielnia. Specjalizacją folwarku była hodowla koni. W 1920 r. majątek wraz z dworem kupił prawnik, poseł, minister byłej Dzielnicy Pruskiej - Władysław Seyda (1863-1939). W latach 1924-1929 sprawował funkcje Prezesa Sądu Najwyższego. W czasie okupacji Niemieckiej (1939-1945) majątkiem zarządzali Niemcy. Wznieśli oni silosy w miejscu, gdzie wcześniej stała obora, zmienili nazwę wsi na Schlechen. 

W latach 1975-1998 wieś położona była w województwie bydgoskim. Według Narodowego Spisu powszechnego z 2011 r. we wieś liczyła 140 mieszkańców.

W osadzie znajdował się dwór późnoklasycystyczny z drugiej połowy XIX w. Budynek piętrowy miał kształt prostokąta, fasada była zwrócona na zachód. W prawej części fasady znajdowała się wieża. Dwór otoczony był parkiem z XIX w. o powierzchni 2,9 ha. W okolicy znajdował się również sad. Po wojnie dwór przeszedł w ręce prywatne, a wieś powróciła do pierwotnej nazwy - Tarnowo. Znajdowało się w obiekcie kilka mieszkań. Niestety budynek popadł w ruinę i został rozebrany. 

Opracowanie Bartłomiej Grabowski, źródła: Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego i Innych Krajów Słowiańskich, 1880-1902; www.polskiezabytki.pl GUS: Ludność – struktura według ekonomicznych grup wieku, stan z 31.03.2011 r. E. Callier, Monografia Kruszwicy 1895 r. Fot. http://www.polskiezabytki.pl/m/obiekt/10409/Tarnowo

Dwór Piaski


Wieś Piaski leży w Kujawach Zachodnich w odległości 8 km na wschód od Kruszwicy i około 24 km na południowy wschód od Inowrocławia.

Edmund Callier pisał: „Piaski na wschód od Kruszwicy, bliżej Radziejowa, w pasie byłego zaboru pruskiego. W r. 1250 książę Kazimierz potwierdzając posiadłości biskupów kujawskich, wymienia między innymi Piaski, które następnie przeszły w posiadanie kapituły kruszwickiej; r. 1383, podczas zaburzeń domowych, spustoszyli tę osadę stronnicy Domarada. Około r. 1560 posiadali tu Felix Wolski 3 łany kmiece i 2 zagrodników, Wojciech Szuba 1 łan i 2 zagrodników, Wacław Sowa 1 łan i 1 zagr., Jędrzej Rychalski i Maciej Strzezik po jednym łanie. Dziesięcinę pobierali wikariusze kruszwiccy. Kościół parafialny pod wezwaniem ścięcia św. Jana Chrzciciela istniał tu już przed r. 1557.”

Według jednego z nieznanych nam autorów ważnego dokumentu dotyczącego historii wsi wynika, że wieś Piaski przed rokiem 1231 wraz z innymi miejscowościami zostały nadane biskupowi włocławsko-pomorskiemu przez księcia Mazowieckiego i Kujawskiego Konrada.

Miejscowość występuje również pod nazwą Pesci w dyplomie z roku 1250. Kronikarz Jan z Czarnkowa wymienia Pyaski jako własność kanoników kruszwickich w kronice z 1383 roku.

Protokuł wizytacyjny biskupa włocławskiego dostarcza bogatych informacji dotyczących utworzenia parafii w piaskach z roku 1595. Biskup Hieronim Rożdrożewski pisał, że parafia piaskowska wyodrębniona została z parafii kruszwickiej, ponieważ wytrzebienie lasów i częste wylewiska Gopła spowodowały, że komunikacja z Kruszwicą była utrudniona, a w okresie wiosny i jesieni prawie całkiem niemożliwa ze względu na okoliczne bagna i rozlewiska.

W czasie wojny Grzymalitów z Nałęczami Piaski zostały złupione przez ludzi Domarata. W 1575 r. wieś była własnością Krotowskich, w 1579 r. a później Rudnickich.
Na przełomie XIV i XV wieku Piaski należały do dekanatu Radziejowskiego w diecezji włocławskiej. Dobra parafialne należały do kapituły kruszwickiej, której wikariusze byli kolatorami tutejszego kościoła, a częściowo również do kapituły włocławskiej.

W czasie wojny ze Szwedami w 1655 roku uległ zniszczeniu kościół w Piaskach. Prawdopodobnie w XVII wieku została zbudowana nowa świątynia lub gruntownie wyremontowana stara. Odbudowano również kapicę, której fundatorem był właściciel Piask - Stanisław Piaskowski.

Od XVII wieku patronat nad kościołem objęła rodzina Piaskowskich z Piask, a od XIX wieku Jaczyńskich.

W XVII w. majątek należał do rodziny Piaskowskich. Kolejni właściciele to: Stanisław von Lubowiecki i jego spadkobiercy (od 1777 r.), Veronika von Leniecka (1801 r.), Joseph Wolski (1805 r.), John (?) von Rzeszotowski (1827 r.), oraz rodzina wspomniana rodzina Jaczyńskich.

W Piaskach istniał dwór z 2 poł. XIX w. Oiekt wybudował Kazimierz Jaczyński, dwór spłonął w 1945 r.

Okres zaborów przyczynił się do germanizacji ziemi kujawskiej. Po I rozbiorze parafia znalazła się pod zaborem pruskim. Od 1821 roku parafia znalazła się w granicach archidiecezji gnieźnieńskiej i taki stan utrzymał się do dziś.

W latach 1858-1876 administratorem parafii w Piaskach był Julian Brenk. Po jego odejściu przez 11 lat nie było proboszcza, władze pruskie nie wydały odpowiedniego zezwolenia.

W 1885 r. Piaski należały do Czesława Jaczyńskiego. Już wówczas gospodarstwo specjalizowało się w hodowli bydła rasy szwajcarskiej.

Parafianie brali udział w powstaniu styczniowym 1863 i powstaniu wielkopolskim 1918/1919. Do walki ruszyło wielu ochotników. Powstał Batalion Nadgoplański. Do najciekawszych bitw należy walka o Opoczki z 12 marca 1919 roku. Poległ wówczas Stanisław Ziętkowki z Bachorc, którego mogiła znajduje się na cmentarzu w Piaskach.

W 1929 r. właścicielem majątku ziemskiego o pow. 575 ha był Władysław Jaczyński. Do majątku należała też cegielnia. W 1945 r. majątek został znacjonalizowany. Piaski jako PGR weszły w skład Kombinatu PGR Kobylniki-Piaski.

Po odzyskaniu niepodległości Kruszwica i okoliczne wioski znalazły się w obszarze administracyjnym powiatu strzeleckiego, a od 1931 roku powiatu mogileńskiego w wojeództwie poznańskim. W chwili obecnej gmina Kruszwica wraz z Piaskami należy do powiatu inowrocławskiego w województwie kujawsko-pomorskim.

Według zapisków z najstarszych dokumentów wizytacyjnych wieś Piaski należała do szlachcica Bernarda Wapowskiego kanonika kapituły kruszwickiej. Parafia składała się z wiosek: Piaski, Pieckowy Małe i Wielkie, Tarnowo, Wola Wapowska, Bacharcice, Skotniki Zabłotne i Królewskie oraz Maszenki. Niektóre zapisy mówią o istnieniu wsi Kresy, nie wiemy jednak nic o tej miejscowości, wieś dziś jest nieznana. Wspomina się również wieś Wróble, która razem z wioskami: Piaski, Tarnowo i Maszenki była własnością szlachecką. Pozostałe należały do kapituły kruszwickiej, jedynie Wola Wapowska była osobną własnością biskupa i kapituły włocławskiej.

W 1761 roku pojawiła się wzmianka o wsi Bródzki, która została założona przez osadników niemieckich. W XIX wieku do parafii należały: Bachorce (Bacharcice), Bródzki, Marcinki, Maszenice, Piaski, Piecki, Skotniki, Tarnowo, Wola Wapowska, Wolany, Wróble i Zaborowo i tak jest do dziś

Piaskowa parafia leży na wschodnim krańcu dekanatu kruszwickiego i sąsiaduje z parafiami na zachodzie z parafią w Kruszwicy, od północy z parafią w Górze i Pieraniu dekanatu inowrocławskiego, od wschodu z parafiami w Bronisławiu i Broniewie dekanatu radziejewskiego diecezja włocławska oraz od strony południowej z parafią Chełmce dekanatu kruszwickiego.

Od początku XX wieku do pierwszych lat wieku XXI parafią pod wezwaniem Ścięcia świętego Jana Chrzciciela zarządzało siedmiu proboszczów i dwóch administratorów. Ósmy proboszcz przybył do parafii w lipcu 2014 roku.

Kapłani parafii w Piaskach:
  • Pius Andrzejewski 1905-1922,
  • Józef Domagała 1922-1935,
  • Telesfor Kubicki 1935-1939,
  • w okresie wojennym służba Boża nie odbywała się,
  • Konrad Wilhelmi 1945,
  • Józef Markowski 1947-1949,
  • Błażej Wolanin 1950-1958,
  • Józef Malinowski 1958-1982,
  • Zygmunt Małkowski 1982-2005,
  • Roman Dąbrowski od 2005-2014,
  • Paweł Błochowiak od 2014.

Przy kościele leży cmentarz grzebalny. Właściwy cmentarz to najbliższy teren przyległy do pagórka, na którym stoi kościół. Z braku dokumentacji nie jesteśmy w stanie ustalić kiedy dokładnie został założony. Do ciekawych grobów należy mogiła rodziny Grabskich ze Skotnik, który został wyremontowany w 1932 roku. Na stronie południowej cmentarza znajduje się grobowiec Silewiczów właścicieli wsi Wróble. Na cmentarzu znajduje się dębowy krzyż ufundowany przez Grabskich. Interesujące jest również wydzielone miejsce na groby dla samobójców i dzieci nieochrzczonych. Od początku istnienia cmentarz był ogrodzony drewnianym płotem i żywopłotem. Po !954 roku parkan został zastąpiony siatką. Posadzono także kilka drzew, które miały chronić przed wiatrem. Od 1929 roku na terenie cmentarza znajduje się pompa z wodą głębinową, która została zmodernizowana w latach 70tych. Zbudowano również kostnicę (okres służby ks. Małkowskiego). Wybudowano mury z betonu i postawiono chodniki. Nad porządkiem na cmentarzu czuwają sami parafianie.

W samych Piaskach stoją dwa krzyże: przy polnej drodze do Skotnik i przy polnej drodze do Maszenic. Krzyże znajdują się również w: Bachorcach, Maszenicach, Woli Wapowskiej, we Wróblach, w Piaskach przy drodze polnej państwa Głowackich i w Zaborowie. Najstarszy stoi w Tarnowie na polu p. Gołdynia pochodzi z 1892 roku. Pozostałe pochodzą z czasów powojennych. Zastąpiły krzyże zniszczone w czasie II Wojny Światowej.

Ciekawostki: W Piaskach znaleziono dwie krzemienne siekierki z wczesnego osadnictwa na tych terenach. Około 1383 r. wieś należała do kapituły kruszwickiej. W czasie wojny Grzymalitów z Nałęczami Piaski zostały złupione przez Domarata. W roku 1885 było tu 10 domów i 133 mieszkańców, w roku 1929 było ich 233. Według Narodowego Spisu Powszechnego z marca 2011 r. wieś liczyła 350 mieszkańców. Jest siódmą co do wielkości miejscowością gminy Kruszwica. W latach 1975-1998 miejscowość należała administracyjnie do województwa bydgoskiego.

Opracowanie Bartłomiej Grabowski, źródła:
  • Archiwum Archidiecezji w Gnieźnie, akta personalne księży (sygn AKH III).
  • K. Bartowski, M. Lewandowska, B. Lewandowski, Historia parafii pod wezwaniem Ścięcia Jana Chrzciciela w Piaskach, Piaski 2009.
  • Relacje świadków, wywiad z mieszkańcami.
  • Archiwum parafii w Piaskach, kronika parafialna tom I, tom II i tom III 1920-1978.
  • Księga ogłoszeń parafialnych, księga chrztów, ślubów i zgonów.
  • Księga Adresowa Polski, Warszawa 1930, s. 1358.
  • Kruszwica zarys monograficzny, pod red. J. Grześkowiak, Toruń 1985.
  • Słownik geograficzny Królestwa Polskiego, Tom III (s.55), Warszawa 1887.
  • Roczniki Archidiecezji Gnieźnieńskiej i Poznańskiej 1919-1936.
  • K. Śmigieł, Parafia pod wezwaniem Ścięcia św. Jana Chrzciciela w Piskach, Rys historyczny, Gniezno 1970.
  • Wiadomości Archidiecezji Gnieźnieńskiej 1946-2014, portal Archidiecezji Gnieźnieńskiej.




Rzeźnia w Kruszwicy - rok powstania murowanej budowli 1897 r.


W czasach międzywojennych, na terenie Kruszwicy istniała Rzeźnia. Była to typowa dla tego okresu "pruska budowla" z czerwonej cegły. Posiadała wiele nowoczesnych dla tego czasu urządzeń: maszynę parową z kompresorem dla chłodni i 2 pompami mechanicznymi, kocioł parowy z pompą mechaniczną, wciągi mechaniczne, urządzenia kiszkarni, a także chłodnię z 10 pomieszczeniami. Dochody rzeźni zależały od koniunktury gospodarczej miasta. Spadek uboju wynikał więc z kryzysu i bezrobocia, które dotknęły także Kruszwicę w latach trzydziestych XX wieku. Budynek Rzeźni stoi do dzisiaj (skrzyżowanie ulic: Powstańców Wielkopolskich i Goplańska), choć sam zakład już nie działa.


Opracowanie Bartłomiej Grabowski, źródło:
  • Krszwica, Zarys monograficzny, pod red. J. Grześkowiaka, Toruń 1965
  • Fot. 1) przedstawia między innymi Rzeźnie, początek XX wieku,  fot. 2) budynek Rzeźni współcześnie, stan z październik 2017 r.

Kruszwicka Gazownia pierwsza połowa XX w.


W Kruszwicy, w XX wieku działały, zgodnie z obowiązującymi regulaminami zatwierdzonymi przez Radę Miejską, następujące komisje: Ubogich, Budowlana, Rzeźni, Gazowni, Finansowa, Rewizyjna, Sanitarna, Wodna, Komisja dla propagandy, turystyki i upiększania miasta.

Gazownia została wybudowana w mieście w 1905 r., jej maksymalna sprawność wynosiła 150 tys m3 rocznej produkcji gazu. Rzeźnie w Kruszwicy wybudowano już w 1895 r. Wyposażona była w maszynę parową z kompresorem dla chłodni i 2 pompami mechanicznymi, kocioł parowy z pompą mechaniczną, wciągi mechaniczne, urządzenia kiszkarni oraz chłodnię z 10 pomieszczeniami.

Gazownia stała niedaleko wodociągów, w śródmieściu nad Gopłem, budynek produkcyjny już nie istnieje. Zbiorniki zostały rozmontowane i sprzedane, część z kilku km gazociągu może jeszcze istnieć, przynajmniej w starszych połączeniach mieszkalnych-kamienicach. Ponad 180 domów było przyłączonych siecią w latach 60-tych. Gazownia dostarczała surowca od 1905 do 1949 r. potem miasto zaopatrzyło się w elektryczność i lampy gazowe wyszły z użytku, jednak część infrastruktury podziemnej działała dalej i może istnieć, jak twierdzą mieszkańcy. Budynek Rzeźni stoi do dzisiaj (skrzyżowanie ulic: Powstańców Wielkopolskich i Goplańska), choć sam zakład już nie działa.

Opracowanie Bartłomiej Grabowski, materiały pochodzą z Zarys Monograficzny Kruszwica, pod red. J. Grześkowiaka 1965; rozmowa ze starszymi mieszkańcami Kruszwicy; fot. http://fotopolska.eu

Powstanie Wielkopolskie - miejsca pamięci


W Wielkim Sławsku (gmina Kruszwica) znajduje się na cmentarzu parafialnym mogiła zbiorowa, w której spoczywają 3 powstańcy wielkopolscy, polegli 7 lutego 1919 r. w Gąskach koło Inowrocławia w wieku 21 lat. Mogiła otoczona jest obramieniem z kostek granitowych. Obok wzniesiono pomnik: gruby cokół murowany i otynkowany, na którym umieszczono tablicę granitową z nazwiskami poległych oraz rymowanym czterowierszem. Tablica ta zastąpiła w r. 1987 starą tablicę kamienną z r. 1922 z takim samym napisem. Pomnik jest zwieńczony u góry murowanym krzyżem. Żołnierze: Franciszek Osiński, Kazimierz Pałecki, Władysław Sławkowski.

W Kruszwicy na budynku Szkoły przy ul. Kasprowicza 7 umieszczono w r. 1969 marmurową tablicę upamiętniającą fakt, że w tym miejscu 2 stycznia 1919 r. powstańcy wielkopolscy rozbroili oddział niemiecki. Drugą pamiątką tego okresu jest położony na wschodnim brzegu jeziora Gopło, na skraju cmentarza otaczającego romańską kolegiatę, pomnik powstańców wielkopolskich z r. 1969. Ma formę niskiego obelisku betonowego na wysokim cokole, z datą 1919 i tablicą Nie rzucim ziemi skąd nasz ród. Obok w zbiorowej mogile pochowano 4 powstańców poległych w r. 1919. Tabliczki z ich nazwiskami umieszczono po bokach pomnika. Żołnierze: Jan Dąbrowski (23.05.1898-11.01.1919 r.) poległ pod Kcynią; Antoni Jan Kuraszkiewicz (7.06.1894-13.04.1919 r.) zmarł w skutek odniesionych ran; Władysław Walenty Skonieczny (9.10.1900-1.1.1919 r.) zmarł w skutek odniesionych ran w Inowrocławiu; Franciszek Walenczewski (3.09.1893-7.01.1919 r.) poległy w Inowrocławiu.

We wsi Chełmce (gmina Kruszwica) na cmentarzu parafialnym, znajdującym się obok kościoła, pochowano Jana Kujawę (1901-1919), szeregowca z 3 batalionu pułku grenadierów kujawskich, poległego 3 lutego 1919 r. pod Nową Wsią Wielką i Jana Gralaka (1891-1919), szeregowego z 5 pułku strzelców wielkopolskich, który zmarł z ran 24 marca (według LS 22 marca) 1919 r. pod Inowrocławiem. Grób ziemny, ogrodzony łańcuchem na betonowych słupkach, znajduje się w końcu głównej alejki. Na nim pomnik w formie zwieńczonego krzyżem elementu betonowego przypominającego obelisk, ozdobiony krzyżem Virtuti Militari w wieńcu laurowym, z tablicą informacyjną.



Opracowanie Bartłomiej Grabowski, fot. http://trail.pl/ i http://groby.radaopwim.gov.pl/


Dwór Janowice


Janowice to niewielka wieś położna w województwie kujawsko-pomorskim, w powiecie inowrocławskim, w gminie Kruszwica. Według Narodowego Spisu Powszechnego z marca 2011 r. wieś liczyła 117 mieszkańców. Jest 36 co do wielkości miejscowością gminy Kruszwica.

Wieś wzmiankują dokumenty z końca XV w. W XVI w. dobra janowickie należały do rodu Głębockich. W wieku XVIII trafiły w ręce Piotra Jasińskiego i jego rodziny, a następnie do Wincentego Wysockiego 1790 r. Następnym właścicielem był Ludwik Więckowski 1798 r. i jego spadkobiercy.

Nie tak dawno, jeszcze w latach 60-tych XX wieku we wsi stał dwór, jego budowę przypisuje się Ferdynandowi Voge (1850 r.). Dwór stał już w drugiej połowie XIX w. Do znanych właścicieli obiektu należeli: Otto Krienke 1893 r., Aleksander Radetzki 1912 r., Adam Kłobski 1919 r., Jan Podkóliński (1927-1939 r.). Tak jak większość majątków po wojennych, również i dwór w Janowicach przejął Skarb Państwa Polskiego.Dwór rozebrany prawdopodobnie pod koniec lat 60-tych XX wieku.

W sierpniu 2016 r. Pracownia Badań Historycznych i Archeologicznych Pomost przeprowadziła ekshumację szczątków żołnierzy niemieckich, które pogrzebane były na polu w Janowicach. W zbiorowej mogile spoczywało 17 żołnierzy, przy których odnaleziono 5 wojskowych znaków tożsamości. W pobliżu badacze odnaleźli również ciała 4 cywilów.

Opracowanie Bartłomiej Grabowski, źródła: