sobota, 7 marca 2026

Z mitologii Kujawskiej - czarownica, zmora i babok w podaniach ludowych

Kujawiacy byli i są przesądnym ludem. W polskich źródłach z XIX wieku opisuje się różnego rodzaju czary, gusła i stworzenia mitologii słowiańskiej, które zakorzeniły się w świadomości i przeszły ewolucje słowną, przekształcając się w powiedzenia użytku codziennego np. „babok w nosie”, czy „licho nie śpi”. Najwięcej treści odnajdujemy o czarownicach, psotnych demonach, które działały najczęściej na szkodę gospodarzom.


Olbrzymią rolę w mitologii Kujawskiej odgrywały czarownice. Czarownik, męska forma i czarownica żeńska, posiadali nieczystą siłę opartą na złym duchu. Mocy używały czarownice na szkodę ludzi i zwierząt.

Czarownica była zwana też Ciotą (tak powszechnie na ziemi kujawskiej się wyrażano), mogła u kogoś chorobę przywołać lub kołtun. Czarownicę zaczarowywały różne miejsca np. próg domu, część izby, pola, między lub drogi, i gdy ktoś przez to miejsce przeszedł nieświadomy zarażał się chorobą. Z rejonu Bogusławic pochodzi czar rzucany przez Cioty na dzieci „Bodaj cię kołtun skręcił”.

Aby sprowadzić czarownicę rzucającą uroki, należało odprawić anty czar przywołujący. Jajko włożone w garnek pod szpontem (pokrywką oblepioną gliną) z kopystką do mieszania przywoływać miało wiedźmę. Taki opis podawali mieszkańcy z Głuszyn.

Natomiast w Ruszkowie wierzono, że chorobę lub urok może ciota (rzadziej czarownik) sprawić w jedzeniu lub napojach, np. w kiszce, kiełbasie, wódce. Co więcej urok mógł zostać rzucony na mężczyznę lub kobietę po ślubie, gdy tylko nawiedzą ich złe myśli. Uchronić się można od uroku, żegnając się z kieliszkiem znakiem Krzyża świętego. Jeżeli w nim był urok, to kieliszek rozpadał się na kawałki.

W Więcławicach sprawdzano kto dokonał uroku na dziecku (choroba) za pomocą pewnego testu. Kładło się kawałek chleba i węgiel do szklanki wody. Jeżeli chleb poszedł na dno to urok spowodował mężczyzna, jeżeli węgiel, to uroku dokonała kobieta.

W Świętych uważano, że cioty mogły tworzyć szkodniki tj. myszy i nietoperze. Brały pod pachę liście i z pomocą swych złych mocy tworzyły plagi na szkodę ludzi. W Brześciu mówiono, że myszy takie wszystko z zapasów wyjadały, także ptactwu hodowlanemu np. ziarno. Aby się od tego uchronić należy znak krzyża na drzwiach zrobić np. kredą.

Czarownice szkodziły bydłu i ptactwu domowemu. Odbierały mleko krową lub przemieniały w krew albo wodę. Psota wiedźmowa mogła być zatrzymana prostym sposobem. W Ruszkowie Ciota podawano krowie kamforę ze solą aby nie doiła, żeby krowie mleko przywrócić i aby tego mleka było więcej gospodarze podawali bydłu Lubieszczyk z solą; aby było więcej śmietany podawano tzw. śmietannik – ziele w boru, które miało dwa listki na wierzchu, a w ziemi żółty korzeń jak czosnek.

W Sompolnie i Izbicy aby krowa się ocieliła i dawała więcej mleka podawano ususzone wnętrzności ubitego kreta z chlebem do jedzenia bydłu. Aby więcej mleka krowy dawały chłopi robili także tzw. Smrodzieniec (Assa feita), produkt dostępny był w aptece (łajno), bydło było podkurzane. Czarcie łajno zapachem odstraszało inne krowy dając większą swobodę w czasie wypasu na łące. Tak postępowano w Głuszynie.

W innym rejonie, okolicach Bogusłwic krową robiono specjalne wianki z ziół, najczęściej z rozchodnika, macierzanka, tergownik (podobny do białej koniczyny), kopytnik, rosiczki (wodna), lubieszczyku, mięty, powonji pachnącej, lipiny. Wianek miał chronić przed czarami. Taką ozdobę częściej przygotowywano przed świętami tj. Zielone Świątki, uważano że wówczas czarownice robią największe szkody. Brano zioła, gdy były jeszcze świeże i owijało się je lipowym łykem; tym samym łykiem obwiązywano krowie rogi lub przywiązywano je do ogona. Tymi samymi ziołami okadzano również ludzi, np. w chorobie na gruczoły lub inne choroby płucne (zwyczaj z Bogusławic).

W Brześciu aby czarownica mleka nie odbierała, w pierwszy dzień Zielonych Świątek, pasterze wypędzali krowy z brzaskiem dnia (czasem po północy) na paśnik. Bywało, że krowy przekraczały kawałek za cudzą granicę łąki, co było w zwyczaju. W Zielone Świątki mówiono, że widzi się czarownice z płachtą, która rogiem materiału wlokła go po ziemi i tak chodziła po pastwisku między krowami i zgarnia, niby zbiera coś po rosie tą płachtą, mówiąc:

„Biorę pożytek ale nie wszystek”

Pozostałą część zgarniał chłopak:

„A ja niestatek, biorę ostatek”

Podobnie zapisano w Konecku: „Mnie na użytek tobie na ubytek” mówiła kobieta podczas sumy niedzielnej w kościele, kołysając się i zrywając zioła.

W Bogusławicy i Więcałwicy zapisał się obraz, w którym z uzdeczki zawieszonej w chałupie na kołku, zaczęło wyciekać mleko.

W Mąkoszynie wierzono, że wybranie lub zniszczenie jaskółczego gniazda spowoduje jej lot nad krową, która będzie wówczas krwią doiła. Lekarstwem na to było doić na miotłę, czyli wytrysnąć nieco mleka.

W tej samej miejscowości uważano, że jak na żabę albo ropuchę plunąć, to żaba na języku wyrośnie. Czarną ropuchę nazywano ciotą. Czarownica miała na usługach diabły, które jej służyły ale mocno ją za to nienawidziły. Czarownica mogła diabła na kogoś posłać. W Płowcach mówiono, że jednej dziewczynie aż trzy diabły ciota posłała. Nawiedzona nieszczęściem, miała w sobie diabelstwo, które miało wiele pragnień: obżarstwo, popęd, pragnienia, rządzę, a czasem popaść w pracoholizm lub stać się zapobiegliwą i inteligentną (stać się doktorem).

Zły duch nawiedzał i inne kobiety. Zły miał swoje pragnienia do których namawiał niewiastę. Chłopi uważali, że jak chrząknąć przy takiej kobiecie to ona odezwie się:

„ot, już mu się gorzały chce! Już psiakrew mu sucho w gardle!”

Powiedzenie z Płowiec jeszcze nie tak dawno można było usłyszeć u starszych Kujawiaków w domach. Oczywiście miało skłonić kobietę do uciszenia się, gdyż to zło przez nią przemawiało, a chłop spokojnie mógł się napić wódki.

Czarownica mogła diabłów zakląć w czymkolwiek np. pożywieniu i w napojach (także w wódce). Także chroniono się przed tym robiąc znak Krzyża świętego, co wyganiało diabelstwo, kieliszek pękał lub wódka się wylewała. Zwyczaj opisany pochodził z miejscowości Bogusławice.

Diabły, które przez czarownice są zaklęte nie chcą łatwo opuścić ciała ludzkiego, czasem i modlitwy nie pomagają. Człowiek czuje się coraz gorzej, dopóki moc modłów nie wypędzi go z ciała. Do słabego ciała i ducha łatwo jednak mogą powrócić. Czarownica rzucająca diabelski urok jest przez diabła znienawidzona. Istnieje opowieść z Bogusławic i Rakutowie o spotkaniu nawiedzonej przez diabły dziewczynie z przekupką, która okazał się być czarownicą, gdy diabły rozpoznały ciotę, kazały rzucić się na nią opętanej i doszło do krwawej bójki.

„Bo to diabeł w babie, serce wyrwie, i gardło rozsadzi” – opowiadano.

Kobieta opętana, obłąkana biegała po wsi, utrapiona mimo woli tańczyła po kilka razy na dzień. Tańczyć tak miała przez cały rok, takie zaklęcie rzuciła ciota z innej wsi na dziewczynę z Bodzanowa i nawet jak wiatr był wielki i mróz to ona tańczyć musiała, a zimna w bose nogi nie odczuwała.

„Ksiądz w czasie nabożeństwa widzi każdą Nieczystą przez patynę lub monstrancją, jak skopkiem zamiast kapki (choćby najcelniejszej) ma pokrytą głowę, ale wydać jej ani powiedzieć mu tego nie wolno. Na pozór modlą się owe nieczyste gorąco, ale nie widzą przed sobą ołtarza ani obrazów, lecz tylko gnojowe deski.” – opowiadano w Bogusławicach o nawiedzonych dziewczętach.

Czarownica nie ma w swych oczach Panien, tylko Kozły; bo każdy poczciwy miewa panny w swych oczach – twierdzono w Radziejowie. Czarownica miewa w oczach krzyżyki i gzygzaki, w źrenicy jej nie odbija się obraz wpatrującego się w nią człowieka. Inteligentne kobiety, mówiące po łacinie lub w innym języku obcym uważane były za cioty (Płowce). W Ruszkowie mawiano, że cioty wysiadują na jajkach w gnieździe na drzewie, żeby głód i nieurodzaj sprowadzić. W lesie we wsi Chrustowo na dębię, czarownica miała jaja gęsie.

„Widziano jak czarownica ta w postaci gęsi odlatywała ode wsi do boru na gniazdo swoje. Strzelec w boru myśląc, ze to prosta gęś, strzelił do niej gdy zerwała w powietrze, lecz chybił; a chybiali i drudzy. Po kilku dopiero dniach domyśliwszy się z kim ma do czynienia i nabiwszy strzelbę guzikiem srebrnym, postrzelił ją w skrzydło. Postrzelona zerwała się z gniazda i spadła o parę staj stamtąd w len (na gruncie wsi Zakrzewa). Strzelec, gdy się do niej zbliżył, ujrzał nie gęś ale babę z postrzeloną ręką, z której krew ciekła. Zaczepił ją, pytając coby tu robiła i coby jej się w rękę stało? A ona mu na to odrzekła: że dziabnęła sierpem, wyrzynając łopuchę (zielsko0 ze lnu. Ale sierpa wcale nie miała w ręku i wcale go tam nie było. Strzelec też nie głupi, oszukać się nie dał, a poznawszy, że to ciota, babę zagnał do Urzędu, do wytłumaczenia się z tego czem się zatrudniała. Wyjęto potem gniazda trzy pozostałe w niem jaj, i takowe we wsi roztłuczono. W jednem jaju znaleziono krew (wojnę), w drugim grad (nieurodzaj), a w trzecim deszcz (zalew). Czarownicę oćwiczono rózgami.” – opowieść z bachorny, wsi Bodzanów.

We wsi Święte pod lasem zauważano na trawniku wydeptane jakieś koła mniejsze i większe, które nie zarastały, lub pożółkły tylko trawą. Uważano, że to kręgi przez cioty wydeptane, które w tańcu w kółko się kręciły i koła owe zakreślały.

„Co czwartek zjeżdżają się czarownice za stodołę i wytańcują tam zawsze koła czyli okrągłe znaki, które po tej ścieżce gdzie biegły, trawą nie zarastają. Ażeby się tam dostać, baba smaruje się maścią pod pachą i kominem wyleci, a na miejscu swojem zostawi przy chłopie miotłę za żonę; sma zaś tańcuje w najlepsze z drugiemi ciotami, które się tam zewsząd pozlatywały. A jeśli daleką ma podróż do miejsca zebrania, to napotkawszy w drodze chłopa, przemienia go w konia za posmarowaniem ową maścią, wsiada na niego i jedzie dalej, aż na samo miejsce. Stolarz z Radziejowa Lejzerowicz wszedłszy przypadkiem do jednej chałupy, ujrzał jak bab po pozostawieniu w łóżku miotły, wysmarowała się maścią ze słoika i smyrhnęła kominem w górę. Stolarz spostrzegłszy, że maści nieco jeszcze w słoiku pozostało, z ciekawości i on się nią posmarował, i natychmiast wyleciał za babą przez komin. Gdy przybył na miejsce ich zebrania, został jak najlepiej przyjęty; cioty wenerowały go i częstowały tem co same jadły. A były to smaczne potrawy, które on jednak (ostrożny) nie jadł, ale do kieszeni chował. I dobrze zrobił, bo przyszedłszy z rana do domu, zamiast owych przysmaków znalazł w kieszeni końskie żemełki (odchody czyli bobki).” Opowieść z bachorny ze wsi Bodzanów to kolejna piękna strona mitologii kujawskiej.

Według podań cioty co czwartek jeździły na łyse góry i bezdroża. W wigilię św. Jana Chrzciciela (24 czerwca) zbierały się na Łysej Górze, gdzie odbywały walną biesiadę.

We wsi Ruszkowo opowiadano, że za czasów zaboru pruskiego, kasztelanowa (R.) sprowadzić kazała do dworu wielką liczbę bab ze swoich dóbr i sądziła je za czary. Spalono wówczas dziewięć kobiet żywcem w Konarzewie pod Kruszwicą, na środku pola. Widziano jak z popiołu po dwóch spalonych kobietach białe gołąbki wyleciały do góry. Uznano to, za znak że te dwie były niewinne.

Prócz ciot obawiano się również Zmory. Jeździła na kółkach od pługa, który skrzypił (nienasmarowany). Wylatywała z izby kominem, i gdy piszczało drzewo mokre paląc się na kominie, mówiono że to Zmora skwierczy, przeciskając się kominem. Podanie pochodzi ze wsi Święte i Konecka.

Dla dzieci groźne były Podziomki (mieszkające pod ziemią kobiety), które nieraz niewieście zręcznie zabierają dziecko, czasem z kołyski, a podsuwają swoje. Podanie powtarzano we wsi Więcałwice.

W szparach i w mysich norach (myszorach) ukrywają się Krosnalki, czyli ludzie mali, wielkości owadów. W księżycową noc wychodziły z ukrycia i biegały bawiąc się po izbach kujawskich. Nie byli szkodliwi dla ludzi ale jeśli ich przestraszyć mogli zamienić się w olbrzymów – podawali gniewkowianie.

Babok jest również częścią mitologii kujawskiej. Babokiem straszono dzieci płaczące. Jak podają mieszkańcy wsi Nieszawa i Brześć Babok jest demonem nocy i ciemności budził strach u ludzi. Mieszkał w cieniu drzew, wierzono że jest niewidzialny. Dzieci były jego ulubionymi ofiarami, straszył je nocą budząc u maluchów koszmary. Światło odstraszało Baboka, zostawiano zapaloną świecę. Demona przyciągał zły nastrój w domu.



Opracowanie Bartłomiej Grabowski, źródło Materiały do etnografii słowiańskiej, Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce, Oskar Kolberg, seria III, Kujawy cz. I, Warszawa 1867.








































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz